Jarosław Bloch

CO Z TĄ EDUKACJĄ?

System oświaty i słupki sondażowe

Czy politycy likwidują gimnazja, bo te są złe? Myślę, że nie chodzi o to jakie są (a są różne, podobnie jak podstawówki i licea). Ważne, że słupki poparcia po tej decyzji wystrzelą w górę. To fenomen na skalę światową, bo po 16 latach ich funkcjonowania wbiły się one w pejzaż naszego systemu edukacji, okrzepły i spełniały swoją rolę. Co ciekawe, czytałem artykuły w których nawet Azjaci stwierdzali, że nasz system z gimnazjami jest dobry. Jeszcze ciekawsze jest to, że większość naszych rodzimych ekspertów radziła aby gimnazja zachować. Ale kto w tym kraju słucha ekspertów? Efekt jest taki, że świat idzie do przodu a my… cofamy się do lat 90-tych. W imię czego? Postaram się na to pytanie odpowiedzieć.

Na początku także nie byłem entuzjastą gimnazjów, łykałem populistyczną papkę o wszelkim złu wywodzącym się stamtąd. Zmieniło się to gdy w system edukacyjny wkroczyły moje dzieci, zobaczyłem wtedy, że problemy, o których wcześniej słyszałem, zaczynają się już w podstawówkach, a gimnazja przejmują jedynie stan wcześniej „wypracowany”. Nie krytykuję tu podstawówek, zwracam tylko uwagę, że procesy te zajdą niezależnie od systemu, są one częścią zmian cywilizacyjnych. Świat się bowiem zmienia, a od wynalezienia komputera i sieci, pędzi z zawrotną prędkością. Są też pokłosiem kryzysu rodziny, bo w końcu problemy te miały często swe źródło w domach, w rodzicach zajętych bogaceniem się i podnoszeniem stopy życiowej, w rodzicach tracących pracę i nie radzących sobie ze sobą, i zalewem technologicznych gadżetów. Nie radzimy sobie z tempem rozwoju cywilizacji, nie potrafimy pogodzić rewolucji cyfrowej i, wynikającej z niej, rewolucji kulturalnej z tradycyjnym modelem nauczania, więc… cofamy się do lat 90-tych? No to cofnijmy się więc może do edukacji przedwojennej, lub wdrażajmy XIX wieczne systemy pruskie, bo przecież takie silne państwa je stosowały…

Likwidacja gimnazjów jawi się jako igrzyska dla ludu. Ludu, który, no sorry… nie jest ekspertem, nie jest tym, który powinien decydować o nauczaniu i kształcie systemu edukacji. Ktoś się obrazi, że takie rzeczy piszę? To daj argumenty, że tak nie jest. Lud w Polsce stwierdził, że zło jest w gimnazjach, więc władza schlebia ludowi likwidując zło… Słupki sondażowe pozostają na wysokim poziomie, bo głupich jest więcej niż mądrych, a politycy już dawno zauważyli, że ten stan trzeba podtrzymać. Chyba dlatego odgrzano temat gimnazjów, które większość już dawno zaakceptowała. Gimnazja lwom na pożarcie, a głupi lud się cieszy… a za kilka lat okaże się, że ten zabieg nic nie zmienił, ale o tym nikt już nie będzie pamiętał, za to wydana kasa publiczna przepadnie. Skołowany osioł z kartką wyborczą w ręku, zawrócił zmiany, które trwają od 16 lat… Mimo, że na tym się kompletnie nie zna. Ale to nie jest wina osła, to wina polityków, którzy w uszy osła sączą półprawdy i proste recepty. Populistyczna polityka uwielbia proste rozwiązania, a podatny na populizm wyborca łyka je z uśmiechem na ustach, bo przecież takie to proste, pyk i będzie zajebiście. Z całym szacunkiem, ale kształt systemu oświaty nie jest czymś prostym, nie jest czymś o czym powinni decydować ludzie znający szkołę z perspektywy szkolnej ławki sprzed 20-40 lat.

Nie twierdzę, że gimnazja nie miały problemów. Miały, ale część z nich nie była winą gimnazjów, lecz np samorządów, które tolerowały istnienie wykluczonych dzielnic na swoim terenie (a nawet sprzyjały tworzeniu) i upychały dzieci w przepełnionych klasach dla poczynienia oszczędności, część problemów była winą samych rodziców, którzy uruchamiali wyścig szczurów i mimo rejonizacji, na siłę wpychali dzieci do wybranych gimnazjów, nieświadomie tworząc te elitarne i te gorsze… Zabiło to ideę wyrównania szans, nie była to wina gimnazjów. Teraz już widzę, jak zjarani umysłowo rodzice mający super plan na dziecko, będą to samo robić z 8-letnią podstawówką. Czyli wyścig szczurów już od 7 roku życia? Dowożenie siedmiolatka na drugi koniec miasta, bo koleżanka mówiła, że tam wyższy poziom? Osobiście zawsze wybierałem przedszkole i szkołę najbliższą domu, aby dzieci żyły w swoim środowisku, uczyły się z kolegami z podwórka, aby wiedziały, że ludzie są różni, nie tylko tacy wyselekcjonowani. Jak inaczej stworzymy społeczeństwo, skoro zapomnimy o tak prostych prawdach?

Likwidacja gimnazjów jawi mi się jako krzyk bezradności rządzących, którzy nie chcą zaakceptować tego, że świat się zglobalizował, gospodarka i kultura też. Czy edukacja będzie po zmianach lepsza? Niewiem… skoro problemy zostaną nierozwiązane, a świat się nie dostosuje do nowych pomysłów naszego rządu, to chyba nic się nie zmieni i nadal nasze najlepsze uniwersytety łapać się będą w rankingach w granicach czwartej światowej setki. Bo przecież łatwiej politykom zmienić 6+3+3 na 8+4, aniżeli powiedzieć obywatelom, że za mało czasu poświęcają dzieciom, że swym lenistwem umysłowym dają zły przykład (np. czytelnictwo), że populizm rodzi się w domach (tam się mówi: oni kradną, wszystko to spisek i w ogóle do dupy), że kicz i tandeta spływają czasem z rodziców na dzieci (karmione pamiętnikami z wakacji lub innym, podobnym chłamem), że dziecko wychowane na disco polo i sitcomach nie dostrzeże uroku filharmonii i ambitnego kina, że popadliśmy w skrajny konsumpcjonizm, który jest wyżej w rankingu wartości niż wychowanie dziecka… Że sami, choć dorośli, zagubiliśmy się w tym świecie technologicznych zabawek (bo skoro córka widzi mamę napierdalającą wiecznie na smartfoniku, to czerpie stąd wzorzec). Nikt tego głośno nie powie i nic z tym nie zrobi, bo obywatel to wyborca, a wygrane wybory to władza. Stwarzamy więc rozwiązania zastępcze. Czepiłem się rodziców, bo bez ich udziału dziecko poniesie edukacyjna porażkę, tak jak już kiedyś pisałem – potrzebne jest współdziałanie szkoły i domu. Nad nauczycielami już tu się nie znęcam, przez ostatnie kilka lat byli ostrzeliwani ze wszystkich stron.

Tak więc likwidacja gimnazjów to efekt strachu polityków przed podejmowaniem działań naprawczych, przed mówieniem ludziom prawdy. Przecież politycy nawet boją się uczniów. Nie palą się by wesprzeć szkoły w walce z niską frekwencją, plagiatami, ściąganiem. To wszystko w imię dobrego samopoczucia i w strachu przed rodzicami, bo przecież rodzic to wyborca (i koło się zamyka), a polityk żyje sondażami (mimo, że powinien problemami ludzi). Uczeń czuje się więc bezkarny, stąd tylko krok do złych gimnazjów (a od 2017, założę się – złych podstawówek).

Likwidacja gimnazjów to sprawa polityczna, nie merytoryczna. Ktoś bezmyślnie obiecał ich likwidację, nie robiąc żadnych badań potwierdzających konieczność ich likwidacji, nie słuchając ekspertów, nie fatygując się nawet by swoje ciężkie cztery litery przemieścić do szkoły, którą postanowił likwidować. Ot, taka reakcja na populistyczne pragnienia jakiegoś pana Zenka lub pani Jadźki, którzy lepiej niż eksperci wiedzą, że gimnazjum to zło, a gdy go nie będzie to będzie dobrze. Politycy dobrze wiedzą, że jeden mędrzec zawsze zostanie przegłosowany przez dwóch osłów. Arytmetyka wyborcza jest nieubłagana. Sprawy likwidacji gimnazjum nie traktuje się więc w sposób merytoryczny, lecz jako realizację obietnicy wyborczej, aby Zenek i Jadźka poczuli się ważni i docenieni. To zresztą element większej operacji, by szkołę przyporządkować polityce, jej celom, interesom (w XIX wieku bym zrozumiał, w epoce internetu i lotów w kosmos – nie, bo przecież wystarczy zajrzeć do sieci i widzimy, że ktoś nam wciska kit). Nauka schodzi na dalszy plan, a przez wieczny chaos w oświacie jedynie przybywać będzie nowych osłów. Już teraz widzę, że zamykamy się na świat, tworzymy jakąś chorą wersję oślej historii i to jej będziemy uczyć w nowej szkole… A problemy będą „rozwiązywane” propagandowo, na w pełni dyspozycyjnej wizji i na dotowanym przez państwo papierze. Osioł lubi wszak widowiskowe programy…

Nie piszę tego jako osoba bezpośrednio zainteresowana utrzymaniem gimnazjów, nie pracuję tam. Jednak pochopne szafowanie decyzjami, które mają skutek na wiele lat, na wiele życiorysów, mówiąc wprost wkur… mnie. Z tak skomplikowanej sprawy uczyniono ogólnonarodowy plebiscyt dla ludzi, którzy nie powinni o tym decydować, bo nie mają dość wiedzy na ten temat. Tak skomplikowaną sprawę sprowadzono do problemu spełnienia obietnicy wyborczej, wywiązania się przed ludem z lekkomyślnie danego słowa. Lud ma igrzyska, partia poparcie, a ciężka, wieloletnia praca wielu osób idzie na marne. To nic, że diagnoza była zła, operację wykonano, a czy pacjent przeżyje… cóż, lud zapomni, urządzi się nowe igrzyska. Jeśli w ten sam sposób załatwia się w Polsce sprawy z innych dziedzin, to boję się o ten kraj…

Czytajcie posyłajcie dalej, może ktoś wreszcie zacznie kojarzyć pewne fakty w tym kraju. Czytajcie drodzy nauczyciele narzekający w zaciszu pokoju nauczycielskiego, a trzymający publicznie japę na kłódkę. Czytajcie moi drodzy uczniowie, także ci, którzy dali się zwieść proponującym proste rozwiązania szarlatanom. Czytajcie póki czas, dopóki mi tego bloga nie zablokują. Czytajcie drodzy politykierzy i politycy wszelkich maści, bo dzisiejszy stan to także wasza wina, bo olaliście lekcję tłumaczenia ludowi skomplikowanych zagadnień, woleliście lud tępy. Woleliście osła i jego kartkę wyborczą, przyznajcie to w końcu. Lud mierny, ale wierny, z ciepłą wodą w kranie. Koniec, kropka, spalcie mnie teraz na stosie.

2 kommentarer

  1. Małgorzata Nawrocka

    26 września, 2016 at 4:19 pm

    Przypadkiem trafiłam na Pana bloga (facebook rządzi ;) i przyznam z radością, że dawno nie czytałam tak trafnych podsumowań chaosu w polskiej oświacie. Pracuję z dziećmi już 27 lat, przeszłam wiele zmian – ale ta jawi mi się jako koszmar! Na każdym etapie edukacji, radosna twórczość, kurczowo uśmiechniętej i zadowolonej z siebie Anny, wprowadza totalną demolkę. Miło się Pana czyta:) Pozdrawiam.

  2. i Wiesław Wielgus magister/pedagog

    30 sierpnia, 2016 at 6:44 pm

    Znam wielu takich osłów z tytułami profesorów, pedagogów, którym partyjne interesy przesłoniły horyzonty myślowe i współczuję.
    Wspaniały Panie Jarku Bloch

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

*