Samokrytycyzm i spojrzenie prawdzie w oczy były zawsze trudnym wyzwaniem dla przedstawicieli naszej cywilizacji. Z reguły człowiek chciałby być lepszy aniżeli jest, chce przedstawiać się w dobrym świetle. Widać to chociażby na portalach społecznościowych, gdzie wielu kreuje rzeczywistość, tworząc wizerunek często od niej odbiegający. No cóż… tacy jesteśmy. Gorzej gdy w tym kreowaniu rzeczywistości zaprzecza się uznanym wcześniej faktom, jeszcze gorzej, gdy biorą w tym procederze udział przedstawiciele władz, a już zupełnie źle, gdy są to władze oświatowe.

Mój pradziadek został zagazowany i spalony w obozie koncentracyjnym, dlatego irytuje mnie gdy słyszę tłumaczenia, że zwykli Niemcy nie wiedzieli rzekomo o eksterminacji ludzi w obozach koncentracyjnych i o zbrodniczej polityce Hitlera. Wiadomo, są rzeczy o których lepiej nie wiedzieć i lepiej nie słyszeć. Nie narażamy się na kłopoty, mamy spokój. Teraz podobnie irytuje mnie, gdy minister polskiego rządu chowa głowę w piasek, mówiąc o zbrodni w Jedwabnem. Przykre to. Tak wiem, to ciemna karta naszej historii, ale przecież nie ma narodu bez skazy. Nie znam narodu o nazwie Antysemici. Mordu dokonali Polacy, schemat był z pewnością taki, że kilku prowodyrów (na pewno antysemitów) podjudziło, ale poszli za nimi inni, zwykli ludzie. Ot… psychologia tłumu. Ileż zbrodni tak popełniono…

Jest jeszcze jeden powód dla którego piszę to na tym blogu. Przy takim podejściu do faktów, obawiam się o jakość nauczania w naszych szkołach. Chciałbym, aby w szkole uczono historii, a nie pięknych baśni, prezentujących jedynie słuszną, pozytywną stronę naszych dziejów. Bo coraz częściej słyszę, że prawdziwego wyzwolenia Polski po II Wojnie Światowej chcieli jedynie ci „wyklęci”, choć nie wszyscy byli przecież aniołami i wzorami do naśladowania, co już się dziwnym trafem przemilcza. Coraz częściej słyszę też, że ci co obalili w Polsce komunizm, chcieli komunizmu-bis, a antykomunistami byli ci, którzy komunistycznych szykan i więzienia nawet nie zaznali… Młodemu pokoleniu robi się wodę z mózgu. Nie może tak być. Historia nie jest bowiem czarno-biała, jest pełna niuansów, które trzeba wyjaśniać i odkrywać na drodze żmudnego, często wieloletniego dochodzenia do faktów, za pomocą instrumentów, które daje nam nauka. Bo historia, droga Pani Minister, to nauka, nie propaganda.