Pani Minister powołuje Zespół Ekspertów Dobrych Zmian w Edukacji, do którego mogą się zgłaszać eksperci z różnych środowisk. Zespół zajmie się pracami dotyczącymi zmiany podstawy programowej i programów nauczania, prace będą przebiegały w grupach przedmiotowych. Brzmi nieźle, ale…

Jest kilka „ale”… przede wszystkim czy potrzebna jest nam kolejna wielka „dobra zmiana”? Ile tych „dobrych zmian” było w ostatnich 15 latach? Oświata potrzebuje kilku lat spokoju… Dalej. Kto zadecyduje o tym czy ekspert będzie dopuszczony do zespołu? Bo tego nie mogę się doczytać. Czy będzie to decyzja polityczna? Czy ten zespół nie będzie jedynie listkiem figowym, mającym uprawomocnić decyzje podejmowane przez obecnie rządzących (na zasadzie: dopuśćmy do zespołu kilku spoza naszego środowiska i nikt nam nie zarzuci, że nie mieliśmy dobrych intencji…)? Nad jakimiż to zmianami programowymi będzie debatował ów zespół? Co chciałby MEN zmienić w programach? Ma koncepcję zmian? Wszak dzisiejsza podstawa programowa nie jest zła, brakuje często tylko czasu by ją zrealizować, brakuje dobrze wyposażonych pracowni, brakuje większej elastyczności, która pozwala nauczycielowi dostosować podstawę do poziomu i możliwości grupy (bo żadnej podstawy nie zrealizuje się w grupie, w której większość została „przepchnięta” przez poprzedni etap kształcenia), kuleją sprawy wychowawcze, z którymi szkoła sobie nie radzi (bo żadnej podstawy nie zrealizuje się tam, gdzie nauczyciel 3/4 lekcji „walczy” z klasą by go słuchała). Ale… to są sprawy techniczne. Co w obecnej podstawie programowej razi i uwiera ministerstwo? A co jeśli eksperci nie będą mówili głosem obecnie rządzących? Czy wprowadzi się zmiany, które nie spodobają się rządzącym, a jedynie ekspertom?

Wolałbym aby dobrą zmianę zacząć od zastanowienia się jak wspomóc polską szkołę po 15 latach eksperymentów (dobrych zmian) kolejnych ekip. Które rzeczy naprawić, a które funkcjonują dobrze, bo przecież nie wszystko funkcjonuje źle (w końcu osiągamy dobre wyniki w badaniach PISA). Jest wiele pozytywnych przykładów, które warto przenosić do innych szkół i zastanowić się dlaczego te dobre rozwiązania nie funkcjonują wszędzie. Wolałbym aby zaczęto od zastanowienia się, czy warto robić kolejną rewolucję organizacyjną w oświacie. Ale tak nie zaczęto. Polityka na dzień dobry wygrała z „dobrą zmianą”… Dlaczego mam uwierzyć, że teraz będzie inaczej???

Bo czymże może być w dzisiejszych czasach „dobra zmiana” w szkole? To proste. Mam nawet kilka postulatów,
1. Przeznaczyć większy procent PKB na szkolnictwo i naukę. Właściwie mógłbym ograniczyć się do tego postulatu, bo bez realnych nakładów efekty pozostaną… na papierze. Prognoza – nie do zrealizowania, za dużo „kiełbasy” zostało obiecane podczas wyborów… Na naukę i oświatę jak zwykle zabraknie.
2. Nie tolerować dziadostwa: produkcji dyplomów, zawyżania wyników egzaminów, przepełnionych klas w dobie niżu demograficznego (aby nauczyciele mogli oceniać uczniów wg ich wiedzy, a nie aby utrzymać liczebność grup…), 30% progu zdawalności matury, kiepskich uczelni, które nie powinny już dawno dostać akredytacji. Wszak teraz pchamy do matury nawet tych, którzy powinni zapełnić zawodówki. Prognoza – nie do zrealizowania. Wokół tego dziadostwa rozwinął się cały system zależności, który czerpie z tego korzyści, taka symbioza w dziadostwie (pamiętam, że nawet kilku posłów przeszło kiedyś szybką ścieżkę kształcenia).
3. Zmniejszyć liczebność grup do max. 15-20 osób w klasie (oczywiście z zachowaniem podziału na grupy językowe itd.). Prognoza – nie do zrealizowania. Samorządy nie dadzą na to pieniędzy, tych pieniędzy, które z drugiej strony wydają lekką ręką na wielkie, nie zawsze potrzebne, imprezy masowe i monumentalne inwestycje… Inwestycja długoterminowa w oświatę jest wśród naszych samorządowców bardzo mało popularna…
4. Na bieżąco dbać o wyposażenie szkół, aby nie wyglądały jak muzea z kredą i tablicą (szczególnie w pracowniach gdzie wykonuje się ćwiczenia i doświadczenia). Prognoza – nie do zrealizowania, patrz punkt 1 i 3.
5. A jeśli ktoś chciałby mieszać w podstawie programowej, to niech to nie będzie dokładanie teorii, lecz dodatkowy czas na zastosowanie praktyczne zdobytej wiedzy (doświadczenia, projekty, zajęcia z lektorem itp…). Prognoza – zmiana będzie, ale znając poglądy obecnej formacji, skończy się na włączeniu w podstawę zbioru naszych „mitów narodowych”, dla lepszego samopoczucia.

Więc o jakiej dobrej zmianie my tutaj mówimy? Skończy się na gadaniu, a MEN zrobi swoje, dokona takich zmian jakich będzie chciał dokonać. Może ktoś powie, że jestem pesymistą. Nic podobnego, nie znam większego optymisty od siebie, lecz pracując w oświacie nauczyłem się być realistą. Uczyłem w 4-letnim liceum, przeżyłem kilka nowych matur i zmian programowych (po których zmieniały się podręczniki i… kolejność tematów w podręcznikach), słowa padały wielkie, ale problemy od tego nie znikały. Teraz też tak będzie. Nie wierzę. Ale… drodzy apostołowie dobrej zmiany, proszę mnie pozytywnie zaskoczyć…