Nie jestem wzorem rodzica współpracującego ze szkołą. Oczywiście chodzę na zebrania, konsultacje, odpowiadam na wezwania. Z drugiej strony robię się malutki, gdy wybierany jest samorząd klasowy, nie mam na to czasu, jak wielu rodziców. Nie jestem jednak typem malkontenta i akceptuję, to co samorząd postanowi, z prostej przyczyny: bo sam nie chciałem się angażować.

Problem powstaje gdy rodzice są niezadowoleni z niczego a sami nie chcą działać. Też się spotykam z takimi przypadkami:

Tak, ma pani rację, ale w tej sprawie proszę iść do dyrektora, bo to nie moje kompetencje, więc nie mogę w tej sprawie nic zrobić – mówię czasem na zebraniach jako wychowawca.

Do dyrektora? Nie mam czasu. A właściwie problemu nie ma – odpowiada przeważnie druga strona.

Takie nasze typowo polskie zachowanie. Byle za dużo się nie nachodzić. Trochę to rozumiem, bo z drugiej strony sam jestem zapracowanym rodzicem.

Jako rodzic chciałbym w dzisiejszych czasach, więcej kontaktu online. Dziennik elektroniczny, to w tych czasach konieczność. Przydałyby się też fora, gdzie rodzice mogliby zgłaszać swoje pomysły, uwagi, może także się poskarżyć na to co funkcjonuje źle, oczywiście po zalogowaniu, bo w anonimowym pluciu na innych jesteśmy mistrzami świata. Nie podlega dyskusji, że za swoje słowa trzeba odpowiadać. Przydał by się też telefoniczny kontakt z wychowawcą, spoko, nie będę dzwonił, wyślę sms-a. Spotkałem się z wychowawcami, którzy swojego numeru nie udostępniają, bo przecież zawsze można zadzwonić do sekretariatu. No tak, ale w tym czasie pracuję. A przecież można wyznaczyć internetowy lub telefoniczny dyżur. Można, trzeba chcieć.

Jako nauczyciel daję swój telefon, ale spotkałem się często z sytuacją, gdy jakaś mama traktowała mnie jak koleżankę: pół godziny rozmowy. Pani miła, bardzo ją lubię, ale wieczorem w domu też mam różne rzeczy do roboty. Mam kontakt mailowy, fajnie to działa, brak ram czasowych (mogę odpowiedzieć o północy, gdy wszyscy śpią). Mailem wymieniło się ze mną 1/3 rodziców. Często wkurzam się, gdy rodzic się nie interesuje, ale może ma już dość, w końcu sam nie wiem jak zachowam się za parę lat gdy moje dzieci będą w szkole średniej. Opinie rodziców na mój temat w necie? Okej. Mam grubą skórę. A może coś faktycznie mógłbym usprawnić w swojej pracy… Ale wiem też, że nie wszyscy tak myślą i wielu nauczycieli boi się konfrontacji z opinią na swój temat.

Myślę, że jako rodzic bardziej rozumiem rodziców, którzy do mnie przychodzą. Jako nauczyciel, mam więcej wyrozumiałości dla nauczycieli, bo znam tę pracę od podszewki. Kiedyś nauczycielkami były głównie panny, ale dobrze że się to zmieniło. Nauczyciel-rodzic może chyba wykazać się w niektórych sytuacjach dużo większą dozą empatii i zrozumienia. Oczywiście nie mówię, że jako rodzic pozwolę nauczycielom na wszystko… No i oczywiście nie mówię, by wszystkie nauczycielki wydawać za mąż na siłę… Koleżanki by mi tego nie darowały.