Przyszłemu ministrowi edukacji narodowej radziłbym aby był mądrzejszy od ostatnich ministrów i przestał w końcu reformować polską oświatę. Aby był zapamiętany jako ostoja stabilizacji, jako osoba która dąży do kompromisu (a nie jątrzy, obraża, patrzy z góry). Życzę przyszłemu ministrowi aby był ministrem edukacji narodowej, a nie ministrem rodziców, nauczycieli, samorządowców, partii politycznych itp.

Proponowałbym przyszłemu ministrowi, aby posiadł tę elementarną wiedzę, że każda reforma powinna dojrzeć i okrzepnąć, aby wyciągać wnioski co do jej przebiegu. Tak naprawdę powinniśmy teraz dopiero wyciągać pierwsze wnioski z reformy Handkego, lecz ich nie wyciągniemy, bo zasady gry zostały w jej trakcie kilkakrotnie zmienione. Dlatego nie likwidowałbym gimnazjów, choć to głośne i chwytliwe hasło, bo dla każdego kto choć trochę na oświacie się zna, będzie to tylko „przemeblowanie mieszkania” w sytuacji, gdy stare problemy, czyli grzyb na ścianach, sypiący się sufit i niedrożne rury, pozostaną nietknięte. Bo trzeba pamiętać, że każda ingerencja w oświatę, to eksperyment w czasie rzeczywistym na dzieciach, które nie są nawet w stanie zaprotestować jak dorosły człowiek, można więc robić z nimi wszystko. Tylko, że można komuś przy okazji zepsuć kawał życia…

Co więc może zrobić nowy minister? Przede wszystkim pilnować aby dzisiejsze przepisy były respektowane, zamiast tworzyć nowe, często martwe. Bo w ramach dzisiejszego prawa można zrobić dużo, trzeba je tylko znać i stosować. Powinien pamiętać, że inwestycja w edukację to najlepsza inwestycja w przyszłość, dlatego powinien na głowie stanąć, aby na naszą oświatę szła coraz większa część PKB, aby nasze szkoły nie przypominały skansenów i by były dostosowane do szybko zmieniających się technologicznych standardów (ileż pracowni komputerowych ma więcej niż 5 lat, co w dzisiejszych czasach może być porównywalne z latami świetlnymi…). Niech się nowy minister nie stara zostać bohaterem mediów, bo media z natury rzeczy szukają sensacji, a rozmawianie z kimś za pośrednictwem mediów jest po prostu działaniem nieprofesjonalnym, o tym przyszły minister także powinien pamiętać. Jak i o tym, że skuteczna praca, to często praca u podstaw, nudna, mało medialna i ciężka, ale efekty dobrej pracy dają satysfakcję (niekoniecznie zaszczyty). Nowy minister niech pamięta też, że wszyscy jesteśmy tylko ludźmi i ani nauczyciele nie muszą kochać ministra, ani też minister nauczycieli, lecz podstawą jest wzajemny szacunek, by nauczyciele wiedzieli, że minister ich starania wspiera, a nie publicznie łaje. I niech przyszły minister nie rusza KN, bo doprowadzi budżety samorządowe do ruiny (wszak trzeba będzie wtedy płacić belfrom za wszystkie przepracowane godziny). Niech przyszły minister nie daje się oszukać demagogom mówiącym, że to archaiczne prawo, przecież z ustawą z 1982 niewiele ma już wspólnego. Jest raczej rozwiązaniem kompromisowym, wypadkową między tym co można, a tym co by się chciało… Niech pilnuje raczej by przestrzegano jej zapisów, bo nieprawdą jest, że przez KN nie można zwolnić złego nauczyciela. Ten kto tak sądzi, widocznie jej nie czytał, niech więc nowy minister zacznie urzędowanie od jej przeczytania.

No i nie powinien dłużej wspierać tego sztucznie wywołanego boomu edukacyjnego, bo bezrobotnych magistrów, którzy nie przeczytali w ostatniej pięciolatce żadnej książki mamy już pod dostatkiem (tu też zrobiono ludziom krzywdę rozbudzając – niestety tylko – ich oczekiwania). Niech raczej dostrzeże, że ten nowy cyfrowy świat jest inny od tego, gdy sam zasiadał w szkolnej ławie i wymaga innego podejścia. Niech więc działa na rzecz tego by nasze dzieci uczyły się w kilkunastoosobowych klasach, na dobrych pomocach, pod okiem dobrze wyszkolonych i opłacanych specjalistów. Niech do liceów i na studia, idą ci faktycznie najlepsi, niech będą doinwestowani, a ci którzy mają jedynie dobre chęci do nauki, niech są orientowani zawodowo dla wykonywania prostszych, zwykłych zawodów, bo takich ludzi także nam dramatycznie potrzeba. Skończmy z poprawnością polityczną i przestańmy ich oszukiwać, wszak gdy ktoś odkryje w sobie chęć do dalszego pogłębiania wiedzy, w każdym momencie swego życia taką możliwość uzyska. Niech pod okiem nowego ministra nareszcie stanie się jakość, a polegnie ilość! Drogi przyszły ministrze – niech moc będzie z Tobą!