Jako nauczyciel jestem za ograniczeniem liczby kadencji dyrektora do dwóch, najlepiej jeszcze gdyby wprowadzić zakaz dyrektorowania w szkole w której się pracowało. Jestem za zatrudnianiem zewnętrznych managerów, którzy z pomocą wicedyrektora pedagogicznego mogli by prowadzić szkoły.

Dyrektor usadowiony wygodnie w gminnych lub powiatowych układach może spać spokojnie do emerytury i jest mu dobrze. Nie jest wydajny, nie jest innowacyjny, dobro uczniów przedkłada nad swój święty spokój i stabilizację. Samorządy są zadowolone, bo wiedzą co się po takim spodziewać. Staje się często częścią miejscowego układu władzy. I tak do emerytury… Bo przecież konkursy organizują samorządy, czyli znajomi.

A ponieważ zostaje dyrektorem w swojej szkole, zbiera wokół siebie grono popleczników i dupolizaczy, którzy utwierdzają go zawsze w tym co robi a na radach pedagogicznych torpedują wszelkie przejawy innego, niezależnego myślenia. Proszę mi wierzyć, słyszałem dziesiątki takich opowieści. A potem dziwimy się, że nasze szkoły są słabe…

A może zatrudnienie specjalisty z zewnątrz? Były takie pomysły. W końcu na poznanie mitologizowanej „specyfiki pracy w szkole” dwa-trzy miesiące wystarczą, a do zarządzania i kontrolowania ktoś z zewnątrz bardzo się nada. Kruszymy szkolny beton, patrzymy na efekty pracy, na zaangażowanie w życie szkoły, dodatki motywacyjne rozdzielane są według osiągnięć i kompetencji a nie wg wierności dyrektorowi. Kadencja lub dwie i przychodzi nowy, by wnieść świeży powiew w pracę podwładnych. Ten kto dobrze pracuje nawet nie zauważy różnicy.

Myślę, że wielu dobrych nauczycieli taka perspektywa nie przeraża a nawet kusi. Na pewno kusi mnie jako rodzica. Jako rodzic nie obchodzi mnie to, że dyrektorowi się nie chce, bo jest mu dobrze jak jest. Nie podoba mi się zamiatanie pod dywan spraw, które powinny być rozwiązane prosto i szybko. Może byśmy, jako rodzice, nie usłyszeli więcej od dyrektorów „Ta pani tak ma, trzeba ją przeżyć” (w końcu to koleżanka, której nie wypada skrytykować lub zwolnić). Więc po to posyłamy dziecko do szkoły by ją przetrwały? Czy etat nauczyciela jest więcej wart od perspektyw mojego dziecka? Jako rodzic, chcę by szkoła była skuteczna. Ma być szkołą a nie towarzystwem wzajemnej adoracji.