Ten wpis nie będzie o Ameryce lecz o Polsce. Tutaj także poziom agresji w szkołach wzrasta. Właśnie przeczytałem na Onecie, że nauczycielkę zaatakowano nożem podczas lekcji.

(…) Atak miał miejsce podczas lekcji w III klasie gimnazjum. Chłopiec, który zaatakował kobietę, miał dowiedzieć się, że może powtarzać klasę. Nauczycielka z ranami od ostrego narzędzia trafiła do szpitala.
źródło

Nie pierwsze to zdarzenie o którym czytam w internecie. Co prawda nie słyszałem jeszcze, by atakowano nauczyciela nożem, ale była to tylko kwestia czasu, wszak amerykanizujemy się (na całe szczęście trudniej u nas o broń). Gdy rozmawiam z koleżankami i kolegami po fachu, prawie każdy nieoficjalnie przyznaje, że są w szkole osoby z którymi szkoła sobie nie radzi. O czym takie zdarzenia świadczą? Zastanówmy się:

  • Dzieci nie radzą sobie ze stresem. Nie potrafią normalnie przyjąć porażki. Przyklejone do smartfonów i tabletów, reagują nieadekwatnie na realne problemy. Nie potrafią rozmawiać stosując argumenty.
  • Szkoły sobie nie radzą z agresją. Dopuszczają do zachowań agresywnych, mimo że istnieje cały wachlarz kar statutowych i innych sposobów reakcji. Dyrektorzy wyciszają sprawy, aby nie robić rozgłosu. Boją się reakcji rodziców i kontroli kuratoriów. A problemy same przecież nie znikają, sprawa nierozwiązana, za którą nie było wyciągniętych konsekwencji, jest zachętą do dalszego naginania przepisów szkolnych przez uczniów.
  • Dzieci są często wychowywane przez rodziców w przeświadczeniu o tym, że wszystko co nie jest po ich myśli, jest niesprawiedliwe. Największe problemy są z reguły z jedynakami, dziećmi wokół których kręci się świat, często niewłaściwie przeinwestowanymi. Dochodzi tutaj problem nadmiernych oczekiwań ze strony niektórych rodziców, z którymi nie zawsze radzą sobie dzieci (nie widzą dzieci takich jakie są, widzą jedynie ich wyobrażenie).
  • Nauczyciele, oprócz przeważnie dobrego przygotowania dydaktycznego, mają często problemy ze sferą wychowawczą. Nie potrafią ułożyć sobie klasy, dojść z nią do porozumienia. Dobry nauczyciel nawet negatywną ocenę jest w stanie tak przedstawić, aby uczeń nie odbierał jej jak „końca świata”.
  • Prawo nie sprzyja zwalczaniu agresji. Procedury są długie i zawiłe, co zniechęca do ich stosowania. Efekt poruszonej sprawy jest często symboliczny. Dzieci są utwierdzane w tym, że są bezkarne.

Oczywiście pod tekstem na Onecie, mamy zatrzęsienie komentarzy (650 w ciągu 3 godzin od zamieszczenia), większość radykalnych, ale dobrze oddających nastroje społeczne. Powinny te komentarze być przeczytane przez ludzi z MEN, bo mam wrażenie, że ministra i jej urzędnicy są oderwani od realnego świata. Te komentarze pokazują, co myślą o tym problemie zwykli ludzie.

Problem z pewnością jest, sam go w pracy zauważam. Przeważnie jest to agresja słowna, rzadziej fizyczna. Szkoły nie radzą sobie z frekwencją na zajęciach, z problemem używek, wulgaryzmami… Można powiedzieć – takie czasy. Ale widzę też, że tam gdzie jest lepsza współpraca na linii szkoła-rodzice, sytuacja jest lepsza. Może nie idealna, ale lepsza. Niech to da do myślenia. Radykalne rozwiązania są społecznie chwytliwe, ale często nieskuteczne. Nic nie zastąpi żmudnej pracy u podstaw. Pamiętajmy też, że szkoły usytuowane są w różnych realiach społecznych, więc nie można przyłożyć do nich jednego szablonu (o czym często zapominają urzędnicy, tworząc prawo). A dziennikarze? Nie pomagają. Mogli by czasami napisać o miejscach w których poradzono sobie z agresją, aby inni mogli podobne rozwiązania przeszczepić na swój grunt. Ale… lepiej pozostać przy szukaniu sensacji…