Zaczęło się. Kolejny rok szkolny przed nami. Na pewno nie jest to dobry rok dla belfrów, większość z nich rozpoczęła pracę z mniejszą liczbą godzin aniżeli w zeszłym roku, niektórzy podpisać musieli ograniczenie etatów, inni pożegnać się z zawodem. A to dopiero początek.

W zeszłym tygodniu przeczytałem wywiad z panią minister Szumilas, która jako jedyny czynnik odpowiedzialny za aktualny stan rzeczy przedstawiała niż demograficzny. NIEPRAWDA. Niż demograficzny ma oczywiście znaczenie, choć był przez wielu nauczycieli oczekiwany, jako ten, który zlikwiduje przeładowanie szkół, podniesie jakość kształcenia w mniej licznych klasach. A więc dlaczego pani minister oskarża niż demograficzny o całe zło? BO CHCE UKRYĆ PRAWDĘ, CHCE ZNALEŹĆ USPRAWIEDLIWIENIE DLA NIEUDOLNYCH REFORM SWOJEGO MINISTERSTWA. Wszak to pani Szumilas, wespół z panią Hall, wprowadziły tzw reformę programową, która wymiecie ze szkół jedną trzecią nauczycieli a dzieciom zafunduje lizanie wiedzy zamiast normalnej nauki. Weźmy takie liceum ogólnokształcące, jedna godzinka chemii, fizyki, geografii, biologii, historii, wosu w ciągu roku i ocena na świadectwo ukończenia liceum, bo przecież nikt nie wybierze wszystkiego na rozszerzeniu. Ile taki absolwent wyniesie z liceum? Niech każdy sobie sam odpowie. Jedyna „korzyść” takiego rozwiązania, to wywalenie z roboty całej rzeszy nauczycieli i tak oczekiwane przez ten rząd oszczędności, bo przecież w rozumowaniu od wyborów do wyborów, nie mieści się to by edukować na wysokim poziomie, co zwróci się za kilkanaście lat. Do tego nasi politycy, w tym pani Szumilas, nie dorośli.

Druga przyczyna obecnego stanu rzeczy, to samorządy, które najchętniej stłoczyły by dzieciaki w jednej szkole, bo tak taniej a obowiązek ustawowy spełniony. Jeżeli się mylę, to niech ktoś mi odpowie na pytanie: dlaczego moje dziecko, które zaczyna pierwszą klasę musi tłoczyć się w 26-osobowej klasie? Przecież współczesne siedmiolatki, wychowywane inaczej niż 30 lat temu, w takiej klasie szybko zniechęcą się do szkoły. Jak tutaj mówić o indywidualnym podejściu do dziecka? Już nie mówiąc o zdartym gardle wychowawczyni (może dostanie w końcu raka gardła i nie będzie trzeba będzie płacić emerytury, bo wcześniej umrze)… Idźmy dalej. Dlaczego w liceum, gdzie pracuję, funkcjonują klasy nawet 35-osobowe (!)? Jak w takiej klasie pracować? Można by oczywiście wziąć dwie klasy 30-osobowe i zrobić z nich trzy 20-osobowe. Jakość nauki i komfort pracy nieporównywalne, ale trzeba by zostawić w pracy kilku nauczycieli, a przecież można ich wywalić i zaoszczędzić na pensjach.

No i w końcu trzecia przyczyna, nieszczęsny niż demograficzny. Powtarzam w kolejności: trzecia! A skąd ten niż? Mam wrażenie, że politycy traktują go jak kolejną plagę zesłaną z nieba. A przecież za ten niż są w dużej mierze odpowiedzialni… Przez 24 lata wolnej Polski nie byli w stanie stworzyć takiego systemu, który by zachęcał do tworzenia rodzin i rodzenia dzieci, który by zapewniał matce komfort psychiczny i powrót do pracy bez obaw, że będzie pierwsza do zwolnienia.

Za bardzo pani upraszcza (a może zniekształca) rzeczywistość droga pani Szumilas. Myślę, że czas dać sobie spokój z zadaniem, które panią przerasta.