Luty, znowu uruchamiana jest trąba powietrzna, która ma zmieść z powierzchni Ziemi kolejną partię „niepotrzebnych” szkół. Pytanie: komu niepotrzebnych? No właśnie… zdaje się, że wyłącznie samorządowcom. Bo na pewno nie dzieciom, rodzicom i nauczycielom. Samorządowcy traktują szkołę jedynie jak zakład pracy, coś co generuje koszty, bo jest przecież chronicznie deficytowe. No to może zlikwidować komunikację publiczną, bo do tej także trzeba zawsze dopłacać? Może zlikwidować połowę miejsc pracy w urzędach, przecież one nic nie produkują (oprócz kolejnych papierów), i są w całości utrzymywane przez podatnika?

A przecież utrzymanie małych szkół powinno leżeć w interesie wszystkich, bo:

  • mała szkoła, to szansa na zrobienie mniejszych klas, i lepszy kontakt pomiędzy uczniem a nauczycielem, oraz rodzicem a nauczycielem,
  • w mniejszych klasach można lepiej nauczyć niż w molochach, z ponad 30-osobowymi klasami,
  • szkoła w pobliżu domu, to szkoła bezpieczna, gdzie nie trzeba dziecka dowozić samochodem, a może samo wracać do domu, ucząc się samodzielności,
  • w mniej licznej szkole można zindywidualizować naukę, w dużej jest to trudne do zrealizowania, a przecież psychologowie grzmią, że problemów przybywa,
  • mniej uczniów w szkole, to szansa, by lekcje nie odbywały się na dwie zmiany, lub do późnego popołudnia (kiedy to dziecko powinno raczej pracę domową odrabiać, aniżeli na lekcji siedzieć…), to także mniej lekcji na korytarzach, co przecież w zatłoczonych szkołach się zdarza,
  • mniej uczniów w szkole, to szansa by ich lepiej poznać, by nie byli dla szkoły anonimowym tłumem, w konsekwencji mniej konfliktów i… decybeli,
  • mniej uczniów w klasach to w konsekwencji lepsza edukacja, która powinna zaprocentować, lepszym wykształceniem (nie tylko tym na papierze), mądrzejszymi decyzjami w dorosłym życiu, w końcu większą przydatnością takiego człowieka dla społeczeństwa i gospodarki.

Mało? Widocznie mało, bo dla samorządu liczy się oszczędność na ogrzewaniu, remontach, na etatach. Baba z wozu, koniom lżej, ot prosta urzędnicza logika. Tylko, że naszym gminom i powiatom poprzewracały się chyba priorytety. Unijne pieniądze, które spadły im z nieba, uderzyły im do głowy, niczym woda sodowa gówniarzowi. Czegóż to w naszych gminach już nie budowano, wielkich gmachów, lotnisk, aqua parków, dworców w szczerym polu itd., itp. każda gmina mogłaby się pochwalić takimi nietrafionymi inwestycjami, do których trzeba było dopłacić i które… wygenerowały długi i koszty utrzymania. A, że w samorządach panuje nadal iście zbójecka logika zabierania najsłabszemu, to całym winnym złej polityki inwestycyjnej, złego zarządzania samorządów, stają się najsłabsi, czyli szkoły. Dlaczego oszczędzać na dzieciach???

Szkoły generują koszty, które trzeba ponieść, to fakt. Jednak oprócz likwidacji szkół, można sprawić, że budynek szkoły będzie żył przez cały dzień. Kwestia pomysłu, chęci, i zarządzania. Jest zbyt duża? Co za problem część budynku zaadoptować na inne cele (choćby biura urzędników i posterunki policji), co za problem aby popołudniami zorganizować tam spotkania, warsztaty, kursy, zajęcia dodatkowe (np. dla seniorów, bezrobotnych, dzieci). Oczywiście samorządy by chciały, by wszystko to robiły firmy prywatne, ale… np. nie każdego rodzica stać na zajęcia sportowe dla dziecka prywatnie, powiększa się więc grono wykluczonych. W miejsce zlikwidowanych szkół wchodzą szkoły z czesnym, kwitnie segregacja. Likwidować szkoły łatwo, a co będzie gdy zaleje nas (tak jak państwa zachodnie) fala imigrantów i szkoły będą znowu przepełnione? Oj, niewygodne rzeczy piszę, w końcu urzędnik chce mieć święty spokój… A brak pomysłu na szkołę, to brak pomysłu na gminę (powiat, miasto). Wg urzędników samorządowych, szkoła ma po prostu być, urzędniczy obowiązek jest odhaczony, a jaka już ona będzie, to mniejsza z tym.

Politycy mówią, że w Polsce dokonał się w edukacji cywilizacyjny skok. Bzdura. Skok był, ale ilościowy. Większością dyplomów można sobie dzisiaj co najwyżej… wytapetować ściany. Cywilizacyjny skok byłby wtedy, gdyby wzrosła jakość, a na to szanse dał niż demograficzny. Mniej uczniów w szkole, mniejsze klasy, lepsze efekty, większe korzyści dla kraju. Niestety w przyszłości. Zwykli ludzie często przyszłościowo nie myślą, ale od polityków (i tych lokalnych i tych w Warszawie) tego powinniśmy wręcz wymagać.