Przeczytałem ostatnio bardzo ciekawy artykuł Krzysztofa Kruszewskiego (w Przeglądzie) pt. „Kubuś fatalista i naprawianie oświaty”, zakończony świetną konkluzją („można konia doprowadzić do wody, ale nie zmusić go, by pił”). Rzecz dotyczyła między innymi znalezienia takiego kanonu lektur, który czytało by młode pokolenie. Przyznam, że poruszyła mnie ta myśl, bo sam pracując w szkole wiem, że wielu lektur młodzież nie czyta, a tzw opracowania, to coś, czym można się zrazić do literatury, aniżeli ją zgłębić i pokochać.

Z drugiej strony, na pewno większość polonistów powie, że to przecież kanon i trzeba się z nim zapoznać. No dobrze, kanon, ale dla kogo? Bo jeżeli nie dla tych młodych osób, to można ich tylko zniechęcić od czytania. Tym bardziej, że są to pozycję często ciężkie i archaiczne. Czy koniecznie (i obowiązkowo) musi je wszystkie zgłębić maturzysta, czyli człowiek dziewiętnastoletni? Z własnego doświadczenia wiem, że do pewnych książek trzeba dorosnąć, by je podziwiać. Czasami zaczynałem książkę trzy razy, a sięgając po nią czwarty raz (po latach) pochłaniałem ją w dwa, trzy dni. Wiadomo, że najciężej czyta się to, co trzeba przeczytać, a przyciężki zbiór lektur sprawia, że… czyta się opracowania. Wiek czytelnika i zasób przeczytanych lektur także mają znaczenie, bo jeśli każe się czytać nastolatkowi (który nic nie czyta) Byrona, to w takiej głębokiej wodzie utonie na pewno.

Cóż więc robić? Czy jest tutaj jakiś złoty środek? A może stworzyć na tyle szeroki kanon lektur, który nie tylko obejmował by „milowe” pozycje z przeszłości (które powinny tam być), ale także współczesne osiągnięcia krajowe i międzynarodowe. Przecież co roku ktoś dostaje Nobla w zakresie literatury, a w Polsce chociażby nagrodę Nike. Czy ci autorzy nie są godni by czytała ich młodzież? Wiem, że będzie to kanon szeroki, ale to przecież można pogodzić z odpowiednią konstrukcją pytań na egzaminach. Może wróćmy do pisania dłuższych form? Np: na podstawie przeczytanych lektur zabierz głos na temat (i niech specjaliści formułują górnolotne problemy). Może zaktywizuje to młodzież i… nauczycieli, którzy nie zawsze są na bieżąco ze współczesną światową i polską literaturą. Bo przecież w szkole, najważniejsze nie powinno być to, by „przerobić” lektury, tylko by, po zakończeniu edukacji, człowiek sam po nie sięgał.