No proszę… Pani Minister chyba czyta mojego bloga, bo jednak do wieży z kości słoniowej dotarły jakieś sygnały, że zrobiono legislacyjnego bubla. To dobrze. Jednak widać po tej sytuacji jak mało profesjonalizmu jest tam na górze. W blasku fleszy ogłaszane, przed całą Polską poprawiane…

Najpierw decyzje, potem refleksja nad skutkami prawa, które samemu się stworzyło… Internauci od kilku godzin zrywają boki, ale dla mnie nie jest to śmieszne. Mam bowiem świadomość ile pracy kosztowało różnych ludzi dostosowanie się do norm, o których sami autorzy tak lekko mówią, że to pomyłka. W końcu jakie znaczenie ma jakaś tam praca tu na dole i czyjś poświęcony czas… Panie i panowie w warszawskich gabinetach mogą się mylić bezkarnie. Tylko za co ten cały sztab urzędników i ekspertów bierze pieniądze? I to takie o których nam się tu na dole nawet nie śni. Przecież informacje, że szefowa MEN negocjuje… drożdżówki, poważnie brzmieć nie mogą… A może, panie i panowie politycy, przyjąć taki przepis, że na pół roku przed wyborami nie uchwalamy żadnych ustaw (chyba, że istotnych dla funkcjonowania państwa)? Bo z tego co widać, to okres przedwyborczy źle wpływa na stan umysłu naszych polityków.