Edukacja podobno największym problemem (obciążeniem) samorządów jest. Niestety, przed kolejnymi wyborami samorządowymi, nijak dostrzec nie mogę zainteresowania tą tematyką u kandydatów na radnych. Można powiedzieć, że unikają tego tematu jak ognia. Wszak trzeba by tutaj odpowiedzieć na parę niewygodnych pytań, lub, nie daj Boże, można by coś komuś nieopatrznie obiecać. Lepiej więc nie mówić wcale.

A mnie interesowało by to, jakie przyszli radni mają zapatrywania na zamykanie szkół, na liczebność oddziałów, na stypendia dla zdolnych lub biednych, na dodatki za wychowawstwo?Interesuje mnie, jaką wizję edukacji w moim mieście mają poszczególne partie i komitety wyborcze? Jednak poza ogólnikami (które powiedzieć może każdy), żadnych konkretów nie dostrzegam. Edukacja zamiast być języczkiem u wagi (jako coś generującego podobno największe koszty), staje się podczas wyborów tematem kłopotliwym, którego lepiej nie poruszać.

Smutno, że na edukację spogląda się ostatnio jedynie przez pryzmat wydatków na utrzymanie szkół i wydatków na nauczycielskie pensje. Samorządowcy, tak jak w większości przetargów, chcieli by wyjść z tego najtańszym kosztem. Niby każdy wie, że stworzenie dobrych warunków dla edukacji, to inwestycja w przyszłość, która w dłuższej perspektywie przyniesie korzyści. Niestety, po wyborach większość rządząca zapomina o tym na czas kadencji (przypomina sobie znowu, gdy przechodzi do opozycji).

A ja zastanawiam się, ile jeszcze lat, szkoły będą musiały oszczędzać w imię wielkich, pokazowych inwestycji panów prezydentów i burmistrzów? Ile lat będą zaciskały pasa, by średniej inteligencji pan, postawił sobie „pomnik”, aby potem sfotografować się przy inwestycji, pokazując mieszkańcom jak o nich dba? Samorządowcy przypominają mi coraz częściej rodziców zaniedbujących na co dzień swoje dzieci, którzy w ramach rekompensaty kupują im od czasu do czasu jakiś drogi gadżet, by pokazać, że przecież wychodzą ze skóry, by zapewnić im to, co najlepsze. A przecież czasami trzeba z dzieckiem po prostu porozmawiać, pobyć, pobawić się, poznać uczucia, by zdiagnozować jego prawdziwe potrzeby. Ale samorządowcy, jak źli rodzice, wolą dać ludziom gadżet, bo to efektowne, bo to łatwiejsze niż mozolna praca metodą małych kroczków.

Nie mam więc wątpliwości, gdzie dokonane będą, pierwsze po wyborach, cięcia wydatków.