Taką informację przeczytałem w Rzeczpospolitej w styczniu i muszę stwierdzić (na podstawie własnych spostrzeżeń), że to prawda. Nie odkryję też Ameryki twierdząc, że szkoły sobie same z tym problemem nie poradzą. Z jednej strony chcemy uczyć na sprawnym i nowym sprzęcie, z drugiej strony w szkołach tego sprzętu (i oprogramowania) brakuje. A przyczyny są złożone.

Można tutaj oczywiście narzekać, że pieniędzy na ten sprzęt jest dramatycznie mało. Trzeba pamiętać, że większość pracowni w szkołach powstała za pieniądze UE, dobrych kilka lat temu (co by było gdyby nie było UE? – można zapytać…). Że budżety szkół na pomoce dydaktyczne są śmiesznie małe (śmieszne, to najwłaściwsze słowo). To prawda, ale to nie wszystko.

Nie można zapominać o okolicznościach obiektywnych takiego stanu rzeczy: jest to sprzęt drogi, postęp sprawia, że podzespoły szybko się starzeją i nie można na nich realizować niektórych zadań (nowe oprogramowanie często nie jest kompatybilne z otrzymanymi parę lat temu komputerami), na starym sprzęcie „muli” internet (co frustruje młodych ludzi mających lepszy procesor w smartfonie…), no i sprzęt się psuje (bo obsługuje go zbyt duża liczba różnych użytkowników).

Na pewno trzeba zastanowić się nad nowym sposobem wyposażenia szkół w sprzęt, tak, by co 3 do 5 lat, szkoła mogła unowocześniać komputery i oprogramowanie. Trzeba pomyśleć kto mógłby to współfinansować? Może w ramach reklamy sponsorem mogły by być firmy które produkują sprzęt i sprzedają dostęp do łączy? W końcu firmy te zbijają kokosy na młodych ludziach i ich obecności w sieci… Mamy przecież tanie laptopy i tablety, które nie nadadzą się do gier, ale do realizacji podstawy programowej na współczesnym poziomie, tak.

Dla młodych ludzi, z którymi mam do czynienia, lekcje informatyki nie mają już takiego uroku, jak jeszcze w latach 90-tych, gdy mało kto miał w domu komputer. Z pewnością nie pomaga tutaj fakt, że pracują na sprzęcie, który daleki jest od ich oczekiwań. Nie wystarczy wydać dyspozycję, że na jednym komputerze na zajęciach, ma pracować jeden uczeń, bo przepisy, których realność finansowania budzi wątpliwości, będą martwymi przepisami. Zachęcam do dyskusji na ten temat, bo sam widzę, że nasze pracownie stają się coraz częściej salami muzealnymi…