Gdzie te czasy gdy nauczyciel był autorytetem dla uczniów i rodziców, gdzie jego zdanie liczyło się na tyle, że był w stanie pokierować życiem młodego człowieka. Dzisiaj trzęsiemy portkami przed uczniem i przed jego rodzicami.

Boimy się podejmować kontrowersyjnych decyzji, boimy się zwracać uwagę, podejmować działania. Ot… uczeń przecież długo w szkole nie będzie, po co się narażać. A i dyrekcja w trudnych sytuacjach często nie pomaga, bo po co nagłaśniać pewne sprawy, po co narażać się na wizyty urzędników z kuratorium, przecież lepiej udawać, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. No i za te pieniądze kto by się narażał. W końcu każdy zna jakiś przypadek, jak to upierdliwego belfra zniszczyli rodzice, którzy mieli inne zdanie na temat postępów i zachowania swojej pociechy. A wiadomo, że w Polsce każdy jest najlepszym specjalistą we wszystkim, szczególnie w dziedzinach na których się nie zna. Do tego dochodzi wstyd przed innymi, że człowiek sobie nie radzi, choć inni są w takiej samej sytuacji, ale lepiej o tym nie mówić, bo boimy się stracić pracę.

Tylko młodzież nie da się oszukać, widzi, że wiele nie możemy, lub nie chcemy robić. Wykorzystują więc to, śmiejąc nam się w oczy. W sumie to przyzwoita młodzież, bo widząc paraliż systemu, mogli by wypiąć się na wszystko, jeszcze więcej wagarować, a my wielcy pedagodzy sralibyśmy w portki ze strachu czy w swej łaskawości uczniowie nawiedzą dziś szkołę, czy nie, bo inaczej nas zamkną.

Gdzie te czasy w których uczeń słuchał rad nauczyciela. Dziś uczeń słucha MP3 albo nic nie słucha, siedzi i tępo gapi się w szybę, a gdy nauczyciel wyrwie go z tego błogostanu, to patrzy na niego ze zniecierpliwieniem jak na natrętną, bzyczącą muchę. Gdyby miał gazetę, to by nas ubił. Nie stresuje się i nie przejmuje, bo wie, że w razie czego mama i tata przyjdą do dyrektora, nakrzyczą na nauczyciela i dyrektor karze nauczycielowi przeprosić i napisać wyjaśnienie, dlaczego jest taki beznadziejny i nie daje rady z młodzieżą.

Nie zadzieraj z uczniem, to nasz klient. A w dzisiejszych czasach klient jest na wagę złota, klienta trzeba dopieścić, nie stresować, zapewnić komfort psychiczny i fizyczny (gdyby na przykład chciał spać na lekcji), klientowi trzeba dać bonusy, przepuścić do następnej klasy mimo oczywistej niewiedzy i jeszcze uzasadnić to od strony pedagogicznej. Nie zadzieraj z klientem, bo niewidzialna ręka rynku da ci po dupie.
Tylko gdzie w ten sposób dojdziemy?