Wpis ten dedykuję wszystkim koleżankom-nauczycielkom, które tracą szanse zawodowe i pieniądze z powodu tak nietypowej „choroby” jaką jest ciąża i macierzyństwo. Pozdrawiam Was serdecznie.

Kilkanaście lat temu jakiś bęcwał (a prawdopodobnie silna grupa bęcwałów) napisał rozporządzenie o awansie zawodowym nauczycieli. Może chciał zniechęcić nauczycielki do rodzenia dzieci? Nie wiem. Wiem natomiast, że kobieta-nauczycielka, która zdecyduje się na dwójkę dzieci, ma praktycznie, na parę lat, zawieszony awans zawodowy. I na tym traci. Oczywiście oprócz prestiżu i satysfakcji, zupełnie przyziemnie mówiąc, traci finansowo. Tyle mówi się o równouprawnieniu a to rozporządzenie jest jawnym przejawem dyskryminacji płci. Nie dość, że kobieta chce mieć dzieci, poświęca swój czas i karierę zawodową, to jeszcze dostaje po tyłku, bo zarabia mniej niż jej kolega (np. ja), który w ciąży nie miał przyjemności być.

Ktoś (urzędas) powie: no ale przecież tyle nie ma jej w pracy. A czy czas spędzony na awansie jest równoznaczny z jego jakością? A może ta pani w krótszym czasie wyróżni się swoją pracą, „porwie” młode umysły, zachęci je do nauki. Czy naprawdę czas jest tak ważny? Znam nauczycieli, którzy mogą pracować 20 lat i i tak nie będą tak dobrzy jak inni, u których lekcja jest wydarzeniem i przygodą dla dzieci, mimo, że pracują krócej. Czy tak trudno to zrozumieć? Czy czas spędzony z własnym dzieckiem nie jest doświadczeniem pedagogicznym, czy nie pozwala potem lepiej rozumieć uczniów i ich rodziców? Czy naprawdę nie można kontynuować awansu podczas urlopu wychowawczego? Nie można? W dzisiejszych czasach, w erze cyfryzacji? A może ta kobieta mogłaby pisać edukacyjnego bloga, mogłaby publikować na portalach edukacyjnych, udzielać się na forach, prowadzić korespondencję z uczniami i rodzicami, udzielać porad, bawić się w e-learning, prowadzić stronę internetową. Mogłaby? Oczywiście! Czy tak ciężko to dostrzec? Czy kolejne panie ministry nie miały nigdy dzieci? Czy naprawdę nie można zmienić bezsensownych zapisów w rozporządzeniu? Czy w przypadku kobiet nie można by tych staży, w pewnych sytuacjach, trochę skrócić? Zmodyfikować? Wszystko można, tylko trzeba to dostrzec i chcieć.

Jestem facetem. Nauczycielem dyplomowanym. Koleżanki, które kiedyś rozpoczynały ze mną staż, są przeważnie daleko w tyle. Zawiniły. Urodziły dzieci. I nic to, że dobrze pracują. Ponoszą konsekwencje swego macierzyństwa, mimo, iż w kraju tyle mówi się o niżu demograficznym. Czy nikt do cholery tego nie widzi???