Nauczyciele są grupą zawodową, która chyba najbardziej odczuwa skutki niżu demograficznego. Mnóstwo zwolnień, łączenie etatów w różnych szkołach, niemożność znalezienia pracy w zawodzie są na porządku dziennym. Z jednej strony zapowiada się szumnie pomoc dla zwalnianych nauczycieli a z drugiej prowadzi się politykę zmierzającą do dalszych ograniczeń w podejmowaniu przez nich pracy. PO nie może wygrać ze związkami w uczciwej debacie, więc przepycha tylnymi drzwiami tzw projekt poselski, który nie musi być konsultowany z partnerami społecznymi (m.in. związkami). Na podstawie tego projektu w szkołach będzie można zatrudnić tzw nauczycieli wspierających ale… na podstawie kodeksu pracy. Co mówi Pani Minister?

Nie rozumiem związków zawodowych, które sprzeciwiają się temu pomysłowi. To duża szansa dla tych nauczycieli, którzy muszą odejść z zawodu z powodów kiepskiej demografii. Stworzymy szansę, by ci nauczyciele zostali w szkole – mówiła w radiu TOK FM szefowa MEN Joanna Kluzik-Rostkowska. – Alternatywą nie jest to, czy taka osoba będzie zatrudniona na Karcie Nauczyciela czy Kodeksie pracy, ponieważ alternatywa jest taka, czy w ogóle będzie zatrudniona, czy bezrobotna – dodała. (tekst podaję za Głosem Nauczycielskim).

No i tutaj się nie zgadzam z Panią Minister, bo jeżeli jest ona za tym aby pomóc zwalnianym nauczycielom, to powinna być za tym, by zatrudnić ich na podstawie KN. Wtedy np zamiast jednego zatrudnić wg kodeksu pracy (przykładowo 40 godz w szkole z dziećmi), można by zatrudnić dwóch wg KN (przykładowo 20 godz w szkole z dziećmi + 20 godzin przygotowania do zajęć, pracy na rzecz szkoły, kółek zainteresowań, konsultacji z rodzicami itp.). No ale wg Pani Minister ma być przede wszystkim tanio. Nie patrzy nawet na to jak taka nauczycielka szybko wypali się zawodowo i zdrowotnie, widocznie Pani Minister, zajęta polityką, dawno nie była na szkolnym korytarzu w czasie przerwy lub w świetlicy (w klasach 1-3, po 5 minutach boli mnie głowa, gdy przychodzę do szkoły po swoje dzieci). Ciekawe jak Pani Minister pomoże tym nauczycielkom, gdy zaczną zapadać na raka krtani? Prawda jest taka, że Pani Minister nie chodzi więc o zatrudnianie nauczycieli, tylko realizuje politykę swojej partii, zmierzającą do… ograniczenia zatrudnienia…

Druga sprawa, to stworzenie dziwnego precedensu, gdzie w szkole będą obok siebie funkcjonowali nauczyciele zatrudnieni wg KN i ci „gorsi” wg Kodeksu Pracy… Zgaduję, że ich umowy nie będą przekształcone przy „najbliższej okazji” w umowy wg KN.

Trzecia sprawa, to uznaniowość wypłaty. Bo ich pensje nie będą mogły być wyższe niż nauczyciela dyplomowanego. Czyli co? Nauczyciel po studiach będzie mógł dostać tyle samo co pedagog z wieloletnim doświadczeniem (np. mianowany, który przeszedł wieloletnią procedurę awansu)? Kolejne pole konfliktów. Ale może o to chodzi? By skłócić nauczycieli.

Czwarta sprawa, to niejasności przy korzystaniu z różnorakich świadczeń. Bo z ZFŚS zapomogę dostaną, ale Świadczenia urlopowego z KN już raczej nie, podobnie jak zapomogi zdrowotnej z KN. Czyli znów pole do konfliktów. Inna sprawa, że takich nauczycieli będzie można zatrudnić od września do czerwca, z opcją: „a latem radź sobie sam”.

Propozycja ta, to „włożenie buta w drzwi”, by przez powstałą szparę przepychać kolejne innowacje zmierzające do tego, by ci zatrudnieni wg KN stali się rasą wymierającą. Bo przecież docelowo władze chciały by mieć wszystkich nauczycieli zatrudnionych wg Kodeksu Pracy, z prostej przyczyny – będzie ich mniej. Choć ostrzegam, że pójście na ilość a nie na jakość wyjdzie Polsce kiedyś bokiem. Jakoś ta propozycja dziwnie przypomina mi „śmieciówki” z którymi, podobno, premier miał się rozprawić…