W TV króluje afera taśmowa, ale nie o niej chciałem pisać. Tak sobie zamarzyłem, by ktoś kiedyś odnalazł taśmy na których polscy politycy rozmawiali o naszych wielkich reformach edukacyjnych. Czy wzięli pod uwagę różne uwarunkowania, czy tylko ktoś rzucił luźny pomysł? Czy słuchali opinii praktyków, czy może powstały tylko na bazie pomysłów teoretyków? Czy konsultacje były przeprowadzone solidnie, czy może tylko tak, żeby były? Czy napisano scenariusze rezerwowe, na wypadek gdyby plany polityków nie wytrzymały konfrontacji z rzeczywistością, czy z góry założono, że NAM wyjść po prostu nie może. A może plany były zbyt nierealne? Może trzeba było zmiany rozłożyć na wiele lat? Czym zasłużyliśmy sobie na tyle swoistych edukacyjnych „terapii szokowych”, w tak krótkim czasie? Czy tam na górze nie zastanowiono się nad tym, że największym przegranym są kolejne roczniki dzieci, którym zamiast solidnej podstawy programowej fundujemy eksperyment? I nie chodzi o to, by szukać na siłę winnych psucia oświaty, by kogoś oskarżać. Chciałbym po prostu wiedzieć, jak podejmowane są decyzje, od których zależy moja praca i los wielu roczników uczniów, na których przeprowadzono eksperyment?

Pamiętam jeszcze komplikacje i niedociągnięcia reformy Handkego, kiedy to niemal corocznie zmieniano nam zasady nowej matury, kiedy to wszyscy zdziwieni byli kłopotami wychowawczymi po powstaniu gimnazjów. Tak, jakby nie można było tego przewidzieć. Nieomal na świeżo pamiętam bałagan w szkołach powstały na skutek pełnej niejasności i niedopowiedzeń reformy pani Hall. Słyszałem, że podobno ta reforma przeprowadzana była za pieniądze z UE z których trzeba się było rozliczyć, więc nikt nie patrzał na szczegóły, lecz na to, by zrobić ją na czas, by nie zwracać do unijnej kasy pieniędzy. Jeśli tak było, to jest to skandal (wielki pośpiech potwierdzali metodycy zaproszeni na konsultacje, z którymi rozmawiałem, a nawet jeden z wojewódzkich Kuratorów Oświaty, podczas szkolenia na którym byłem). Fakt faktem, zawiera w sobie tyle niedopracowań, że jeszcze przez wiele lat będzie odbijała się nam czkawką. I gospodarce także. Pamiętam sytuację, gdy dzwoniliśmy do Kuratorium w praktycznej, i wydawało by się prostej, sprawie różnic programowych pomiędzy uczniami dawnej i obecnej reformy, a oni nie potrafili nam pomóc, bo nie wiedzieli. Pamiętam bałagan z liczebnością grup, gdy na kursach przed reformą, mówiono nam co innego, a wyszło w praktyce co innego. Itd., itp. Wiele niedociągnięć jeszcze zapewne nie wyszło, bo pierwsza matura wg nowej podstawy dopiero za rok.

Należę do bardzo dobrze wykształconej grupy zawodowej – nauczycieli. My naprawdę dużo rozumiemy. I coraz częściej mamy wrażenie, że lekceważy się nas i naszą pracę, lekceważy się tak ważną rzecz jak wykształcenie dzieci a w konsekwencji lekceważy się przyszłość naszej gospodarki. Że lekceważy się zdanie obywateli, bo po eurowyborach wszyscy odtrąbili sukces a nikt nie zająknął się o tym, że taka frekwencja to sromotna porażka naszych elit politycznych. Że jest tylko tu i teraz, doraźny i krótkowzroczny interesik. Bo przecież reszta, to tylko chuj, dupa i kamieni kupa.