Podobno niektórzy się oburzają, że za dużo zadań domowych…  których w dodatku złe belfry nawet nie sprawdzą. A przecież korporacyjne mózgi myślą zadaniowo: jest praca – musi być rozliczenie i ocena.

No cóż, zadanie domowe powinni przede wszystkim sprawdzić… rodzice, bo są na bieżąco z tym co robi dziecko w szkole i kontrolują jego postępy (stopień stopniem, a po sprawdzeniu zadania wiemy więcej, np. co potrafi dziecko). Nauczyciel nie da rady sprawdzić wszystkiego dokładnie, choć wyrywkowo powinien. Zadania domowe są potrzebne, no, chyba, że dzieci będą siedzieć w szkole dłużej, i rozwiązywać zadania pod okiem nauczycieli (z przyjemnością… ale na to nie pójdą władze, bo znowu trzeba by płacić komuś za nadgodziny…).

Ucząc w liceum widzę mnóstwo braków jeszcze z zakresu szkoły podstawowej! Świadczy to o tym, że w pierwszych latach nauki powtarza się… zbyt mało. To kolejny argument by zmienić programy nauczania, bo na papierze jest zrobione, a dziecko nie potrafi (patrz wpis: Rzeczy niemożliwe robimy od ręki, na cuda trzeba chwilę poczekać). W liceum widać, że wiele rzeczy, z pozoru prostych, jest wcześniej nie opanowane. A więc więcej zadań?

A może, po prostu, bardziej się do nich przyłożyć? I tutaj mamy wielką rolę rodziców uczniów szkół podstawowych, którzy czasem zakładają, że szkoła zrobi wszystko. Nie zrobi. Niestety z dzieckiem trzeba swoje odsiedzieć, kto tej prawdy nie rozumie, robi krzywdę swojemu dziecku. Znam rodziców, którzy tak szczelnie wypełniają dzieciom czas zajęciami pozalekcyjnymi, że… na zadania domowe wiele czasu nie ma, i są robione „na szybko”. Tym bardziej, że dziecko po basenie, po tańcach, po tenisie (itp.) jest po prostu zmęczone i pada na ryj. A więc nie różni się w tym zbytnio od zapracowanego dorosłego. Wiedza i umiejętności mają to do siebie, że trzeba je ćwiczyć, powtarzać, utrwalać, inaczej wyleci prędzej czy później. Tak więc po szkole zadanie domowe, i na podwórko, aby się dotlenić. Zajęcia dodatkowe maksymalnie dwa razy w tygodniu, bo dzieci to nie cyborgi, to nie plan, którego punkty trzeba odhaczyć, to człowiek jak każdy, i też ma ograniczony zasób sił i energii.

A mówię to wszystko jako ojciec dwóch uczniów podstawówki, jestem więc na bieżąco.

Komentarz do artykułu Gazety Wyborczej: Siedem godzin prac