Od razu mówię, że do zamieszczenia tego wpisu skłoniła mnie wypowiedź znanego amerykańskiego politologa Francisa Fukuyamy dla magazynu Newsweek, w które odniósł się także do Polski, a ponieważ opinia kogoś, kto patrzy na kraj z zewnątrz i w dodatku posiada kopalnię wiedzy o procesach gospodarczych i społecznych, powinna być dla nas szczególnie cenna, dlatego pozwolę jej fragment przytoczyć (za magazynem Newsweek 1/2013).

Gospodarczo radzicie sobie naprawdę nieźle (…). Ale to nie potrwa wiecznie – bez innowacji wasza gospodarka stanie w miejscu. Dlatego zamiast patrzeć w przeszłość, powinniście jak najszybciej zastanowić się nad tym, co dalej.

Mądra opinia. I daje do myślenia, szczególnie w kontekście globalizacji, marginalizacji Europy i związanego z tym spowolnienia gospodarczego. No i w kontekście tego co dzieje się z naszą oświatą i nauką. Bez sprawnie działającego i wydolnego systemu oświaty nie będzie w Polsce nauki na poziomie. No, chyba, że jak w Stanach, sprowadzimy sobie najtęższe głowy, ale na to niestety nie mamy pieniędzy. Na naszą innowacyjność musimy zapracować sobie sami.

Jak tworzy się innowacyjność? Raczej nie osiągniemy jej przez zdolne rodzynki, które po kilku latach prób przebicia się przez beton, tracą wiarę, że coś tu można sprawnie zrobić i wyjeżdżają za granicę. Trzeba tu wielu tęgich mózgów, dobrego systemu finansowania, skruszenia betonu zalegającego nasze szkoły wyższe poprzez zmiany takie jak np. likwidacja habilitacji, klanów rodzinnych na uczelniach, większa mobilność kadry, powiązanie realizowanych badań z tym co dzieje się w gospodarce itp. Trzeba jednak przede wszystkim poprawić poziom nauczania, który od wprowadzenia gimnazjów poleciał na łeb na szyję (a słucham opinii wielu naukowców z różnych dziedzin i mówią to samo: jest coraz gorzej).

Na razie w naszych działaniach na tym polu dominują jednak… oszczędności. Ja rozumiem, w krótkiej perspektywie ma to może sens, ale jako obywatel, od rządzących wymagam myślenia perspektywicznego. Wiele inwestycji może być nietrafionych oprócz jednej: inwestycji w edukację społeczeństwa. Rządzący zasłaniają się listkiem figowym w postaci statystyk: ile dyplomów maturalnych, licencjackich i magisterskich zostało wydane w ostatnich latach. Nie patrzą jednak jak spadła ranga tych dyplomów, jak obniżył się poziom, jaki ma to wpływ na innowacyjność. Coraz częściej padają głosy, że dzisiejsze studia są tyle warte co stara matura. Przesadzam? Zapraszam do mnie na lekcje. Młodzież nie czyta, nie interesuje się tym co na świecie, zalicza tylko testy i kolejne semestry. I to nie jest ich wina. Oni nie są gorsi od mojego pokolenia. Im po prostu zrobiono z mózgu sieczkę, obniżając wymagania, luzując normy zachowania, przyzwalając na opuszczanie zajęć, wychowując bezstresowo, chwaląc za wszystko, doprowadzając do zaniku krytycyzmu wobec siebie i swoich działań. W ostatnich 10 latach zamiast wprowadzić nasz system edukacji w epokę cyfrową, w XXI wiek, wywróciliśmy ten system dwukrotnie do góry nogami. I dziś jesteśmy w du..e.

Pora chyba zwrócić się do Pana Premiera (bo na MEN przestałem już dawno liczyć) o odpowiedzialność za przyszłość Polski. Dzisiejsza Polska jest jak bokser, który co prawda trzyma się na nogach i robi dobre uniki, ale walki nie wygra, a o takich zawodnikach szybko się zapomina. Ring, to już nie tylko Europa, gospodarka się globalizuje, ringiem jest teraz cały świat, zostaną na nim ci, którzy potrafią myśleć przyszłościowo. Ile lat jeszcze będziemy ściągać do siebie inwestorów niższymi kosztami pracy? A może to my powinniśmy być kiedyś inwestorem? Polska jako kraj nowoczesny, innowacyjny, rozdający karty. Niemożliwe? To proszę wgłębić się w powojenną historię Korei Południowej. Da się. Jednak kluczem do tego jest edukacja i nauka!