W Polsce wielu ludzi nie może znaleźć pracy, bo ich wykształcenie nie odpowiada potrzebom rynku pracy. To często wymieniany przez pracodawców argument. To prawda, ale nie cała, bo czy nie jest tak, że wprowadziliśmy regulacje z pogranicza absurdu, które sprawiają, że do każdej wąskiej zawodowej działeczki musimy mieć osobny kierunek kształcenia? Oczywiście są dziedziny, gdzie ta specjalizacja jest konieczna np. medycyna, ale do wielu innych prac można by z powodzeniem podejść bez dodatkowej szkoły, nowych uprawnień i egzaminów (gdzie często nabywamy niepotrzebnej teorii, a nie praktyki), wystarczył by kurs (praktyczny) na stanowisku pracy, lub osoba od której moglibyśmy po prostu brać przykład.

Oczywiście jeśli nie wiadomo o co chodzi to chodzi o pieniądze… Jak to działa? Proszę bardzo: uporządkuję poniżej (teoretycznie) rynek pracy w branży zbieraczy złomu. Na początek stwierdzę (aby przygotować grunt pod moją szkołę), że każdy kandydat na zbieracza złomu musi mieć wykształcenie gimnazjalne (już część zbieraczy odpada). Potem wymyślę, że złom można zbierać kończąc szkołę techniczną i uzyskując stosowny dyplom technika (kolejni odpadną). Ale przecież złom złomowi nierówny. Stworzę więc specjalności: zbieracz złomu żelaznego, zbieracz metali nieżelaznych, zbieracz metali rzadkich. Przedmioty: technologia destrukcji maszyn, technologia oddzielania metali, język obcy (bo na urządzeniach często pisze nie po polsku), materiałoznawstwo, podstawy działalności skupów złomu, podstawy zarządzania (bo przecież zbieranie złomu to mała firma), podstawy prawne regulujące rynek surowców wtórnych, ochrona środowiska i recycling itp. itd. Szkoła gotowa. Rynek uregulowany. Jako ukoronowanie procesu, powstaje Izba Zbieraczy Złomu. Tylko tym od zbierania złomu włosy stają dęba, bo do tego co robili wcześniej ot tak, teraz trzeba mieć dyplom. Cieszy się oczywiście Policja i urzędnicy, bo jest kogo kontrolować, Urząd Skarbowy, bo działalność musi być zarejestrowana, nauczyciel przedmiotów zawodowych, bo ma kogo uczyć. A że wszystko to naciągane i bez sensu? Cóż z tego? Co z tego, że przerasta to umysł zbieracza złomu, że na rynek wchodzą cwaniacy i korporacje zawodowe? Zbieracz złomu zaczyna zbierać makulaturę. Ale niech się nie cieszy, bo na horyzoncie majaczy już Wyższa Szkoła Zbierania Makulatury…

To co napisałem powyżej wcale nie jest śmieszne. Kształcimy ludzi w dziwnie brzmiących zawodach, tracimy cenny czas na zdobywanie kolejnych pseudo-kwalifikacji (pseudo, bo… w teorii), tracimy pieniądze nabijając kieszeń tabunom ekspertów teoretyków, często od siedmiu boleści. Nazw zawodów w których kształcimy nie wymienię, bo jeszcze ktoś znajomy się obrazi, wystarczy zerknąć na pierwszą lepszą ulotkę szkoły dla dorosłych. Papier, papier, papier, kasa, kasa, kasa. Przekraczamy granice absurdu, tracimy zdrowy rozsądek i komplikujemy ludziom życie. A potem dziwimy się dlaczego ludzie stąd uciekają… Kiedyś człowiek z wykształceniem średnim wykonywać mógł prawie wszystko, dzisiaj nie może prawie nic, bo okazuje się, że nie ma uprawnień. I niech mi nikt nie porównuje elektryka z uprawnieniami SEP, do uprawnień rejestratorki medycznej, lub florysty, bo bluzgnę brzydkim słowem! Bo czy w rejestracji u lekarza nie wystarczyłaby bystra dziewczyna po maturze? Namnożyliśmy zawodów, uprawnień, nazwaliśmy niektóre stare zawody mądrze po angielsku i kształcimy od nowa, a i tak (jak kiedyś) selekcja odbywa się w miejscu pracy. Może ktoś mi powie, że jestem ignorantem, ale zdarzyło mi się zwiedzać pewne stare miasto z nauczycielką, która wiedziała o nim prawie wszystko, a wycieczkę gonił (i straszył policją) licencjonowany przewodnik „bajkopisarz”, którego „popisom” przysłuchiwałem się ze zgrozą na rynku, kilka minut wcześniej.

Podobno korporacje zawodowe dbają o wysoki standard usług? Ejże… a ja myślałem, że weryfikuje to wolny rynek. Bo chyba weryfikuje, lepiej aniżeli papierek, który w weekendowych szkołach dostać możemy bez większego wysiłku. Ale… przecież wszystko co proste trzeba kiedyś skomplikować, aby nikt nie połapał się w tym gdzie uciekają pieniądze (tak jak wyparowała rzeka unijnych pieniędzy na tysiące nietrafionych kursów o dziwnie brzmiących nazwach). Witamy w Polsce, w kraju, który komplikuje jak może, życie swoich obywateli, w kraju skąd ludzie wyjeżdżają w poszukiwaniu odrobiny normalności!!!