Póki co żyjemy w kraju demokratycznym. Od 1989 roku możemy swobodnie wyrażać swoje opinie. Mamy prawo demonstrować swe niezadowolenie w manifestacjach, strajkach, aby demokratycznie wybrana władza wiedziała, że istnieją inaczej myślący, których jest często dosyć sporo. Powinniśmy to robić, żeby uświadamiać politykom, że będą kolejne wybory i szczególnie niepopularne decyzje będzie można cofnąć, więc może nie warto ich wprowadzać. Ceńmy sobie te prawa, bo nie muszą one trwać wiecznie.

Majstrowanie przy demokracji trwa. Pamiętajmy, że same słowa nie budują demokracji. Słowami demokratyczna była PRL, słowami demokratyczna jest Rosja Putina. Granica jest bardzo cienka. Mamy już potulny Trybunał, a politycy ostrzą zęby na zwykłe sądy. Na szczęście te działają jeszcze sprawnie i niezależnie. Dziewczyny, które na czarno protestowały przeciw łamaniu praw kobiet zostały uniewinnione. Ich kolega wyszedł na idiotę, miejmy nadzieję, że wyciągnął wnioski. Nauczyciel zamieszczający na YouTubie link do Ucha Prezesa ma kłopoty, ale mam nadzieję, że zdrowy rozsądek weźmie górę, bo przecież nic takiego nie zrobił co nie mieściłoby się w ramach wolności słowa. Ale to pokazuje, jak skłócone jest nasze społeczeństwo, w tym środowisko oświatowe. Ktoś wsadził kij w mrowisko i czerpie z tego polityczne korzyści.

Inna sprawa gdy za szykanowanie biorą się osoby lub instytucje, które powinny dawać przykład i stać na straży praw obywatelskich. Przypadki kuratorów zniechęcających dyrektorów i nauczycieli do legalnego strajku, krytykujące rodziców za nieposyłanie w ramach protestu dzieci do szkoły, z pewnością wpisują się w tę patologię. Niektórzy kuratorzy, chyba zaślepieni politycznym sukcesem, prawdopodobnie zapomnieli jakie są ich kompetencje i do czego są powołani.

Zupełnie innym przypadkiem jest skandaliczna wypowiedź posła Pięty o lumpeninteligencji, którą poczułem się osobiście dotknięty, bo nijak się ma do rzeczywistości. To nie pierwsza kontrowersyjna wypowiedź tego pana. Jest to prawdopodobnie jakiś przypadek wymagający leczenia, ale ma on przecież swoich zwierzchników, którzy powinni zadbać o to, by poziom debaty nie sięgnął rynsztoka. Nie dbają. Może inaczej już nie potrafią.

Jako nauczyciel ostrzegam! Zaczynamy czerpać z najgorszych wzorców! Anarchia i warcholstwo kiedyś doprowadziły nasze państwo do upadku, to pierwsze. Pycha, buta i wiara w nieomylność jednej opcji politycznej, doprowadziły do tego, że w obliczu wojny okazaliśmy się bezbronni jak dzieci. Paradoksalnie… czasy, w których szukaliśmy narodowej zgody i dążyliśmy do kompromisu są dzisiaj przedstawiane jako czasy zdrady i porażki… Czy Polacy naprawdę mają w sobie gen autodestrukcji???