W tym wpisie, chciałbym wytłumaczyć młodym ludziom, dlaczego Bloch – egzaminator nie może być Blochem – robotem. Wyczytałem niedawno w Gazecie Prawnej, że „maturzyści nie ufają egzaminatorom”, bo w pracach sprawdzanych przez różne osoby są niewielkie różnice punktowe. Osobiście jako człowiek rozumny, nie wyobrażam sobie aby takich różnic mogło nie być. To naprawdę proste.

  1. Przede wszystkim pamiętajmy, że same testy maturalne, szczególnie konstrukcja pytań otwartych, mogą sprawić, że niefortunnie postawione pytanie da wiele równie niefortunnych odpowiedzi. Czasem tak bywa, nie przewidzisz wszystkiego, ale powiedzmy uczciwie, że to minus dla CKE.
  2. Kolejna sprawa, to surowość egzaminatora. Jeden wypowiedź uzna, bo przymknie oko na szczegóły, drugi uzna, że te szczegóły są jednak istotne. To tak jak z rodzicami, jeden nie puści na imprę bo wie, że tam alkohol i rozpusta, a drugi puści, bo uzna, że upić się i zrobić dziecko można nawet w krzakach pod blokiem. Minus dla egzaminatorów i CKE (bo ona ich szkoli).
  3. Dalej, zdolność do przelewania własnych myśli na papier i do ubierania ich w słowa. Przez to jeden oceniający w tej samej pracy uzna, że wypowiedź jest pokraczna, lecz do przyjęcia, a drugi stwierdzi, że sens wypowiedzi nie jest zachowany. Zawsze powtarzam maturzystom, aby pisali tak, by zupełnie obca osoba mogła zrozumieć sens ich wypowiedzi… Minus dla maturzystów za braki w czytaniu i formułowaniu myśli na papierze, bo przecież matura to nie SMS.
  4. No i pismo… przez kilkanaście lat uczycie się pisać (6 podstawówki, 3 gimnazjum i 3 liceum to 12), po to aby na tym jednym egzaminie ktoś mógł Was rozczytać. Niestety, niektórzy są oporni i nie rozumieją co to znaczy uniwersalny znak, który każdy powinien tak samo odczytać… Sam czasami dostrzegam te dziwne konstrukcje dopiero jak ktoś mi podpowie, że być może pisze tam to i to… Minus dla maturzystów, bo przecież raz na te kilkanaście lat można by się postarać.
  5. No i błędy typowo ludzkie, myślę jeden piszę zero. Powinien wychwycić to weryfikator, lecz liczba weryfikowanych prac spadła ze względu na oszczędności… Minus dla Ministerstwa, bo oszczędności zawsze kończą się spadkiem jakości. I minus dla Boga, że stworzył istotę omylną.

Oczywiście zdaję sobie z tego sprawę, że 1-2 pkt mogą zaważyć na przyjęciu na studia. Dlatego… proponuję przywrócić egzaminy na uczelnie. Skończy się ściema, testy konstruowane tak by większość zdała, trzeba będzie się na poważnie nauczyć, a uczelnie zyskają studentów z lepszym przygotowaniem teoretycznym.