Czytając dzisiejsze wiadomości na portalach, zwróciła moją uwagę informacja na temat deklaracji wiary dla nauczycieli. W odpowiedzi na głupie pomysły, pani minister Kluzik-Rostkowska mówi mądrze: „Szkoła powinna być neutralna światopoglądowo”. Mówi dobrze, bo gdyby tak nie powiedziała, to nagięła by prawo, gdyż na mocy Konstytucji i KN szkoła powinna taka być. Kłopot w tym, że to, co deklaruje Pani Minister, w życiu codziennym wygląda trochę inaczej. Czy rzeczywiście szkoła jest neutralna światopoglądowo?

Myślę, że nie do końca. Zależy też gdzie. Już sam fakt, że od podstawówki w szkole prowadzone są zajęcia z religii katolickiej sprawia, że polska szkoła nie jest tak neutralna jak np. we Francji. Inna sprawa, że religia w szkołach odbija się kościołowi czkawką, gdyż dzieci (a szczególnie młodzież) traktują religię jako kolejny przedmiot, który trzeba zaliczyć i tracą kontakt z własną parafią, no ale to problem, którego kościół woli nie widzieć. Kolejna sprawa, to symbole religijne, wszechobecne w naszych szkołach. Wielu uczniów i nauczycieli by ich nie chciało, lecz z grzeczności i taktu nie protestują, a katechetom brak widocznie empatii, by to dostrzec… Idźmy dalej: rekolekcje. Czas wycięty z godzin dydaktycznych, który powoduje, że młodzież traci lekcje a nauczyciele nadgodziny. Następna sprawa: msze. Na początek roku, na koniec a nawet gdzieniegdzie znajdzie się okazja pomiędzy. W dużych miastach już jest normalniej, ale w mniejszych i na wsiach, spędzane są czasami na te masze całe szkoły. Można także wspomnieć o wpływie, który wywierają na nauczycieli i uczniów, dyspozycyjni wobec proboszczów dyrektorzy (oj… są tacy) w wyniku czego życie szkoły toczy się często w rytmie ustalonym nie w gabinecie dyrektorskim a na plebanii. Powiem wprost, czasami lepiej nie przyznawać się, że jest się niewierzącym, bo można mieć rzucane kłody pod nogi przy każdej okazji.

Może więc deklarację o neutralności światopoglądowej polskiej szkoły wygłaszać po wyprowadzeniu religii ze szkół? Nie mam nic przeciwko katolikom, ale uważam, że dla dobra zarówno szkoły jak i kościoła, rozdział ten powinien nastąpić. Bo co z tego, że tylu uczniów pojawia się na zajęciach z religii w szkole, skoro efekt tego jest mizerny, a pielęgnujemy tylko pole do kolejnych konfliktów. Mówienie o neutralności światopoglądowej szkoły w sytuacji gdy w liceum mamy tygodniowo po dwie lekcje religii, a fizyki, chemii, biologii, geografii, edukacji dla bezpieczeństwa po jednej, nie brzmi chyba poważnie…