Jarosław Bloch

CO Z TĄ EDUKACJĄ?

Odnosząc się do „szczegółów” reformy

„Szczegóły” wielkiej reformy okazały się zbiorem ogólników i pobożnych życzeń. To co zostało powiedziane częściowo mnie zastanawia, częściowo przeraża i raczej nie cieszy. Czego więc dowiedzieliśmy się 16 września A.D. 2016?

Dowiedzieliśmy się, że podstawy programowe wprowadzane będą… na raty. Z całym szacunkiem dla ekspertów, którzy nad nimi myślą… Nie lepiej robić to dłużej, ale oddać podstawę całościowo? Tak aby całościowo można ją skonsultować, aby można się o niej wypowiedzieć jako o całości, aby autorzy podręczników mogli odnieść się do całości… Czy Pani Minister nie wie, że podstawa programowa to nie jest to samo co spis treści w podręczniku??? To nie zawsze jest tak, że początek podstawy jest odzwierciedleniem pierwszej części podręcznika. Ja, nauczyciel dyplomowany, to wiem. Pani Minister nie? Inna sprawa, że w przypadku VII podstawowej, podstawa pisana będzie od… środka. Podstawa do VII powinna opierać się na tym co uczeń przyswoił w klasie VI, a tutaj pisze się dopiero podstawa do… IV, a do V i VI będą pisać na nowo jak już VII będzie gotowa. Mało tego, skoro podstawa „będzie poddawana monitorowaniu i analizie”, to znów mamy sytuację, że przez korektę w podstawie będzie wychodziła nowa wersja podręcznika, a ty rodzicu kup. Większego łatania jeszcze nie widziałem w życiu. Powiem szczerze, myślałem, że nic mnie już nie zadziwi w oświacie, przeszła Pani siebie…

Poza tym. Przeglądam właśnie podstawę z mojego przedmiotu, czyli geografii i powiem szczerze, nie rozumiem dlaczego nie przystaje ona do XXI wieku??? Fakt, inaczej bym ją rozłożył pomiędzy gimnazjum a liceum, ale archaiczna nie jest. Podobnie zresztą jak podstawa z EDB, której także uczę. Jest jak najbardziej nowoczesna, a ostatnie korekty przy okazji zmiany nazwy z PO na EDB sprawiły, że jest ona NOWA i DOBRA, bo zerwała z militarnym charakterem PO na rzecz zagrożeń dla ludności cywilnej (na EDB). Jedynie godzina więcej w szkole średniej by się przydała, tyle. A tu Macierewicz mówi o reaktywacji „militarnego” PO… żenada.

A w ogóle to chciałbym wiedzieć, tylko KONKRETNIE, na podstawie jakich badań stwierdza Pani, że „gimnazja nie wyrównują szans edukacyjnych”? Jakie to badania, kto i kiedy je robił??? Bo to droga Pani Minister baaardzo poważne oskarżenie. Szczególnie dla całej rzeszy nauczycieli wykonujących z młodzieżą w tym trudnym wieku świetną robotę.

Czytam dalej. Na wsiach nie będzie dowożenia do gimnazjów, bo podstawówka będzie blisko. Młodzi będą kisić się do VIII klasy w swoim grajdołku. A rówieśników z sąsiednich wsi poznają przy okazji zabawy, przy jabolu. Nie lepiej pograć z nimi w piłkę w gimnazjum? W małych wiejskich szkołach trzeba będzie ławek większych dokupić, trzeba będzie pilnować młodszych by im dryblas z sieczką w głowie kuku nie zrobił. To ile dryblas dłużej pośpi? Dwadzieścia minut? A może chętniej na wagary pójdzie, bo już gimbus przecież po niego nie zajedzie. Nie jestem wszakże ekspertem od specyfiki edukacji na terenach wiejskich, więc niech się inni wypowiedzą. Może nie mam racji.

„Ostatni tydzień szkoły ma być świętem, uczniowie i nauczyciele będą prezentowali dokonania swej rocznej pracy”… No to mnie Pani ubawiła. Rozumiem takie święto w maju lub na początku czerwca, ale w ostatnim tygodniu szkoły? Uczniowie są myślami na wakacjach, a nauczyciele siedzą w papierach. Już widzę z jaką radością nauczyciele będą dodatkowo pracować z uczniami (bo przecież trzeba to zrobić dodatkowo, wykonując równolegle zwykłą pracę), już widzę jak uczniowie będą „szczęśliwi”, że ktoś im przed wakacjami zawraca głowę… A w ogóle to od kiedy minister bierze się odgórnie za organizowanie życia szkoły? Wiadomo, że w szkołach elitarnych (które przecież nie znikną) może to się nawet udać, ale są szkoły trudne, gdzie nauczyciele i dyrekcja „walczą”, aby dzieci chodziły do szkoły w trakcie roku szkolnego. Już widzę jak w takich szkołach uczniowie z uśmiechem prezentują projekty w ostatnim tygodniu czerwca… Nie lepiej zrobić tak aby uczniowie kończyli zajęcia tuż po 20 czerwca, potem byłby czas na papiery, egzaminy klasyfikacyjne, konferencje (z tydzień, oczywiście w tym czasie w podstawówkach świetlica by działała). Pod koniec czerwca byłoby zakończenie roku, świadectwa i na wakacje.

Na egzaminie zewnętrznym po podstawówce „skończymy z nauką pod testy”. Droga Pani Minister… skoro egzamin będzie zewnętrzny, to zawsze będzie to w jakimś stopniu nauka pod testy. To nieuniknione, też nad tym boleję. Tym bardziej, że mówi Pani, że 50% pytań jednak będzie testowych. Reszta problemowe. A teraz problemowych zadań nie ma? A pod problemowe zadania się teraz nie uczy? Tam też są pewne schematy, bo zakres materiału jest przecież ograniczony. Jeszcze raz mówię, przy zewnętrznym egzaminie nie unikniemy nauki pod testy. Mówię to jako doświadczony belfer i egzaminator. Oczywiście należy dążyć do tego by jak najmniej uczyć pod testy, ale… do tego nie trzeba likwidować gimnazjów…

Liceum. Czwarty rok ok, ale z tego co widać, będzie rozdysponowany pomiędzy wszystkie przedmioty. A skoro już się go wprowadza, to tam (w czwartej klasie) właśnie należałoby przedmioty zblokować (a mówi się o rozbijaniu bloków) i niech licealista uczy się tego co go interesuje. W czwartej klasie niech kandydat na lekarza uczy się głównie biologii i chemii, kandydat na inżyniera – matematyki i fizyki (chemii), kandydat na ekonomistę – matematyki i geografii etc. Krótko mówiąc trzy lata ogólne + rok fakultetów, ze „szczegółów” Pani Zalewskiej wynika coś innego.

Nauczyciele liceów, którzy widzieli już w „dobrej zmianie” nadgodziny, dostali właśnie mokrą szmatą w łeb (na opamiętanie). Może być tak, że dotychczasowe nadgodziny stracą, skoro dyrektorzy z polecenia gminy będą zatrudniali tych z gimnazjów, aby spełnić kolejną obietnicę pani minister, że nikt nie straci pracy.

Nie straci? Mówimy wciąż o pracy nauczycieli. A jakoś mało mówi się o zabezpieczeniu całej masy pracowników obsługi i administracji z wygaszanych szkół, z kierowcami gimbusów włącznie. Czyli pani nauczycielka ma szansą, a pani woźna już nie? Zwracam uwagę, że to kolejny zastrzyk ludzi poszukujących pracy, czyli często koszt dla gminy. Z nauczycielami też nie jest tak do końca różowo. Pamiętajmy, że w szkołach średnich i podstawówkach uczy wielu na niepełnych etatach i to oni wchłoną może nawet połowę nowych godzin. Ale wiem już co powie Pani Zalewska – chciałam, ale przecież jest niż… A co oznacza, że w pierwszej kolejności będą zatrudniani ci nieczynni? Nie powinno się takich rzeczy robić, bo wielu nauczycieli pracuje obecnie na rocznych umowach (od września do czerwca lub sierpnia, często przez wiele lat) i z tego wynika, że zostaną za to ukarani, bo szkoła zamiast przedłużyć z takim umowę, będzie musiała zatrudnić nieczynnego. Nieuczciwe. Ewidentnie nieprzemyślane. Wolę by to dyrektor decydował kogo u siebie zatrudnić.

Pani minister powiedziała też mądrą rzecz: „nauczyciele mają od tego roku wolny wybór, w jakim rytmie i w jakim tempie realizują podstawę programową”. Podstawę realizowaliśmy zawsze, bo przecież na jej bazie powstają podręczniki, a papierologia związana z monitorowaniem podstawy, to wymyślona w kuratoriach biurokracja, nikomu niepotrzebna. Wystarczy rzut oka dyrektora do dziennika i na rozkład materiału. Ale do tego też nie trzeba było rozwalać gimnazjów.

Systemy z gimnazjami wydały już wielu wspaniałych ludzi, fachowców w swoich dziedzinach. Pani Zalewska mówi im dzisiaj, że to taka ściema była i byli źle uczeni (tak tak, olimpijczycy przedmiotowi, którzy przynoszą nam sławę na świecie też). Znam osobiście całą rzeszę ludzi po gimnazjach, na których w wielu sprawach na których się nie znam, mogę polegać. Myślę, że gdyby gimnazjów nigdy nie wprowadzono, to nie było by lepiej, bo zawsze będą lepsze i gorsze szkoły, ambitni i ci co mają wy… na wszystko.

I na koniec chciałbym przekonać Panią Zalewską, że warto było zostawić dotychczasowy stan organizacyjny polskich szkół. Mówi Pani, że zaoszczędzi dzieciom częstych zmian i konieczności częstych przystosowań. Chwileczkę, a na czym polega dzisiejsze życie zawodowe, jeśli nie na umiejętności szybkiego dostosowania się do zmieniających się w szalonym tempie zmian technologicznych? Wie Pani jak szybko podwaja się wydajność procesora? Wie Pani ile nowych programów komputerowych powstało w ciągu ostatnich pięciu lat? Wie Pani jak zmieniła się praca w sieci w ciągu ostatnich dziesięciu lat? Chyba nie. Może więc kasę przeznaczyć nie na reformę a na wymianę pracowni komputerowych w szkołach? Absolwenci, których spotykam zmieniają pracę często dwa razy w roku, muszą być elastyczni, nie zawsze robią to co zamierzali. Gdy mury liceum opuszczała moja pierwsza klasa w której byłem wychowawcą, wiele zawodów w których dzisiaj ci ludzie pracują po prostu nie istniało. Czy 8-letnia podstawówka, w której dziecko często „jedzie” 6-7 lat na opinii (dobrej lub złej, no taką ma człowiek naturę) przyzwyczai młodego człowieka do częstych i gwałtownych zmian na rynku pracy? To było oczywiście pytanie retoryczne.

1 Komentarz

  1. BRAWO. Po tym wszystkim, to ja już nie mam nic do dodania. Prawie nic: wszystko, co Pan tu napisał nic a nic nie zmieni. Grochem o ścianę ministerialnego umysłu się odbije. O ściany umysłów Kowalskich nienawidzących gimnazjów również. Bo nostalgia, bo przecież było lepiej, bo (o tempora!) młodzież za szybko dorasta.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

*