Jarosław Bloch

CO Z TĄ EDUKACJĄ?

Reforma dobrze zaplanowana…

Wiele spraw na tym świecie ma drugie dno. Jedno się mówi, a drugie robi. Nie jest to żadna nowość. Ciężko oprzeć się wrażeniu, że w obecnej awanturze o polską oświatę nie chodzi o dobro uczniów i jakość oświaty, ale o coś zupełnie innego. Gdy nie wiadomo o co chodzi, to przeważnie chodzi o pieniądze. A ponieważ ta reforma zalicza się do tzw „dobrej zmiany”, to chodzi też o politykę… Bo z politycznego punktu widzenia szkoła, która uczy jedynie faktów, to szkoła ze wszech miar kłopotliwa.

Apolityczna szkoła to coś do czego powinniśmy niestrudzenie dążyć. Jednak polityka bardzo często buciorami wchodziła do szkół. W okresie międzywojennym, w PRL-u… nawet się z tym nie kryła. Teraz, po pięknym okresie III RP, kiedy mogliśmy po prostu uczyć, rozpocznie się czas przemycania słusznych treści pomiędzy wierszami. Zacznie się od wielkiej wymiany dyrektorów. Nawet nie chodzi o to aby dyrektor był swój, grunt aby był bojaźliwy, lub taki, którego można łatwo szantażować, np. gdy coś się na niego ma. Dyrektorzy zrobią swoje, zwolnią kogo trzeba, zatrudnią kogo trzeba. Oczywiście można przeciwko dyrektorom występować do sądów pracy, ale… już inny minister pracuje nad zastraszaniem sędziów, aby sądzili tak jak sądzić powinni… Skarga do kuratorium, wydziału edukacji? Ejże! Kuratoria przecież już opanowane i w pełni dyspozycyjne, lepiej nie fikać, bo roboty nie znajdzie się w całym województwie. A samorządy? Z wiecznym deficytem w swojej kasie, nie będą zajmować się jakąś głupią szkołą, skoro głównym problemem będzie terminowe wypłacanie 500+…

Oświata z gimnazjami pasowała do dzisiejszych czasów, w których człowiek co chwilę zmienia pracę, miejsce zamieszkania, ciągle się szkoli. System przyzwyczajał do szybkich zmian, trzeba było odnajdywać się w nowej sytuacji. Teraz zatrzymamy dzieci osiem lat w podstawówce. Nadopiekuńcze mamusie na pewno się cieszą, nawet nie wiedząc, że w przyszłości dziecko z tego będzie miało większy kłopot niż pożytek… Ale tutaj także jest drugie dno. Osiem lat to szmat życia wypadającego akurat w czasie, w którym kształtują się poglądy dziecka na wiele spraw. Biorąc pod uwagę to, że nad wychowaniem czuwał będzie przez ten czas jeden słuszny dyrektor wespół z proboszczem, to wiemy już czemu ma służyć ta zmiana. Tu nie chodzi o wiedzę, tu chodzi o nowy model człowieka. Indywidualizm, ma zastąpić kolektywizm i klientelizm.

Mniej ważne jest to z czego młody człowiek będzie się uczył. Byle było słuszne ideologicznie. Ministerstwo dało jasny sygnał, że to co w podręcznikach ma drugorzędne znaczenie, dopuszczając obecne książki do 7 i 4 klas, robione na kolanie. Liczy się tylko to, aby z tych podręczników wyrugować kwestie drażniące twardy elektorat. Stała cena książek ułatwi wskazanie podręcznika z którego należy nauczać. Konkurencji pomoże polityka. Zresztą… walczące o przetrwanie wydawnictwa wydrukują co im każą. Będzie jak za PRL-u, gdzie w szkole uczyło się dla ocen, a w domu mądrzejsi rodzice korygowali i uzupełniali wiedzę… Tylko ilu będzie tych mądrzejszych?

Przy okazji zmian, zawiesza się zasady zwolnień nauczycieli wg KN. W czasie rewolucji stosuje się wszak rewolucyjne metody. Dobra zmiana zmiecie więc tę część wykształciuchów, której nie udało się zwolnić poprzednim ministrom. Oczywiście właściwy PR sprawi, że będzie to przedstawione inaczej. Pracę dostaną wszyscy na umowach stałych, przynajmniej na razie. Tych z umów czasowych po prostu się nie zatrudni od września, a ci którym zaproponują godziny w kilku miejscach, zwolnią się w najbliższych latach sami, bo nie wytrzymają bieganiny pomiędzy szkołami. Ci którzy zostaną, będą już grzeczni, pozostając wdzięczni systemowi, który ich łaskawie nie zwolnił. Machną ręką i stwierdzą, że z systemem lepiej nie zadzierać. Samorządy nie pomogą, im też to na rękę, bo zwolnienia zrobią się same, z automatu, a winna będzie bezosobowa reforma.

Jeśli zastanowić się nad tym, to wygląda to na doskonale zaplanowaną akcję. To co dzieje się w szkołach jest jak widać częścią znacznie szerszego planu. Gdziekolwiek spojrzymy, tam nie ma już do kogo się zwrócić. Kuratoria opanowane, samorządy w większości boją się odezwać, związki podzielone, środowisko nauczycielskie również podzielone i zastraszone. Media? Część zawłaszczona i mówi co każą, druga część drży aby tej niezależności nie stracić. Wyjść na ulicę? Część nie wyjdzie, bo zatrzymano ich w domach dając 500. Ci którzy jeszcze wychodzą, są powoli kompromitowani i mieszani z błotem, dla przykładu. No to może kolejne wybory? Może wtedy zatrzymamy to szaleństwo? Czyżby? W Rosji i na Białorusi przecież demokracja jest, ludzie chodzą do wyborów, tylko ich wynik jakiś taki do bólu przewidywalny… Tym bardziej, że do wyborów zapewne zmieniona zostanie ordynacja wyborcza. Na opozycję nie ma na razie co liczyć, daje się rozgrywać i zajmuje się bardziej walką między sobą. Nawet nie możemy liczyć na pucz, bo całe dowództwo armii jest już wymienione i raczej poprze dobrodzieja, który umożliwił te wszystkie szybkie awanse… Widać, że „dobra zmiana” była doskonale przemyślana… Ileż czasu i energii trzeba aby coś takiego uknuć? Chyba wymyślił to ktoś kto ma dużo czasu, nie ma żony, dzieci i konta w banku…

Tylko… przypomina mi to trochę bananową republikę w Afryce, w której rządzi sitwa z satrapą na czele. Tyran dzieli, rządzi, dowodzi. Takie modele funkcjonują przecież tu i ówdzie przez dziesięciolecia. W jednym miejscu w końcu upadają, ale w innym się odradzają. Albo lata 30-te, bo przecież faszyści w eskorcie policji spacerują już dumnie po naszych ulicach. A co na to ludzie? Ludzie nie uczą się na błędach, mało wiedzą o świecie (wolą konsumować niż się uczyć). Ludzie jak zwykle obudzą się zbyt późno. A może ze mną coś nie tak? Może to ja zbyt wiele od ludzi wymagam?

1 Komentarz

  1. Rafał Orlikowski

    Maj 2, 2017 at 10:27 am

    *Oczywiście, że asem w ich ręku są pieniądze. Duże grono nauczycieli wyzbędzie się swoich zasad, będzie uciszać sumienie i zgodzi się na wykonywanie poleceń, bo zasady i sumienie nie opłacą rachunków i nie zapłacą za zakupy na obiad dla ich dzieci. Wielu ugnie kark i będzie milczeć. I dobrze ich rozumiem, bo łatwo się buntować, kiedy nie ma się nic do stracenia, łatwo się buntować, kiedy niczym się nie ryzykuje. „Milczenie jest srebrem- Posłuszeństwo to złoto”. Samorządy nie będą miały pieniędzy na reformę, przez co dojdzie do bałaganu, prowizorki i chaosu- wina spadnie na nich, co będzie głośno obwieszczane i co pozwoli na ich wymianę, na tych „swoich, posłusznych i jedynie słusznych”- Welcome to the PRL-Bis, słuszna linia partii i inne pierdoły, które dużo osób jeszcze pamięta, a co niektórzy chyba nawet za tym tęsknią. Podsumować to wszystko można chyba tak:
    „Kolektywnie myśląca zidiociała hałastra i chciałbym krzyknąć -Basta ale siedzę w tym po uszy bo pilnuje mnie kasa- co cały bunt potrafi zdusić”.

    *Za błędy odpowiada Windows, a moje konta zostały zhakowane.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

*