Mieliśmy już w historii świata ciemne wieki średniowiecza. W pewnym kraju nadchodzą teraz ciemne lata nauki, w których wiedza przyrodnicza nie będzie już tak istotna jak dotąd. Tamte ciemne wieki ludzkość przetrwała, dzisiaj strzelamy sobie w kolano. Ziemię zamieszkuje ponad 7 mld ludzi (ta liczba ciągle wzrasta), a największe problemy, z którymi dziś zmaga się ludzkość, wynikają właśnie z lekceważenia problemów środowiska. Bez gruntownej wiedzy przyrodniczej problemów tych nie zrozumiemy, zbagatelizujemy je i przez to ich nie rozwiążemy. Co to za kraj, w którym lekceważy się wiedzę przyrodniczą? Co to za kraj, w którym wyrzuca się przedmioty przyrodnicze z egzaminu podsumowującego osiem lat edukacji? To Polska właśnie.

Jak to się stało? To przeoczenie? Głupota? A może celowe działanie? Celowe? Któż miałby interes w tym, aby polskie dzieci odpuściły sobie naukę przedmiotów przyrodniczych do egzaminów? Osobiście zdziwiony nie jestem, bo śledząc działania naszych polityków, wszystko zaczyna układać się w logiczną całość. Skoro problemy środowiska naturalnego nie chcą się dostosować do koncepcji i poglądów rządzących, to trzeba sprawić by ludzie o tych problemach wiedzieli jak najmniej. Widocznie władze stwierdziły, że młody człowiek na pewne tematy, nie powinien mieć wyrobionego własnego zdania, wystarczy to, co podadzą do wiadomości publicznej.

A społeczeństwo uświadomione jest czasami kłopotliwe. Politycy przekonali się o tym gdy wiele środowisk zaprotestowało przeciwko wycince w Puszczy Białowieskiej. Zaczęto bombardować Ministerstwo Środowiska konkretnymi argumentami, bo przecież Puszcza Białowieska to nie jest zwykły las, nie jest też plantacją, jak chcieliby ją niektórzy widzieć. Podobnie zresztą jak problem globalnego ocieplenia, o którym wielu dysydentów w Polsce chciało by zapomnieć, bo przecież kłóci się to z polityką obecnego rządu. Wiedza przyrodnicza pozwala nam mieć własne zdanie na problem uzależnienia Polski od spalania surowców kopalnych, pozwala zrozumieć działania państw Europy Zachodniej w których odchodzi się od spalania węgla na rzecz surowców odnawialnych (do podobnych wniosków jak UE dochodzą nawet Chiny – największy obecny truciciel – ale o tym cicho sza). Nawet na tym polu nasi rządzący urządzili sobie, dosłownie, walkę z wiatrakami, wprowadzając, o ile się nie mylę, najbardziej restrykcyjne przepisy w UE, co zablokuje u nas rozwój energetyki wiatrowej. Utrzymanie obecnego modelu z węglem w roli głównej, to też skazywanie Polaków na całą gamę chorób związanych z zanieczyszczonym powietrzem. Pył zawieszony, benzopireny i inne związki powstałe przy spalaniu, oprócz dyskomfortu, powodują groźne dla życia choroby (w tym nowotworowe). Mógłbym wymienić tutaj jeszcze wiele, wiele problemów, których zrozumienie ułatwiają przedmioty przyrodnicze: in vitro, badania genetyczne (w tym prenatalne), inżynieria genetyczna w tym GMO, konsekwencje poprawiania urody, pustynnienie, chemia w jedzeniu, przyczyny migracji ludności, konieczność zamiany samochodu na transport publiczny, a nawet związek pomiędzy spożyciem mięsa w Europie, wycinaniem lasów Amazonii, a zmianami klimatu na całym świecie… Etc.

Problemy środowiska to poważne problemy ponadnarodowe, a nawet ponadkontynentalne. Przedmioty przyrodnicze umożliwiają ich dostrzeganie, co dla polityków zapatrzonych tylko na władzę i kasę, jest często niewygodne. Nauka przedmiotów przyrodniczych pozwala postrzegać świat jako system współzależności, skomplikowany mechanizm którego zasad funkcjonowania do końca jeszcze nie znamy. Pozwala zrozumieć, że ingerencja w ten system może wywołać skutki nieprzewidziane, które ciężko zatrzymać i opanować. To także jest niewygodne, gdyż wielu polityków chciałoby aby problemy środowiska rozwiązywało się jedną decyzją (lub w ogóle) i aby nie przekraczały one granic państwowych. Niestety, nie wszystko można załatwić w swoich czterech ścianach, trzeba współdziałać, współpracować, iść na kompromisy, zmienić swój styl życia, czasami podejmować niepopularne, ale dobre dla świata decyzje… Ucząc się przedmiotów przyrodniczych zdajemy sobie z tego sprawę. Aby w dzisiejszych czasach obniżać rangę przedmiotów przyrodniczych trzeba być, powiedzmy to wprost, głupcem i ignorantem lub bezwzględnym cynikiem. Jako cywilizacja dochodzimy bowiem do muru. Ten mur to problem zmian klimatycznych, antropopresji, wyczerpujących się surowców i wiele wiele innych. W tym kontekście wyrzucanie geografii, biologii, chemii i fizyki z egzaminu na koniec nowej podstawówki to jawna kpina i sprowadzenie ich do poziomu WF-u i EDB (z całym szacunkiem dla tych pożytecznych przedmiotów).

Wiem co mówię, bo ucząc m.in. EDB (przedmiot nieobecny na egzaminach) i przyrody w liceum (przedmiot uzupełniający, z którego nie zdaje się matury), w obydwu przypadkach widzę adekwatne do rangi zainteresowanie uczniów, ot przyjść na tyle ile trzeba, odsiedzieć i zaliczyć, bo to mało ważne (to samo potwierdzają w rozmowach wuefiści, katecheci, nauczyciele przedsiębiorczości). Dziś do tej rangi w szkole podstawowej sprowadzone będą geografia, biologia, chemia i fizyka. Błąd? Nie. To zbrodnia przeciwko ludzkości.

No ale (wg niektórych) tłuszcza nie ma zadawać pytań, ma pracować, kupować, modlić się, łykać tanią rozrywkę i informacyjną papkę, a co cztery lata oddać głos na właściwych. Urządzać igrzyska i rozdawać kiełbasę politycy potrafią najlepiej. Witamy w mrokach nowego średniowiecza! Tylko… czy Ziemia tym razem to wytrzyma? Spokojnie… wytrzyma. Przeżyła wymieranie trylobitów, dinozaurów, mamutów, przeżyje też wymieranie człowieka.