Jarosław Bloch

CO Z TĄ EDUKACJĄ?

Siostry i bracia chałturnicy

Jakie będą skutki reformy, czas pokaże. Jednak na pewno wśród belfrów przybędzie chałturników. I nie mówię tego złośliwie, bo być chałturnikiem z własnego wyboru to oczywiście naganne, ale być nim gdy inaczej się nie da, to wkurzające i smutne. Iluż z nas w ciągu ostatnich kilku lat takimi się stało, a iluż przybędzie po likwidacji gimnazjów… Strach myśleć.

Dochodzenie do normalności zajmie nam dobrych kilka lat. W tym czasie duża liczba belfrów szukających pracy sprawi, że w celu przeżycia łapać będą co popadnie i gdzie popadnie. Rozpoczyna się bowiem wielka wędrówka belfrów. Na razie nikt ich nie zwolni, pozory będą zachowane, ale wykruszać będą się sami. Jak to powiedziała pani naczelniczka w moim mieście: „Jeśli nauczyciel wybierze inną ścieżkę swojej kariery, to przecież jego wolny wybór. My nauczycieli nie zwalniamy”. No jasne… Wybierze, bo w końcu pojmie, że zostając na 5 lub 6 osiemnastych etatu, może co najwyżej zdychać pod płotem MOPS-u, bo żyć na pewno nie. Ktoś powie – wolny rynek. Tak, ale iluż solidnych belfrów odejdzie, zamiast robić to co potrafią najlepiej, to już inna sprawa. Bo nie łudźmy się, selekcja nie będzie jakościowa. Ot… jak to w naszym piekiełku… Przeżyje ten, kto ma lepsze plecki, lepszą umowę, lepsze poglądy polityczne. Albo ten, kto jak chorągiewka, będzie tym kim mu każą być. Jakiż to smutny przykład dla młodzieży… Młodzieży? A kto się nią przejmuje. Dzieci jak zwykle zrobi się w chuja.

Dzień z życia chałturnika. Dzwoni zegarek. Zaraz… Gdzie to dzisiaj? Pierwsza, druga lub trzecia praca? Spojrzenie w kalendarz, już wiem. Chwytam przy wyjściu odpowiednią torbę, bo przecież są już trzy, każda do innej pracy. Albo torba jest jedna ale wymienna zawartość. Teczka zielona pierwsza robota, teczka czerwona druga, teczka niebieska trzecia. Robota się nie klei, nazwiska, sytuacje, problemy trzeba ciągle odświeżać w pamięci, bo w drugiej i trzeciej robocie wszystko przecież inne. Nawet kody do zamków ulatują. Pamięć zawodzi, zbyt dużo. Bałagan, bo nie włożyłem czegoś do odpowiedniej teczki. O fuck! Pendrive został na biurku w drugiej robocie! Improwizacja w pracy, po pracy, bo konferencje razy trzy, konsultacje razy trzy, szefostwo razy trzy… jeden szef taki, drugi inny. Przy jednym można powiedzieć coś czego przy innym już nie. Uczeń mówi: zapomniałem, ale jutro doniosę. Jutro? Wykluczone. Jutro służę innym panom. Spięcie pod jajami nieustanne. A w domu? Wszyscy mówią ci żeś nerwowy. A jak tu być wyluzowanym, skoro od kilku lat umowa tylko do sierpnia. W sumie i tak dobrze, że do sierpnia, bo wielu umowy ma tylko do końca czerwca.

Jeden etat w trzech miejscach. Smutna rzeczywistość, ale nie narzekam, bo przecież znam takich co w pięciu. Ci to dopiero mają jazdę, na paliwo idzie majątek. I te sterty prac, na każdą robotę inny segregator. Mieszkanie staje się centrum logistycznym. Pierdolonym składem bzdurnych papierów. Podręczników, ćwiczeniówek, które także są inne w każdej robocie. Kręgosłup siada od noszenia dodatkowego laptopa, bo przecież szkoła nie da, a jak tu zostawić go w szafce, skoro szafki są trzy, a w dodatku w różnych częściach miasta? Wieczorem tępe spojrzenie w lustro na wory pod oczami. Patrzy na mnie chałturnik. Taki długo nie pożyje, może to i lepiej, bo z nauczycielskiej emerytury przeżyć ciężko.

Oczywiście nie każdy belfer tak ma. Są też szczęściarze. Tacy którzy mają własne biurko, kubek i komputer w jednym miejscu. Ale coraz więcej belfrów przełącza codziennie guziczki: Praca 1, Praca 2, Praca 3… „Sukcesem” poprzedniej ekipy rządzącej było sprowadzenie do roli chałturników nauczycieli przedmiotów przyrodniczych i artystycznych. Po likwidacji gimnazjów reszta także dołączy do grona chałturników. Jeśli jaśniepaństwo politycy myślą, że belfer goniący jak pies między szkołami, będzie błyskotliwy, kreatywny i zaangażowany, to się grubo mylą. Będzie zmęczony, sfrustrowany i nerwowy. Choć tego po sobie nie pokaże, aby nie stracić resztek tego co ma.

Czy polska szkoła będzie szkołą niezaangażowanych emocjonalnie chałturników biegających za godzinkami? A może ci chałturnicy wpisani są w wizję systemu oświaty i tak ma być? Dla oszczędności. Nauczyciele będą udawali, że pracują, a uczniowie będą udawali, że się uczą. Na koniec da się jakiś dyplom, niewiele mówiący o umiejętnościach i niewiele wart dla pracodawcy. Głupszym społeczeństwem łatwiej się rządzi, to fakt. Tylko gdzie w ten sposób dojdziemy?

4 kommentarer

  1. Wchodzę do szkoły. Woda w czajniku gorąca. Myśl o kawie i… nie znajduję swojego kubka. Olśnienie – to nie ten klucz. Drugie olśnienie – to nie ta szafka. I, wreszcie, trzecie – to nie ta szkoła! Może kubek zostawiłam w drugiej, może w trzeciej. Sięgam po słoik z kawą. Nie mój. Nic tu nie jest moje. Kogo zapytać o pozwolenie? Pytam kobietę stojącą obok, bez używania jej imienia, bo pierwszy raz widzę. Podaje mi kubek i kawę i się poznajemy. Możesz oddać jutro. „Jutro? Jutro służę innym panom.” Podobno też tu pracuje tylko w poniedziałki. Kawę chowa do szafki z dokuentami, bo przychodząc raz w tygodniu, może tylko zaobserwować, jak się przez pozostałe dni ktoś życzliwie częstował.
    Kawa odnaleziona. Kolejne poszukiwanie -hasło do dziennika elektronicznego. Szukam. Jest. I nagle sobie przypominam: tu nie korzystają z elektronicznego. Szukam długopisu. Jest. Oceny i wychodzę. Spełniony obowiązek. Kto ma długopis – ma władzę. Przykre. Jutro nawigcaja na kolejny kurs. Pakuję do torby kubek i słoik z kawą. Mam.

  2. nie tylko w tej branży jakość odgrywa drugą rolę.

    Tylko tu efekty będą druzgoczące…..

  3. Rafał Orlikowski

    Luty 25, 2017 at 8:55 am

    Cóż za czarna wizja przyszłości, ale niestety jak najbardziej realna. Nauczyciel sprowadzony do poziomu najniższego typu akwizytora- który biega od domu do domu i sprzedaje noże, zestawy długopisów, czy inne badziewie. Nauczyciele będą biegać od szkoły do szkoły, żeby sprzedać swoją wiedzę i doświadczenie za dwie- trzy godziny lekcyjne i pocieszać się, że te dwie szkoły, aż tak daleko od siebie nie są i autobusy jeżdżą dość często. Fakt, że trzecia szkoła jest na drugim końcu miasta, ale przynajmniej wtedy ma czas, żeby w autobusie, czy tramwaju przygotować się do zajęć i uporządkować materiały z poprzednich szkół. No ale nasza dyplomacja prężnie działa i może całe etaty dla nauczycieli znajdą się w San Escobar.
    Każdy zestresowany i przemęczony pracownik, niezależnie jaki zawód wykonuje, fizycznie nie będzie w stanie zaangażować się w pełni w to co robi. Czy ktoś chciałby, żeby na nim operację wykonywał zestresowany i przemęczony chirurg? Myślę, że nie. Ale zestresowani i przemęczeni nauczyciele, będą uczyć między innymi również przyszłych chirurgów.
    Reforma podpisana i można by powiedzieć: ”Operacja się udała- tylko pacjent zmarł”, a jeśli jeszcze nie, to na pewno jest w śpiączce.

    • Najgorzej mają nauczyciele gimnazjum na wsi,gdzie jest jedna szkoła podst.Nie ma dla nich etatów. Dyrektor podstaw.będzie na godziny zatrudniał zdecydowanie po uważaniu.Na wsi przecież wszyscy wiedzą ,kto jakie ma poglądy, kto chodzi lub nie,do kościoła. Proboszcz w tej sprawie,po cichu,ma coś do powiedzenia.Kto żyje długo tak jak ja,wie,jak to było za wczesnego PRL-u?Kuratorzy są oczywiście „słusznych poglądów”, co też było. A nauczyciele na wsi,często ludzie po studiach uniwersyteckich ,pedagodzy z prawdziwego zdarzenia,mogli wchodzącym w życie młodym ludziom ,pokazywać świat w taki sposób, aby mogli korzystać z niego w jak najkorzystniejszy sposób.To,co robi ta władza ze szkołą można porównać do koszmarnego snu.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

*