Ileż to już słyszałem pochwał i zachwytów nad tzw pokoleniem Y. Rzeczywiście, są inni niż my, ale czy na pewno to co niektórzy wypisują w artykułach w prasie oświatowej, jest prawdą? Rewolucja informatyczna zachodziła w trakcie mojego życia, gdy byłem mały nie wiedziałem co to komputer, teraz piszę ten tekst na zgrabnym laptopie i niedługo poślę go do sieci, by każdy kto ma do niej dostęp mógł to przeczytać, zgodzić się z tym lub skrytykować mój sposób myślenia. Nie dorastałem z siecią i komputerami, tak jak obecne pokolenie Y, ale z dzisiejszą techniką jestem na bieżąco. A ponieważ pracuję z młodzieżą od dawna, to chciałbym obalić kilka mitów, które dotyczą współczesnych młodych ludzi, wychowanych już w wirtualnej rzeczywistości.

Zacznę od tego, że dzisiejsza młodzież trochę mnie zaskakuje. Gdy w latach 90-tych wchodziły do użytku komputery i raczkował internet, miałem świadomość, że to dopiero początek. Byłem przekonany, że kolejne pokolenie, które będzie już w takich warunkach wyrastało, dosłownie nas zakasuje w opanowaniu umiejętności pracy z komputerem i siecią. Myślałem, że nas wymiotą z rynku pracy. Powiem szczerze, rozczarowałem się. Młodzi rzeczywiście nie potrafią już żyć bez otaczającej ich techniki, ale ile z tego pożytku dla ogółu i dla nich samych? Na ile potrafią użyć tej techniki dla wzbogacenia siebie i swego stanu wiedzy?

Przede wszystkim zgłębianie wiedzy stało się bardzo powierzchowne. Preferują krótkie, pobieżne informacje. Niestety bez wgłębienia się w pewne zagadnienia nie ruszymy do przodu i żadna technika tu nie pomoże.

Druga sprawa, to niechęć w poszukiwaniu wiedzy w internecie. Jeśli już coś trzeba zrobić, to przeważnie (!) jest to robione metodą kopiuj wklej. I nawet nie trzeba się wysilać, by odnaleźć źródło, bo wybierają przeważnie pierwsze, co im się w google wyświetli. Spotykam się też wielokrotnie z sytuacją, że nie potrafią zadać przeglądarce pytania. Mówią „Nic na ten temat nie znalazłem w necie”, a ja wchodzę do sieci i w minutę znajduję mnóstwo materiałów…

Trzecia sprawa, to traktowanie internetu nie jako narzędzia pracy i źródła informacji, tylko jako miejsca rozrywki i kontaktu ze znajomymi. Internet służy przede wszystkim do rozrywki, jest taką „magiczną skrzynką” która daje radochę… i nic ponadto.

Po czwarte. Słaba umiejętność obsługi programów. Bo przecież trzeba się wysilić, poświęcić czas, poczytać instrukcje(!). Dla większości, to nie do przejścia. Szwankuje nawet edycja tekstu ściągniętego metodą kopiuj wklej… Oczywiście mówię tu o uczniu przeciętnym, czyli o większości.

Po piąte: życie w świecie obrazków. Niestety, nie wszystko można za pomocą obrazków wyjaśnić. Czytanie daje szereg umiejętności, które nie mogą być zastąpione pismem obrazkowym. Zbyt dużo multimediów na lekcji skutkuje… obniżeniem uwagi, rozprężeniem.

Po szóste wszechobecny kontakt z techniką. Nie wierzę już w możliwość wyrugowania komórek i smartfonów z lekcji. Nie wierzę też w efektywne wykorzystanie ich na lekcji, przynajmniej w przypadków ucznia przeciętnego. Musieli by mieć zablokowane, w smartfonie lub tablecie, wszystko to co nie wiąże się bezpośrednio z lekcją. Dzieci i młodzież bombardowani są tą techniką od małego. Telewizja, komputery, internet, smartfony, tablety, to wszystko użyte bez odpowiedniego nadzoru nie przynosi korzyści a wręcz powoduje, że u dziecka pojawiają się zachowania negatywne z punktu widzenia procesu edukacji jak rozkojarzenie, brak koncentracji, znudzenie wszystkim w co trzeba się zagłębić na dłużej niż chwilę. Współwinni są tutaj rodzice, którzy kupują komputer, podłączają internet, kupują smartfon lub tablet i są zadowoleni, że pomogli dziecku, że dali im narzędzie, lecz nie kontrolują jak narzędzie to jest wykorzystywane.

Prawdą jest, że dzisiejsza młodzież żyje w świecie wirtualnym, jednak należy pamiętać, że świat ten jest przereklamowany i przebarwiony. Że trzeba w pewnym momencie zetknąć się z rzeczywistością, ze światem realnym. Jakie będą ich UMIEJĘTNOŚCI gdy nagle odcięci zostaną od sieci, gdy trzeba będzie zmierzyć się z realnymi problemami, sytuacjami, w których trzeba będzie pokazać na co ich stać. Na pewno jakoś to będzie, ale w takim razie po co w ogóle szkoła, jeśli przyjmiemy jako normę podejście „jakoś to będzie”, „poradzą sobie”, „ jak będą musieli to się nauczą”…