Jarosław Bloch

CO Z TĄ EDUKACJĄ?

Próba jedności

Pierwsza połowa roku będzie wielką próbą jedności. Jedności nauczycieli, dyrektorów, samorządowców, rodziców. Różnie jest z tą jednością. Wiemy przecież, że likwidacja gimnazjów to dla tych grup temat kontrowersyjny, a linia podziału przebiega raczej w poprzek tych środowisk. Zgodni są jedynie eksperci (wiarygodni eksperci, a nie ci, których z kapelusza wyciąga rząd), oni jednoznacznie stwierdzają, że to głupi pomysł i zła zmiana. Ale kto w tym kraju słucha jeszcze ekspertów? Sprawa ta ma jeszcze inne, szersze dno. To test jedności dużej części społeczeństwa. Bo może się okazać, że część nauczycieli, część dyrektorów, część samorządowców (tych z wiadomej strony politycznego sporu), przedłoży swe małe interesiki nad dobro ogółu.

Jesienią czułem się zawiedziony. Zawiedziony postawą części moich koleżanek i kolegów, którzy czekają w szkołach średnich na ochłapy po reformie. Na te godzinki, dla których są w stanie przymknąć oko na utratę pracy innych (dziś już znamy siatki i wiemy, że się… przeliczyli). Zawiedziony postawą samorządowców (np w moim mieście), które jak ognia boją się jasnych deklaracji, nie chcąc narazić się swym politycznym mocodawcom i sojusznikom. Zawiedziony postawą wielu dyrektorów, którzy zapatrzeni w swe wąskie poletko, nie widzą korzyści dzisiejszego systemu. Zawiedziony postawą wielu rodziców, którzy mając już „odchowane” dzieci, uważają, że ten spór ich już po prostu nie dotyczy.

Zawiedli też politycy. Ci chyba najbardziej. Bo jeżeli w obronie wolnych mediów byli w stanie zablokować obrady sejmu, to pytam się: dlaczego nie zrobili tego samego podczas głosowania nad reformą edukacji? Czy nie widzą, że po zmianach programowych, młodzież może w ogóle nie pojmie po co nam jakieś wolne media??? No tak… ale zamach na wolne media skutkuje tu i teraz, bo uderza bezpośrednio w przekaz polityków, a skutki złej reformy edukacji wyjdą za kilka lat. Niestety nasi politycy nie wybiegają w przyszłość dalszą niż najbliższe wybory. Dlatego edukacja jest często dla nich jak piąte koło u wozu. Zresztą… tę ignorancję w sprawie edukacji widzę u polityków każdego szczebla. Bo przecież na edukacji można szybko zaoszczędzić, a inwestować nie ma co, bo śmietankę spije za kilka lat ktoś inny… A przecież inwestycja w oświatę i naukę to najważniejsza inwestycja w przyszłość. Politycy w Polsce chyba tego nie pojmują, dlatego nigdy nie osiągniemy poziomu rozwoju Japonii, Korei Pd, Francji itp.

Chaos w oświacie dotknie wiele roczników, zakończy karierę wielu dobrych nauczycieli, wprowadzi wątpliwe standardy edukacyjne. Czy dla swych małych interesów wszystko to poświęcimy? Wszak w epoce konsumpcji liczymy się tylko my. Jako społeczeństwo coś po drodze zgubiliśmy. Empatię w stosunku do drugiego człowieka. Czy przymkniemy oko na dramat likwidowanych szkół, dramat dzieci uczonych wg podstaw pisanych na kolanie, dramat nauczycieli, którym jedną decyzją przekreśla się cały dorobek zawodowy? Czy pamiętamy jeszcze takie słowo – solidarność? Czy zapomnieliśmy co ono znaczy? Boję się odpowiedzi na te pytania.

3 kommentarer

  1. Rafał Orlikowski

    Styczeń 26, 2017 at 4:23 pm

    *Smutne to, co Pan pisze. Ale od wielu już miesięcy, jakoś smutniej zrobiło się w tym kraju. Celowo piszę ”w tym kraju”, a nie ”w naszym, czy moim”, bo z dnia na dzień, czuję się coraz gorzej. Jedyne emocje jakie mi towarzyszą, to poczucie bezsilności, gniew, wściekłość, czasem zastanawiam się, kiedy osiągnę punkt krytyczny, kiedy przekroczę linię, za którą wszystko się zmieni, zza której nie ma już powrotu, do tego co było i do siebie samego- takiego, jakim się było.
    Wydaje mi się, że Pan, jak i pewnie jeszcze wiele osób, zna odpowiedzi, na te pytania. Tylko te odpowiedzi są tak brutalne, że każdy boi się wypowiedzieć je głośno.
    Jest mi żal sporej części nauczycieli, których wysiłek, doświadczenie, zaangażowanie, wieloletnie podnoszenie swoich umiejętności, cała droga zawodowa zostaje zdemolowana. O tym jakie to będzie miało przełożenie na życie prywatne i materialne, nawet nie chcę wspominać.
    Ale jest też część nauczycieli ze szkół średnich i podstawowych, którzy; mówiąc potocznie, mieli wywalone na całą reformę, a nawet ich to cieszyło. A teraz, może nie kubeł, a tylko raczej szklanka zimnej wody prosto w twarz, bo nagle okazuje się, że jeśli do tej pory mieli możliwość złapania kilku nadgodzin, lub oprócz etatu w swojej szkole mieli kilka godzin w innej placówce, to teraz tego może już nie być. Dyrektor szkoły podstawowej, nie da im tych nadgodzin, bo będzie zmuszony na te godziny zatrudnić nauczyciela ze zlikwidowanego gimnazjum, któremu po reformie zlikwidowano etat. A tych nauczycieli, nie oszukujmy się, będzie ogromna rzesza.
    A rodzice, no cóż, jest grupa rodziców i ich dzieci, których to na pierwszy rzut oka nie dotyczy, ale dotyczy już ich wnuków. Tylko patrzą na to, co bezpośrednio przed nimi, nie sięgając wzrokiem na to, co rysuje się na horyzoncie. No i jest też grupa rodziców, którzy na dobrą sprawę, dusze i umysły swoich dzieci sprzedali za comiesięczne 500 złotych.
    Na jedność i solidarność w środowisku nauczycieli, jak również na jedność i solidarność nauczycieli i rodziców, nie liczyłbym w ogóle.
    Pojęcia: wspólnota, jedność, solidarność, dzisiaj są pojęciami abstrakcyjnymi

    *za błędy odpowiada Windows

    • nauczycielka bez powołania

      Styczeń 29, 2017 at 8:46 am

      Ponad dwadzieścia lat pracy w szkole, siedemnaście w gimnazjum i dowiaduję się z zapowiedzi ministerstwa, że teraz to dopiero będzie szkoła, w której nauczyciele będą naprawdę uczyć. Patrzę na siebie, na moich kolegów, na dyrektora i zastanawiam się, jaka to będzie zmiana, skoro jesteśmy tak bierni, tak podzieleni, skoro, kiedy mówią nam, że nic nie robiliśmy, my się nie bronimy. Nauczyciel to ktoś, kto pokazuje młodemu człowiekowi fragment świata, więc autentycznym bywa tylko wtedy, gdy sam umie swoją postawą udowodnić, że to, co mówi, jest dla niego ważne, że w życiu też tak postępuje.
      A my? Staram się rozumieć potrzebę uratowania pracy, ale nie za wszelką cenę. Te rozmowy z pokoju nauczycielskiego, rozgoryczenie, bezsilność, nadzieja, że „gdzieś się przecież załapiemy”, podkopywanie się nawzajem, nieufność, to tylko część naszych grzechów. Niewielu z nas dostrzega to, że ta zmiana to nie tylko likwidacja gimnazjów, przywrócenie ośmioklasowej podstawówki, ale zamach na naszą godność, na sens tej pracy, jej niematerialną wartość. Już wkrótce – a może już dziś – każdy, kto dojdzie do władzy, będzie mógł nam narzucić, czego mamy uczyć, jak mamy uczyć. Tylko to nie będzie miało nic wspólnego z nauczaniem. Ale mam wrażenie, że ten proces się dawno rozpoczął i postępuje, a „dobra zmiana” tylko go przyspieszy. Niewesołe mam refleksje, gdy na to patrzę.

      • Rafał Orlikowski

        Luty 6, 2017 at 7:24 pm

        *Przecież według zapewnień ministerstwa- żaden nauczyciel nie straci pracy. Oczywiście „że się gdzieś załapiecie”- 2 godziny w jednej podstawówce, 1 godzina w drugiej podstawówce, kolejne 2 godziny w podstawówce tuż za rogiem, co z tego, że wchodząc na jedną, czy dwie lekcje do kolejnej placówki, będziecie czuli ciężar wzroku „tych stałych” nauczycieli, którym odbieracie możliwość wyrwania nadgodzin. To, że przemieszczanie między szkołami, wyrwie Wam 1/3 czasu z dnia, czasu, który moglibyście normalnie spożytkować dla swoich uczniów- to już zupełnie inna bajka.
        No, ale widocznie ludzie od „dobrej zmiany wszystkiego”, czytali zupełnie inne bajki- oczywiście oni czytali bajki „te słuszne, lepszego sortu”.

        *za błędy odpowiada Windows

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

*