Oj udało się dziennikarzom nadmuchać balonik. Kolejna „afera”, kolejny chwytliwy temat… Jest ten dobry, czyli maturzysta (i to nic, że połowa z nich zna lektury tylko z opracowań), jest ten zły, czyli egzaminator, i jest o czym pisać.

Także jestem egzaminatorem. Sprawdzałem kilkakrotnie matury (czuję się więc podejrzany;-)). I jak to czytam, jest mi najzwyczajniej przykro, ponieważ:

  • rozdmuchany został jakiś margines błędu, który występuje zawsze i wszędzie,
  • kryteria sprawdzania nigdy nie są jasne, zawsze w trakcie sprawdzania pojawia się lista dodatkowa mówiąca o tym co powinniśmy uznawać, zmuszająca nas do sprawdzania tego co już było sprawdzone (co może rodzić błędy). A przecież nie powinno się zmieniać zasad w trakcie…
  • ani razu jeszcze nie widziałem arkusza maturalnego, który nie wzbudził by kontrowersji egzaminatorów, wielu z nas ma wrażenie, że pracujemy na czyjejś prowizorce,
  • liczba weryfikowanych prac spadła przez te wszystkie lata gdy sprawdzam, z prawie połowy do… dwóch (więc jak tu wyłapać potencjalne błędy, szczególnie, że uzupełnia się klucz w trakcie sprawdzania), resztę prac weryfikuje się w parach (z tym, że kiedyś wszystko, ostatnio tylko pytania otwarte).
  • oszczędności na sprawdzaniu prac są z roku na rok coraz większe, a przecież każdemu ekonomiście wiadomo, że oszczędności nie służą jakości…
  • każe się nam uznawać odpowiedzi, które nauczyciel naście lat temu uznał by za kompletną bzdurę,
  • musimy zastanawiać się nad sensem niechlujnych bazgrołów, których często nie da się odczytać…
  • szukamy na siłę błysku geniuszu w pokracznych wypowiedziach maturzystów,
  • płaczemy nad tym, jak pokolenie komunikatorów internetowych kaleczy nasz język ojczysty (bo nie czytają książek), a takie kaleczenie zmienia czasem sens wypowiedzi… często coś wiedzą, ale nie potrafią tego sformułować, a taką umiejętność na tym poziomie powinni mieć…
  • z pobłażliwym uśmiechem obserwujemy nasz sztucznie nadmuchany boom edukacyjny,
  • z przerażeniem spoglądamy na to, że mamy swój wkład w to, kto dzisiaj kończy studia (bo tak naprawdę dla wielu, matura sprawdzana zewnętrznie jest najtrudniejszym egzaminem w życiu, bo jak maturę się zda, to studia ukończy się na pewno, na jakiejś dziwnej uczelni), i mamy świadomość, że przez pobłażliwość przy ocenianiu, wpuszczamy często chamów na salony…
  • jesteśmy zirytowani śmiesznie niskim 30% progiem zdawalności (na logikę egzamin dojrzałości powinien być co najmniej na 50%, może wtedy młodzi zaczęli by się uczyć systematycznie a nie miesiąc przed maturą…),
  • nie możemy zrozumieć dlaczego poziom arkuszy (np. z matmy) jest dostosowywany do poziomu rocznika, zamiast być stały i niezmienny, aby to maturzyści dostosowali się do pewnego poziomu…
  • boimy się o to co będzie z naszym krajem i gospodarką, gdy te „dobrze wykształcone” roczniki wejdą na rynek pracy (a to już się dzieje…),
  • boimy się, że staniemy się niedługo figurantami, których jedynym zadaniem będzie zaliczyć odpowiedź, bo przecież maturzysta zawsze ma rację..
  • boimy się, że dopuszczając do uznawania niektórych stwierdzeń i wypowiedzi, stajemy się śmieszni… także w swoich oczach…
  • nie zgadzamy się z dziennikarzami, którzy na podstawie jednostkowych przypadków budują obraz całości, bo nie dociera do nich fakt, że to jedynie co czwarta praca zweryfikowana na prośbę zdającego, a wiadomo, że o weryfikację proszą z reguły ci nieliczni, którzy po upublicznieniu wyników widzą, że im się nie zgadza (reszta sprawdza i wie, że wynik ten który uzyskali, się zgadza, a zbyt często przekracza to czego się spodziewali…). Wnioski są więc tutaj NIEPROFESJONALNE!!!

Myślę, że przedwojenni nauczyciele przewracają się w grobach widząc, jacy ludzie w dzisiejszych czasach zdają maturę…

Niedawno na szkoleniu egzaminatorów zauważyłem, że wszystkie zmiany w sprawdzaniu matur zmierzają ku temu, aby uznawać coraz większe bzdury i aby, w razie czego, wszystko zwalić na egzaminatora. Na szczęście praca w komisjach jest dobrowolna. Najbezpieczniej będzie więc, jak do następnego sprawdzania się po prostu nie zgłoszę. Robi tak wielu. Coraz więcej dobrych nauczycieli stwierdza, że nie chce brać w tym udziału. Niech na „placu boju” zostaną więc tylko ci egzaminatorzy, którzy uznają każdą bzdurę napisaną przez maturzystę. Tylko czy będą to jeszcze EGZAMINATORZY? Bo to przecież będzie tylko takie „rzeźbienie” wyników na zamówienie polityków, którzy jak zwykle „dbają” o wysokie standardy kształcenia…