Dziwimy się i narzekamy, obserwując nieudolne poczynania naszych sportowców. Mówimy, że lekarstwem może być upowszechnianie sportu wśród dzieci i młodzieży. Tymczasem w najlepsze tolerujemy upadek wychowania fizycznego w szkołach. Winni są wszyscy: rodzice, bo zwalniają dzieci z lekcji, uczniowie, bo idą na łatwiznę, szkoła, bo w ramach obecnego prawa niewiele może i chce zrobić.

Niestety system właściwie uniemożliwia skuteczną walkę z absencją na wuefach. Raz wystawionego zwolnienia, często wystawionego nieuczciwie, nie można podważyć, szczególnie, że rodzice dają na to przyzwolenie. Jeżeli nie podejmiemy działań prawnych zmierzających do poprawy frekwencji na zajęciach to właściwie wf można by w szkole średniej zrobić przedmiotem dodatkowym. Absencja na wf jest porażająca, a przecież warunki są często o niebo lepsze niż 20 lat temu. Coraz więcej osób traktuje wf jako zło konieczne. Pół biedy jeśli myślą tak tylko uczniowie, gorzej gdy myślenie takie przejdzie na rodziców. W końcu to żaden problem załatwić zwolnienie lub samemu zwalniać dziecko. Skoro dorośli nie widzą nic złego w siedzącym trybie życia, to dzieci przejmują ten model, bo nie wymaga wysiłku, bo jest bardziej wygodny. Nikt nie myśli o konsekwencjach długofalowych takiego stanu rzeczy. A przecież brak sukcesów sportowych to konsekwencja całkiem błaha, są gorsze. Przyzwalając na ucieczkę od wysiłku fizycznego skazujemy dzieci i młodzież na cały szereg chorób i problemów z którymi zmagać się będą w dorosłym życiu. Otyłość, choroby serca, choroby kręgosłupa, problemy z prokreacją i szereg innych przypadłości związanych z brakiem ruchu i siedzeniem przy komputerach. Do tego problemy natury społecznej z którymi zmagać się muszą osoby otyłe i przewlekle chore, takie jak niska samoocena, problemy ze znalezieniem partnera, mniejsze szanse na dobrą pracę. Niestety nie uczymy nasze dzieci jak dbać o swoje ciało, jak unikać chorób i uczynić atut ze swego zdrowia fizycznego. System sprzyja kombinatorstwu, rodzice dają przyzwolenie, szkoła nie potrafi zachęcić do aktywności fizycznej. A młodzież? Dziś tego problemu jeszcze nie dostrzega. A przecież wystarczy by rodzic dał przykład i zamiast przed komputerem, spędzał więcej czasu z dzieckiem na boisku. Wystarczy by nauczyciele bardziej starali się uatrakcyjnić zajęcia, by młodzież chciała na nie chodzić. Wystarczy, że rządzący utrudniliby masową produkcję zwolnień lekarskich. Niestety od wielu lat jest to u nas nie do przejścia. A więc do kolejnej nieudanej olimpiady…