To nie przypadek, że zacytowałem w tytule Orwella. Po lekturze broszury rządowej „Dobra szkoła” poczułem, że żyję już niemalże w realiach „Roku 1984”. Rozdźwięk pomiędzy tym co tam pisze, a rzeczywistością, jest bowiem zbyt duży, aby traktować to jako odmienny pogląd na sprawę. To już jest kreowanie rzeczywistości. Wymyślanie faktów, których nie ma i powoływanie się na rzekome badania, które przeczą rzeczywistości. Droga Pani Minister, gdyby istniała PRL, z pewnością pracowałaby Pani w wydziale propagandy.

W niniejszym poście „rozpracuję” jedynie przedmowę pani minister (w cudzysłowie dałem cytaty z broszury). A więc:

„Proponowane zmiany w edukacji są odpowiedzią na oczekiwania szerokiego środowiska”. Szerokiego? Nieprawda. Zmian nie chcą ani większość uczniów, ani większość nauczycieli, ani rodziców, ani też większość ekspertów wypowiadających się od miesięcy o planach MEN. Może należało napisać: zmiany są odpowiedzią na oczekiwania populistycznego elektoratu. Zabrzmiało by wiarygodniej…

„Środowiska, które chce szkoły nowoczesnej, a jednocześnie silnie zakorzenionej w naszej tradycji”. Chwileczkę. O jakiej tradycji mówimy? Czy wcześniej tradycji nie było? Była, ale wy chcecie narzucić swoją wersję tradycji. Dla mnie tradycja RP, to tolerancja wobec innych narodów i wyznań, wszak wielonarodowa I RP z tego słynęła na całą Europę. Oby nie okazało się, że tradycja, którą wy forsujecie, to getta ławkowe z końca II RP i obozy dla przeciwników politycznych.

„Pilnej zmiany wymaga także kształcenie zawodowe. Przedsiębiorcy postulują, by dostosować je do realnych potrzeb gospodarki”. Czyli co? Kolejna rewolucja? Droga Pani Minister… Znam przykłady, gdy robi się to już dzisiaj. Już przy obecnym systemie jest to możliwe, kolejna odgórna zmiana tego nie zmieni, bo regiony nie są takie same pod względem potencjału i atrakcyjności inwestycyjnej. Tu trzeba działać lokalnie, tworzyć kierunki wg potrzeb i… nie przeszkadzać. Dobra wola samorządu, przedsiębiorców i wydziałów edukacji, a nie kolejne odgórne zmiany.

„Wprowadzona w 1999 roku struktura szkół nie zdała egzaminu. Gimnazja się nie sprawdziły, nie wyrównały szans edukacyjnych”. Z całym szacunkiem, ale nie znam takich badań. Powiem więcej, znam badania, które mówią coś zupełnie innego! Sam byłem kiedyś przeciwnikiem gimnazjów, ale dziś widzę, że ich likwidacja to przerzucanie cywilizacyjnych problemów dzisiejszej młodzieży do podstawówek. Problemy są, owszem, ale nie znikną od wprowadzenia Pani reformy.

„W dotychczasowym modelu licea straciły swoją ogólnokształcącą funkcję”. No to może wystarczyłoby zmodyfikować wprowadzaną w równie szybkim tempie reformę minister Hall? Do tego wydłużyć liceum do pełnych trzech lat, a maturę zrobić w dwóch ostatnich tygodniach czerwca?

„Nie pomogło także wprowadzenie w liceum ogólnokształcącym nawet najciekawszych tematów przekrojowych, o ile na wcześniejszym etapie nauczania uczeń nie zdobył podstawowej wiedzy w układzie uporządkowanym”. A może nie zdobył, bo titał pod ławką na smartfoniku, który dostał pod choinkę w wieku 7 lat? Może uczył się w przeładowanej klasie, z kolegami, którzy rozwalali lekcje, bo byli przepuszczani aby utrzymać liczebność klas? Czy coś się tutaj zmieni? To oczywiście pytanie retoryczne.

„Uczelnie, zdając sobie sprawę z problemów związanych z brakiem przygotowania absolwentów do studiowania, zaczęły uruchamiać tzw. lata zerowe, chcąc dokształcić swoich przyszłych studentów. W związku z tym konieczne jest wydłużenie nauki w liceum do 4 lat, a tym samym wygaszenie gimnazjów”. No tak, ale wydawało mi się, że poziom uczelni spadł ze względu na podsycany przez polityków boom edukacyjny, który powiązany ze złym systemem finansowania, spowodował powstawanie różnych dziwnych uczelni i obniżenie wymagań. Teraz, gdy roczniki wyżowe się skończyły, uczelnie obniżyły wymogi do granic absurdu, aby przetrwać. Tu trzeba zmiany systemu finansowania, zmian zasad naboru i solidnej pracy Komisji Akredytacyjnej!

„Wracamy do nauczania przedmiotowego. Musimy uratować potencjał polskiej edukacji, wprowadzając cykliczność etapów szkolnych. Chcemy dokonać niezbędnych zmian programowych”. Czyli powrót szufladek z wiedzą. Tak, niektórzy nauczyciele będą zadowoleni, bo pozwoli im to wtłoczyć do głów więcej i więcej zweryfikować. Ale czy w dzisiejszym świecie taki ruch ma w ogóle sens? Są zagadnienia, które można zrozumieć dopiero wtedy, gdy połączymy wiedzę z wielu, czasem wydawałoby się, odległych dziedzin. Kiedy ci młodzi ludzie nauczą się szukać związków pomiędzy tymi szufladkami? Czy nie będzie tak, że szufladki z wiedzą będą pełne, a człowiek nie będzie mógł rozwiązać żadnego ważnego problemu? Powrót do „starego” może ułatwi nauczycielom w liceum pracę, ale nie sprawi, że pokolenie wchodzące w dorosłość rozwiąże problemy, o których istnieniu pokolenie ich rodziców i dziadków nawet nie wiedziało. Wiele problemów, takich jak przeludnienie, starzenie się społeczeństw, migracje klimatyczne, globalizacja gospodarki i wszechwładza koncernów, wyczerpywanie się surowców, powrót nacjonalizmów, skutki globalnego ocieplenia etc. wymaga wiedzy przekrojowej, łączenia wielu faktów i wyciągania poprawnych wniosków. Czy powrót do „starego” sprawę załatwi?

A na koniec jeszcze jeden cytat. Prawdziwy kwiatek: „Dodatkowo polska szkoła ma być wolna od jakiejkolwiek ideologii”. Właściwie nie powinienem nawet tego komentować, ale zrobię to. Pani Minister… szkoła nigdy do końca nie była wolna od ideologii. Nazbyt często rządzący chcieli ją wykorzystywać do swych własnych celów, w różnych krajach i czasach. Szkoła w III RP była najdalej od ideologii, chyba jak nigdy dotąd… I to Pani ugrupowanie chce to zmienić…