Oglądałem wczoraj na kanale Planete+ program pt. „Nasze jutro”. Końcówka była poświęcona edukacji, a ściślej fińskiej szkole, która jest często podawana za modelowy przykład edukacyjnych rozwiązań. Zwróciłem na to uwagę, bo na fińskie rozwiązania powoływali się też obecni reformatorzy (Finowie mają system 8+4). Wypowiadał się tam fiński nauczyciel, a to co mówił sprawiło, że szybko sięgnąłem po kartkę i długopis, by zapisać kilka zdań z jego wypowiedzi, które powinny naszym reformatorom dać do myślenia, bo coś co wygląda podobnie wcale nie musi u nas działać na tych samych zasadach. Niby ta sama bajka, a jakże inna. Co poruszyło mnie w tym co mówił mój kolega po fachu?

Zacytuję wprost kilka zdań i odniosę je do naszej polskiej sytuacji:
„Każda wprowadzana zmiana w systemie oświaty to proces powolny, trwa co najmniej dziesięć lat”– No cóż… jak się do tego ma ekspresowe tempo wprowadzania obecnych zmian w polskiej szkole? Nijak. W podobnie ekspresowym tempie wprowadzana była reforma sześciolatków (wydłużona w wyniku protestów środowisk szkolnych, rodziców i samorządów) i reforma programowa wprowadzona przez minister Hall (tam nawet niektóre konsultacje odbywały się gdy już wszystko było zaklepane).

„W temacie oświaty nie ma walki politycznej, gdy zmienia się władza nie ma to wpływu na system edukacji” – Zdanie to nie przeszłoby naszym politykom przez gardło. Ale na tym przykładzie widać, że w Finlandii nie jest celem spacyfikowanie oponenta i zatarcie po nim wszelkich śladów, jako złych i szkodliwych. Tam wiedzą co to kontynuacja… Dlaczego u nas nie?

„Zmiany programowe są u nas co 6 lat i są one wynikiem szerokich konsultacji” – U nas także są konsultacje – oburzą się nasi politycy. Tak, są. Niestety u nas na te konsultacje albo zapraszani są ci co nie krytykują, albo z tych konsultacji nic nie wynika, bo w ministerstwie i tak wiedzą lepiej. Poza tym te nasze konsultacje prowadzone są przeważnie w tempie iście ekspresowym, jedynie po to aby nikt nie zarzucił złamania procedury. Są po to aby były, a nie po to żeby coś z nich wynikło…

„Autorytet budujemy przez bliski kontakt z uczniem, staramy się zrozumieć jego problemy” – Takie stwierdzenie raczej nie spodoba się rządzącym, bo u nas nieomylna Pani Minister najlepiej wie jakie są problemy młodych ludzi. A bliski kontakt z uczniem to, wg rządzących, dzieciaki karnie siedzące w ławkach i wpatrzone z trwogą w belfra, który autorytet powinien mieć z urzędu. A na autorytet trzeba sobie zapracować, każdy dobry nauczyciel to wie.

I jeszcze jedno. W filmie tym widziałem fińską szkołę od środka. Multikulturową i zapewne też multiwyznaniową. Da się. Jak to się ma do naszej obecnej polityki zamkniętych drzwi wobec uchodźców i koncepcji państwa jednowyznaniowego? Inna sprawa, że nasz narodowy katolicyzm z chrześcijaństwem już dawno nie ma wiele wspólnego…

Dlaczego drodzy państwo politycy nie uczycie się od najlepszych? Dlaczego nie bierzecie z nich przykładu? Gdzie wam się spieszy? Dlaczego nie działacie ponad podziałami? Dlaczego oszukujecie ludzi, mówiąc że wzorujecie się na dobrych przykładach, skoro de facto je parodiujecie?

Była pierwsza Rzeczpospolita, była druga, jest teraz trzecia (wg niektórych czwarta), ale niewiele się zmieniło. Warcholstwo i prywata nadal u nas są najważniejsze. W tym kontekście zaryzykuję stwierdzenie, że w Finlandii każdy system, czy to 8+4, czy 6+3+3, działałby bez zarzutu. Wszak ryba psuje się od głowy.