Jarosław Bloch

CO Z TĄ EDUKACJĄ?

Króliki doświadczalne 4

Tytuł dzisiejszego wpisu brzmi jak tytuł filmu. Zaiste, bo „Króliki doświadczalne 4”, to tytuł horroru, chociaż dzieje się on nie na planie, a na jawie. To horror dla uczniów i ich rodziców, którzy od września 2017 przystąpią do poukładanej na nowo nauki. Dlaczego akurat „Króliki doświadczalne 4”? Proste, w końcu to już czwarta reforma, która dopracowywana będzie w trakcie, na żywej tkance. Ile tym razem mamy roczników do poświęcenia zanim reforma „się dotrze”? Dwa, trzy, a może cztery? Tak, jestem zdenerwowany, w końcu po raz pierwszy jestem w sytuacji, gdy królikiem doświadczalnym będą moje dzieci.

W poprzednich trzech odcinkach uczestniczyłem jako nauczyciel. Obserwowałem jak w roli królików czują się uczniowie. Niektórzy byli najzwyczajniej źli i wkurzeni, że muszą przecierać nową ścieżkę, po której nikt wcześniej nie szedł i tak naprawdę nie wiedzieli co czeka ich na jej końcu. Nie wiedzieliśmy tego nawet my nauczyciele (króliki od zawsze), bowiem w trakcie wychodziło mnóstwo niedoróbek i problemów, w czasie nauki zmieniały się zasady. Rozkładaliśmy ręce, dzwoniliśmy z pytaniami do kuratorium, te przeważnie nie odpowiadało od razu, bo… same było zaskoczone. Niektórzy uczniowie traktowali bałagan towarzyszący reformom jako dar losu, prześlizgując się przez kolejne szczeble szkolnej kariery w gąszczu niedopowiedzeń i niejasnych zasad, w końcu chaos rodzi kombinatorstwo, nie od dziś… Rozmawiałem z rodzicami, którzy pytali: po co te zmiany i co one dobrego przyniosą ich dzieciom. Dla nich również była to nowość i stres. Osobiście niewiele korzyści mogłem im wskazać, bo (jak już wielokrotnie pisałem na tym blogu) kończyło się przeważnie na zmianach organizacyjnych. Dlatego teraz też nie mam złudzeń, będzie bałagan, a w nim… moje dzieci.

„Króliki doświadczalne 1” to oczywiście reforma Handkego, chyba najlepiej przygotowana ze wszystkich. Wprowadzano ją nie uwzględniając całości systemu, pozostając przy zmianach struktury organizacyjnej i zmianach programowych, źle dobierając czas na wykonanie podstawy, zapominając o zmianie metod pracy nauczycieli i dyrektorów (którzy pozostali często mentalnie w starym systemie), nie zapewniono też dostatecznej ilości psychologów w szkołach, zapominając o tym, że idzie nowe. Bo reforma ta padła przede wszystkim ofiarą… zmian cywilizacyjnych, które i tak by do Polski przyszły, a które niesłusznie powiązano z gimnazjami, co pokutuje zresztą do dzisiaj. Finansowo reforma zbiegła się z napływem funduszy z UE (wtedy powstało najwięcej pracowni informatycznych). Ale było też sporo prowizorki, np taki okres (z tego co pamiętam 2004-08), że zasady zdawania matur zmieniano co roku. A gdy reforma zaczęła przynosić efekty, gdy nauczyciele (sami) wypracowali skuteczne (praktyczne, nie teoretyczne) metody pracy, przyszły nowe rządy.

„Króliki doświadczalne 2” to szkoła po reformie minister Hall. Reforma źle pomyślana, zbyt szybko wymuszająca deklarację ukierunkowania, nawet w liceum ogólnokształcącym, które dzięki pani minister takim być przestało. Ale przede wszystkim to reforma wprowadzana za szybko, bo goniły terminy związane z funduszami unijnymi (co za idiotyczny pomysł, by z tej puli ją realizować!), to reforma praktycznie pozbawiona konsultacji społecznych. Miałem okazję obserwować jak spada poziom wiedzy przeciętnego ucznia w liceum, jak naprędce tworzone są rozwiązania, a były to sytuacje, których przy spokojnej pracy można było uniknąć (no ale terminy goniły). Nastąpił spadek znaczenia chemii, fizyki, geografii, biologii, historii jako przedmiotów maturalnych i… wielka migracja nauczycieli za godzinami z tych przedmiotów. Ale tego bałaganu widać było mało, bo…

Zafundowano nam bardzo szybko kolejną część: „Króliki doświadczalne 3” z 6-latkami w roli głównej. Niczym w PRL-owskiej propagandzie wszystko było przygotowane, a nie było przygotowane prawie nic. Zawiodło znowu przygotowanie nauczycieli, bo sześciolatków w szkolnych ławkach traktowano zbyt często jak 7-latków (o kursach z psychologiem na temat różnic między 6 a 7 letnim dzieckiem nie słyszałem). Zaczęły się okresy przejściowe, z których, przyznaję się – skorzystałem, posyłając dzieci w normalnym czasie do szkoły. Ta część królików być może przesądziła o wyniku wyborów parlamentarnych, dlatego reżyserów kolejnej części chciałbym tutaj przestrzec, jak wielka moc tkwi w oświacie.

Jakie będą odczucia po „Królikach doświadczalnych 4”? Czy będzie to ostatnia część „Królików”? Obawiam się, że w obydwu przypadkach odpowiedź jest dla dzieci niedobra. Będzie chaos, a następne ekipy zafundują część piątą. Polityczny walec potoczy się, niszcząc złe, ale też dobre pozostałości starych reform. Wiadomo, że Polak i przed szkodą, i po szkodzie głupi… Ale czy tak musi być zawsze? No to ja się buntuję. Chciałbym zerwać z tą prymitywną i zaściankową tradycją negowania wszystkiego, co pochodzi od przeciwnika politycznego. Miałem okazję zmieniać zdanie pod wpływem głosu mądrzejszych ode mnie. Niestety w dwóch ostatnich ekipach widzę w oku błysk nieomylności prowadzący do jakiejś formy intelektualnej dyktatury, raczej nie rozumu.

Na koniec wspomnę pewne zdarzenie. Kilka dni temu, na bieszczadzkim szlaku spotkałem Polkę mieszkającą w Norwegii. Ma dzieci mniej więcej w tym samym wieku co moje, jest tak jak ja po studiach geograficznych. Gdy zaczęła mi opowiadać o szkole norweskiej, o stabilizacji, przewidywalności i spokoju w edukacji dzieci, poczułem ukłucie zazdrości. Poczułem to jako rodzic i belfer. Przez te dwie godziny wspólnej wędrówki dotarło do mnie dlaczego warto rozmawiać i poznawać inne rozwiązania, słuchać innych doświadczeń. Czas na zmiany, ale nie te kosztowne, organizacyjne, chodzi o zmiany w naszych głowach. Zmiany mentalne. Organizacyjnie staliśmy się częścią zachodu kilkanaście lat temu, mentalnie tkwimy wciąż na wschodzie Europy. Bliżej nam do wschodnich watażków, aniżeli do standardów cywilizowanego świata. Model nieomylnego satrapy ma się u nas dobrze, począwszy od stanowiska premiera, przez ministra edukacji, kuratorów aż po dyrektorów szkół. Mówiąc to, nie boję się kuratora, dyrektora, bo i dlaczego miałbym się bać? Najwyżej znajdę inną pracę, ale o dzieci będę walczył, bo spieprzyć coś dzieciakowi na całe życie można łatwo, wyprostować gorzej.

4 kommentarer

  1. Pan Trzepizur po raz kolejny głupoty wypisuje. Popisywanie się swoją niekompetencją ma chyba we krwi! Gimnazja zawsze , od samego początku wyrównywały szanse edukacyjne dzieci ze wsi i miast. Ułatwiały tym dzieciakom otwarcie się na nowoczesną rzeczywistość europejską. Korzystając z własnych doświadczeń stwierdzam, że większość z tych dzieciaków rozwija się, staje się częścią nowoczesnej Europy. Postępujący niż demograficzny spowodował, że już dawno gimnazja przestały pracować na dwie zmiany. Dojazdy są tak skonstruowane aby dziecko najpóźniej do 15-16 znalazło się w domu. Poziom nauki nie obniżył się. To uczniowie po gimnazjum odnoszą coraz większe sukcesy na polu edukacji. W systemie 8-klasowym „przerabiało” się podstawę programową, aby następnie w szkołach średnich (system 1-4 lub 1-5) realizować dokładnie to samo, a więc powtarzać. To system gimnazjalny wprowadził zasadę, że w szkole średniej uczymy się nowego materiału wykorzystując wiedzę zdobytą wcześniej. Niezależnie od systemu edukacji powtórki do matury zawsze były i będą. Materiał niezależnie od przedmiotu trzeba powtórzyć. Na godzinach dydaktycznych zawsze realizuje się nowy materiał, a na zajęciach fakultatywnych powtórki. Tak na prawdę w szkołach średnich nie wykorzystuje się efektywnie czasu przez 3 lata nauki w liceum czy 4 w technikum. I to jest największy problem dzisiejszej edukacji. Problemem jest nieefektywność systemu szkół średnich. Nic nie pomoże zwiększenie lat liceum i technikum, musi zmienić się podejście nauczycieli szkół średnich!

  2. Rafał Dziewięcki

    Wrzesień 4, 2016 at 9:55 am

    W większości gimnazja to szkoły duże i nowoczesne co powoduje że nie ma dwuzmianowości, moje dziecko było bardzo zadowolone że zmieniło szkołę na nową i większość jego kolegów i koleżanek. Powtórzenia owszem są ale tylko w II półroczu przez 2,3 miesiące ale wcześniej cały materiał jest przerobiony, a w liceach 4 letnich też będą powtórki i to wcale nie na kółkach zainteresowań jak znam życie. Rywalizacja przy dzisiejszych normach społecznych a zwłaszcza przy zdobywaniu pracy na pewno im nie zaszkodzi a wręcz ich czegoś nauczy. Najwięcej problemów jest w tej chwili według badań w podstawówkach a nie a gimnazjach co „reforma” jeszcze pogłębi wydłużając pobyt w podstawówkach. Dzieci ze szkół wiejskich właśnie dzięki gimnazjom mają szanse na wyrównanie swoich szans a podstawówki je znowu pogłębią pozdrawiam

  3. A teraz konkrety…
    Reforma jest potrzeba, ponieważ:
    1. Dzieci ze szkół wiejskich muszą dojeżdżać do gimnazjów, co wiąże się ze wcześniejszym wstawaniem i późniejszym powrotem do domu od ich kolegów mieszkających w pobliżu gimnazjów, a więc zaprzeczenie „wyrównywania szans”
    2. W gimnazjach znajdują się uczniowie z kilku podstawówek, a więc likwidując gimnazja i powracając do starego systemu zmniejszymy ilość uczniów w szkole (w niektórych gimnazjach prowadzi się zajęcia na dwie zmiany)
    3. Uczniowie szkół podstawowych, przy których nie ma gimnazjów muszą w wieku 11/12 lat zmieniać otoczenie i rywalizować o uznanie nowych kolegów i koleżanek, co nie zawsze ma pozytywny wpływ na nich.
    4. Obecny system spowodował, że poziom nauki się zmniejszył i uczymy dzieci do sprawdzianów, egzaminów i matur, czego efektem jest:
    a) w szkołach podstawowych uczniowie klasy 3 i 6 już po pierwszym semestrze, powtarzają materiał tracąc na tym rok nauki (w systemie 8-klasowym nie powtarzano materiału, a uczniowie, którzy chcieli iść do liceów/techników powtarzali materiał na kółkach przedmiotowych),
    b) w gimnazjach przez pierwszy semestr klasy I i ostatni semestr III klasy powtarzają materiał do egzaminu,
    c) w liceach/technikach, tak jak w gimnazjach pierwszy semestr i ostatni rok to powtórki i półtora roku do matury.
    Co w sumie daje nam 3,5 roku szkolnego na powtórki i uzupełnienia, gdzie w starym systemie przeznaczało się tylko pół roku na uzupełnienie wiadomości w liceach/technikach i rok na powtórkę do matur.

    Rodzice moich uczniów, którzy muszą dojeżdżać do gimnazjów są zadowoleni z powrotu do starego systemu, a uczniowie obecnej klasy VI już po wygranej PiS mówili, że będą chodzić do 7 klasy. Co ciekawe, jeden uczeń zapowiedział, że nawet jeżeli reforma wejdzie rok później, to on zostanie rok dużej w szkole, by nie iść do gimnazjów.

    Więc obecna reforma to horror dla dzieciaków, które muszą zmieniać otoczenia i więcej czasu poświęcać w szkole od ich rówieśników.

    • Jarek Bloch

      Sierpień 19, 2016 at 2:15 pm

      Będę polemizował:
      1. Wcześniejsze wstawanie i późniejsze powroty nie uniemożliwiają wyrównywania szans, bardziej bałbym się gdyby dziecko np dobre z biologii zostało przez 8 lat w podstawówce, w której pracuje słaba biolożka…
      2. Gdzieniegdzie tak, ma Pan rację, ale w niektórych miejscach będzie odwrotnie, to podstawówki będą pracować na 2 zmiany…
      3. Zmiana otoczenia jest czasami dobra, szczególnie w dzisiejszym świecie gdzie często zmieniamy pracę. Pozwala to na umiejętność odnajdywania się w nowym środowisku. W 8 klasowej szkole ktoś może wiele lat jechać na opinii i kontaktach rodziców, a w liceum… rozczarowanie.
      4. To dobry argument, sam podnosiłem go wiele razy. Ale można to też w dzisiejszym systemie skorygować np. przesuwając maturę z maja na koniec czerwca i modyfikując sam egzamin. No i… co jeśli 8-letnia podstawówka będzie słaba?
      Obawiam się, że reforma skończy się głównie zwiększeniem problemów wychowawczych w podstawówce.
      PS. Przepraszam za poślizg w publikacji komentarza, remont w domu…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

*