Jarosław Bloch

CO Z TĄ EDUKACJĄ?

Z tej rewolucji nic nie będzie…

Pani premier zapowiedziała rewolucję w edukacji, czyli nie czytała moich rad zamieszczonych w poprzednim wpisie. A szkoda, bo chyba lepiej zapoznać się z opiniami ekspertów, aniżeli przyklaskiwać żądaniom ulicznych tłumów. Przecież jak świat światem wiadomo, że tłum zawsze chce krwi i ofiar, tłum nie myśli racjonalnie, szybko osądza i nie bierze za nic odpowiedzialności, tłum szuka prostych recept i rozwiązań. A tak to już jest, że proste recepty podczas rozwiązywania skomplikowanych problemów raczej nie zadziałają…

Pani premier posłuchała tłumu. Uległa populistycznym hasłom, wg których gimnazja spowodowały upadek naszej edukacji (także moralny). Niech jednak pani premier Szydło pamięta, że bierze wielką odpowiedzialność za życie wielu młodych ludzi, którzy nie dostaną już drugiej szansy. To kolejny eksperyment na żywej tkance. Politycy niczego się nie nauczyli… Smutne to ale prawdziwe.

Dobrze! Niech więc się stanie. Wróćmy do systemu 8+4. Tylko czy znikną wtedy dzisiejsze problemy? Nie znikną, gwarantuję. Bo ani pani premier, ani nowa minister, nie zauważyły, że zmieniły się czasy, że zaszły zmiany cywilizacyjne, które nieuchronnie musiały zajść, wystarczyło spojrzeć na zachód, kroczący przed nami o kilkadziesiąt lat. Politycy zwycięskiej partii nie zauważyli też, że przykłady z całego świata aż krzyczą, bo zatrzymywanie kijem zmian cywilizacyjnych jeszcze nikomu nie wyszło, nawet gdy intencje były dobre.

Nie zauważyli, że:

  1. Świat stał się globalną wioską, w której jak w systemie naczyń połączonych, zachodzi przepływ myśli prowadzący do powstania kultury globalnej, czy nam to się podoba czy nie. Dlatego kłopoty wychowawcze okresu gimnazjum, wybuchłyby też w dawnej, 8-klasowej podstawówce. To, że gdzieś występują w mniejszym natężeniu, nie spowodowane jest podziałem na etapy edukacyjne, a konsekwencją we wprowadzaniu realnych do wprowadzenia rozwiązań.
  2. Cały świat doświadcza rozwoju technologicznego, który może spowodować umysłowe lenistwo i jak broń obosieczna może stać się zarówno przekleństwem jak i dobrodziejstwem. Czy system 8+4 to zmieni? Może raczej rodzice?
  3. Przechodzimy obecnie w Polsce kryzys rodziny, każdej, nawet tej katolickiej. I coraz więcej ludzi to dostrzega. Nie pomoże tu urzędniczy nakaz, lecz autorefleksja, której nam, rodzicom zbyt często brakuje. Brakuje autorefleksji nad tym, czy musimy tak gonić za dobrami materialnymi; czy możemy więcej czasu spędzać z dziećmi; czy rzeczy, które kupujemy, są więcej warte od czasu spędzanego z rodziną; czy dajemy dzieciom przykład jak należy żyć? Bo nic nie pomoże, jeśli ludzie nie zechcą się zmienić.
  4. Jesteśmy krajem na dorobku, w którym ludzie zachłysnęli się możliwością podniesienia sobie standardu życia po siermiężnych czasach PRL-u. Wychowanie i naukę dzieci scedowali na szkołę. To nie mogło się udać…
  5. Nauczyliśmy się w Polsce przymykać oczy na dziadostwo. Przymykają oczy rodzice, pedagodzy, księża, urzędnicy, politycy, a nawet prywatny biznes… dopasowali się do tego uczniowie… Czyja to wina, że matura jest na 30% i jeszcze naciąga się prace progowe, czyja to wina, że funkcjonują uczelnie i szkoły, gdzie daje się dyplom za płacenie czesnego (przecież nawet wielu polityków pokończyło takie szkoły…), czyja to wina, że uwierzyliśmy we frazesy, że każdy jest ukrytym geniuszem i trzeba go ciągnąć jak najwyżej? A czyja to wina, że w parlamencie zasiadają często ludzie niedokształceni i plotący wierutne bzdury? Przecież wszystko zależy od ludzi i likwidacja gimnazjów tego nie zmieni…

Może mógłbym wymienić jeszcze wiele argumentów na to, że proste, odgórne recepty nic nie zmienią. Ale po co… Politycy rzadko słuchają. Nie wiesz co zrobić – zrób cokolwiek… ta zasada obowiązuje w Polsce od lat. Nie będzie więc tak potrzebnego spokoju w oświacie…

Pociąg jedzie dalej, koła edukacji będą się kręcić niezależnie od „reform” polityków. Tylko tak zastanawiam się… czy jeszcze chcę w tym pociągu jechać?

3 kommentarer

  1. Dziękuję za ten tekst. Istotnie, osoby, tęskniące za „starymi, dobrymi czasami” nie uwzględniają zmian kulturowych. Chcę wskazać na jeszcze jedno zjawisko, którego nie wyeliminuje zapowiadana szumnie reforma. To tworzenie „szkół – swoistych gett”. Przed kilkunastoma laty do podstawówki chodziły dzieci z różnych rodzin- te „z lepszych” mogły mieć wpływ na te „z gorszych” (i niestety, odwrotnie). Dziś, dbając o przyszłość swoich pociech, rodzice często wybierają „dobrą” placówkę edukacyjną . W efekcie istnieją gimnazja o bardzo wysokim poziomie, do których uczęszczają uczniowie zmotywowani do pracy, i gimnazja, w których następuje nagromadzenie zjawisk patologicznych. Obawiam się, że likwidacja gimnazjów doprowadzi do tego, że owo „gettowanie” będzie miało miejsce już w szkole podstawowej. Nieodpowiedzialny projekt to kolejny przykład tego, że polska edukacja zajmuje się gonieniem własnego ogona. Jak króliki doświadczalne – przedmiotowo – traktuje się nie tylko uczniów, ale i nauczycieli. Może nowa minister zwróci tym drugim pieniądze za studia podyplomowe, które musiały ukończyć tysiące „ciał pedagogicznych”, aby mieć uprawnienia do nauczania w gimnazjum? Kto zwróci im czas, przeznaczony na dokształcanie, konstruowanie autorskich programów – a przede wszystkim – budowanie dobrych relacji w nowych szkołach, a czasem walkę o ich przetrwanie? Chyba nie trzeba odpowiadać. Za to popłyną fundusze do wszelakiej maści ekspertów od programów nauczania, podręczników, egzaminów itp. I znowu ruszy machina nowych studiów, szkoleń i warsztatów… Zaleje nas fala dokumentów… I kuratoria znowu okażą się potrzebne.

    • Likwidacja gimnazjów i ujednolicenie ośmioletnich SP wyeliminuje selekcję i podział uczniów na lepszychni gorszych (juz na progu wejścia w dorosłe zycie) oraz stworzy równe szane dla wszystkich młodych ludzi niezaleznie od srodowiska z którego pochodzi.

      • Likwidacja gimnazjów nic nie zmieni. Zmieniłoby sztywne trzymanie się rejonizacji gimnazjów. Co z tego, że w rejonie „trudnej” szkoły jest zameldowanych sporo dobrych, ambitnych uczniów, jeśli ich rodzice zrobią wszystko, żeby do rejonowej placówki dziecka nie posłać? A gimnazja z renomą z otwartymi ramionami przyjmą tych „lepszych” uczniów, bo jak wszystkie szkoły, dotyka je problem niżu demograficznego i zależy im na utrzymaniu poziomu. Uczyłam w bardzo trudnym gimnazjum. Co roku z około setki zameldowanych tam dzieci nie zapisywało się do niego około 30 uczniów – to jedna duża klasa. Woleli iść do szkoły dalej położonej, ale mającej opinię „dobrej”. Do rejonu trafiały dzieci, których rodzicom było wszystko jedno, jak się dziecko uczy, a często i kukułcze jaja – młodzież, z którą inne gimnazja nie potrafiły sobie poradzić. „Fajne” dzieci ginęły w morzu uczniów zaniedbanych, niedouczonych, agresywnych, wulgarnych… Myślę, że zmiana proporcji mogłaby tu sporo poprawić –> czyli wracam do tezy: utrzymać rejonizację. Kasa przeznaczona na likwidację gimnazjów przydałaby się na zatrudnienie dodatkowych psychologów/pedagogów/asystentów, wyposażenie szkół itp.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

*