Pobicie gimnazjalistki z Gdańska odbiło się szerokim echem w mediach. Szkoda, że dopiero teraz, chociaż lepiej późno niż wcale. Z brutalizacją szkolnego życia szkoły sobie nie radzą, wie to każdy nauczyciel pracujący na trudnym terenie. Ale to tabu. Problem nie pojawił się nagle. Narastał stopniowo wraz z upodabnianiem się polskiego społeczeństwa do społeczeństw zachodnich. Nauczyciele alarmowali, dyrektorzy rozmywali problemy, kuratoria podejmowały działania pozorowane, politycy chowali głowy w piasek, rodzice zwalali winę na szkołę. Tak było przez lata. Potem do rąk dzieciaków trafiły cyfrowe gadżety, a w sklepach i w necie zaczęto sprzedawać dopalacze. Wszystko to nie mieściło się w żadnych dotychczasowych procedurach. Życie dzieciaków przeniosło się do sieci, a świat dorosłych pozostał w realu. Straciliśmy panowanie nad młodym pokoleniem. Jednak najgorsze jest to, że od dwóch lat dyskusja dotyczy jedynie tego czy będzie gimnazjum, czy 8-letnia podstawówka. Jedni gloryfikują podstawówki, inni gimnazja, tak jakby samo utrzymanie danej struktury organizacyjnej miało rozwiązać problemy wychowawcze. Błąd. Problemy wychowawcze gimnazjów naturalnie przejdą teraz do podstawówek. Agresję nadal zamiatać będziemy pod dywan.

Problem zaczyna się na dole. Nauczyciel nie chce widzieć i słyszeć pewnych rzeczy. Przekleństw, ubliżania, obelg rzucanych przez uczniów od których tylko krok do fizycznej agresji. Nie chcą słyszeć, bo gdy usłyszą, to… wyjdzie na jaw cała bezsilność naszego systemu. Psycholog pogrozi palcem, może spisze jakąś notatkę. Teoretycznie podchodzi to pod patologię, więc można nawet zgłosić na policję. Ale policja ma ważniejsze rzeczy na głowie. Dyrektor raczej sprawę wyciszy, bo to niepotrzebny negatywny rozgłos, a wiadomo, że każdy uczeń na wagę złota. A więc zostaje uwaga, obniżenie zachowania, nagana, z czego gówniarze się wręcz śmieją, bo żyją w świecie w którym system wartości dorosłych nie jest na pierwszym miejscu. Wezwani zostaną z pewnością rodzice, lecz ci… po swojej stronie winy w większości nie widzą. Miałem nieraz okazję rozmawiać z rodzicami zdemoralizowanych uczniów. Rodzice zbyt często nie są w ogóle konsekwentni, dzieci mają wszystko, mimo że swoją postawą, wynikami w nauce i opiniami nauczycieli, na to nie zasługują. Ale jak to nie dać własnemu dziecku wszystkiego co najlepsze? Zresztą… rodzice zawsze podkreślali, że w domu to takie grzeczne dziecko. Krótko mówiąc dawali się robić w bambuko jak przedszkolaki, bo nie dopuszczali myśli (może z premedytacją, aby żyć dalej w samozadowoleniu), że dziecko jest już w takim wieku, że swoją podwójną moralnością robi z nich po prostu głupców. Używam mocnych słów, ale podejście rodziców jest wręcz karygodne. Na potrzeby tego wpisu prześledziłem kilkaset komentarzy do sytuacji z Gdańska. Zwykli internauci mówią to samo.
Np podpisujący się jako Też rodzic nastolatki, zwraca uwagę na podejście rodziców i co wychodzi często w rozmowach z nastolatkami (potwierdzam), na kompletny brak rozmów z rodzicami: A gdzie są ich rodzice???! Czy to efekt wychowania bezstresowego? Moje dziecko gdyby było „bohaterem” takiego filmiku to nie siadło by na tyłek przez tydzień. Uważam że w takiej sytuacji należy przede wszystkim ukarać RODZICÓW. Ja ze swoją córką rozmawiam codziennie i nie ma znaczenia że nachodzi ją na zwierzenia o 19-20 jak już marzę tylko o tym żeby się położyć przed TV – dla dziecka zawsze znajdę czas.
Czy wszyscy znajdują czas dla dzieci? No właśnie. Inna internautka, Małgorzata, zwraca uwagę na skandaliczne zachowanie rodziców agresywnych gimnazjalistek: (…) Przeraża mnie tez NAGANNE zachowanie matek-rodziców (…) Pokazywanie środkowego palca przez z jedną z matek dziewczyn winnych tego zajścia, prosi wręcz o zastosowanie kary wobec niej w postaci sprzątania obiektu szkolnego włącznie z pomieszczeniami toaletowymi, żeby po prostu wykorzystać ten WYSTAJACY PALEC, który zręcznie wyczyści toalety szkolne.
Krótko, ale dosadnie pisze o tym też mamusia: najgorsze w tym wszystkim jest to, że każda mamusia myśli, że ma ósmy cud świata.

W podobnym tonie kilkadziesiąt innych komentarzy. Czyli ja widzę, pan widzi, społeczeństwo widzi, szkoła widzi i co? I nic. Paraliż totalny. Mnogość procedur i odwołań od decyzji sprawia, że agresywnemu uczniowi nie można właściwie nic zrobić. Bo co? Wyrzucimy go, skoro jest obowiązek szkolny? Przerzucimy gorący kartofel do innej klasy lub szkoły? Będziemy trzymać w nieskończoność, aby demoralizował następnych? A może przepchniemy przez szkołę aby jak najszybciej ją skończył? To półśrodki. Wszystko uchodzi takiemu płazem, co demoralizuje kolejnych uczniów widzących paraliż naszego systemu. Nic nam nie zrobią! – „krzyczą” uświadomieni gówniarze. Nic wam nie zrobimy! – „krzyczymy” swym „dorosłym” postępowaniem.

Obok agresji słownej pojawia się agresja której nie widzimy. Ta w sieci. Dzieciaki wyposażone w smartfony, których nie wiedzą jak z pożytkiem używać, robią sobie nawzajem na portalach społecznościowych krzywdę. Obśmiewanie, kompromitowanie, linczowanie, obmawianie, rozsiewanie plotek… wszystko to uderza w najsłabszych, a robione jest często w szkole, nawet na lekcjach, gdzie nieskuteczni nauczyciele walczą z wiatrakami, nie wiedząc nawet, że sami są często bohaterami filmików w sieci. I ofiarami przemocy. Czy któryś z rodziców zdobył się kiedyś na wysiłek i przeanalizował godziny w których pociecha jest aktywna w necie? Raczej nie. A skoro jest w sieci, to nie ma jej na zajęciach. Pała, pała, zaległości, agresja, bo wszyscy winni tylko nie ja. Dziecko ze smartfonem w dłoni często wydaje się grzeczne, a w tym samym czasie robi kciukiem krzywdę rówieśnikowi… A jest takie mądre powiedzenie o małpie, której dano brzytwę. Dla wielu dzieci tą brzytwa jest dzisiejsza technologia, zupełnie poza rodzicielską kontrolą. Technologia to narzędzie, którym, jak każdym narzędziem możemy zrobić sobie krzywdę.

W Gdańsku technologia przydała się na tyle, że sprawa (przypadkowo) wypłynęła. Inaczej (jak wiele innych) rozeszłaby się po kościach. Uległa by wyciszeniu. A przecież takie problemy są codziennością wielu gimnazjów i podstawówek. Tak, podstawówek, bo i tam dochodzi do podobnych zdarzeń. Internauta ~popo pisze: A w podstawówkach też jest przemoc i to czasem większa niż w gimnazjum. Jakie przyzwolenie?? Nikt nikomu nie pozwala na bicie, ale nauczyciele nie mają wpływu na to, jak rodzice dzieci wychowują.
Potwierdza to babcia podpisująca się jako Alicja17 : To nie tylko na pomorzu tak sprawa wygląda. Myślę że wszędzie tak się dzieje tylko nikt nie zgłasza tego na policję. Mój wnuczek musiał zostać przeniesiony z jednej szkoły do drugiej z dnia na dzień bo w jego klasie był kolega który codziennie wywoływał bójki a ofiarą był mój wnuczek, jak jedna koleżanka stanęła w jego obronie to też musiała zmienić szkołę bo też stała się ofiarą. Uczeń który tak dokuczał mojemu wnukowi powtarzał klasę czwartą i tak zastraszył innych uczniów w tej klasie że reszta musiała się jego słuchać. Były prowadzone rozmowy w tej sprawie z Panią Wychowawczynią z Panią Dyrektor szkoły ale one rozkładały ręce i czekały aż sprawa rozwiąże się sama.

W Gdańsku mieliśmy do czynienia z grubszą sprawą. Co prawda noże i maczety jeszcze nie poszły w ruch, ale kopanie po głowie może skończyć się kalectwem. Internauta sbbn pisze: przecież na nagraniu widać, że nie była to zwykła szarpanina. kopanie człowieka po głowie to próba zabójstwa. powinny być sądzone jak dorosłe, a nie sądzik dla nieletnich, opieka pani kurator i pisanie wypracowań: „już będę grzeczna”. w normalnym państwie taka osoba już siedziałaby i nikt by się nie pytał o powody pobicia. (…) a szkoła pewnie ma certyfikat „szkoła bez przemocy”? Bo w naszym kraju wszystko jest zamiatane pod dywan? A z ankiet wynika że w szkole tej nie ma przemocy?! całe to Polskie państwo na niby i ciągła fuszerka we wszystkich dziedzinach.
Komentarz ten zwraca uwagę na dwie ważne rzeczy: bylejakość wkraczającą w nasze życie (ale o tym osobny wpis) i na wagę czynu. Tą sprawą powinna zająć się Policja i sądy. No właśnie… Policja i sądy. Policja przyjeżdża, spisuje i… nic z tego nie wynika. Może ktoś, kto jeszcze nie miał z Policją do czynienia ma jeszcze jakiś respekt. Ci, którzy mają „doświadczenia” są wyluzowani, bo wiedzą, że od notatek policyjnych do realnych konsekwencji jest daleka droga. Paraliż. A nawet gdy konsekwencje są, to nie są zbyt dotkliwe. Młodzież to widzi i wie, że może wszystko.

Kuratoria to kolejny słaby element w tej spirali przemocy. Są, robią ankiety, ale najbardziej dbają o to aby same były bez zarzutu. Urzędnicza spychologia zwala problem agresji na szkołę. Ważne jest to co na papierze, a papier, jak to papier zniesie wszystko. W realu wielkie kontrole i wielkie programy naprawcze są mniej ważne, ważniejsza jest pomoc przy rozwiązywaniu konkretnych problemów. Z tym niestety ciężko. Pamiętam gdy szkoła w której pracowałem, walcząc z kiepską frekwencją, zmieniła regulamin usprawiedliwiania nieobecności. Pani wizytator zakwestionowała go, mimo że rozwiązanie żywcem zerżnęliśmy z dobrego warszawskiego liceum. Kuratorium powinno zmienić nazwę na coś wspierającego uczniów i rodziców, bo nauczycieli i szkoły już wspiera rzadziej. Myślę, że wydarzenie w Gdańsku skończy się na kontroli papierów i programie naprawczym (kolejne papiery). Internauci też na to zwracają uwagę. Coolman pisze: Teraz się szanowne kuratorium obudziło???? A gdzie był nadzór nad podległymi placówkami?
Albo internautka gaja: Kontrole w szkole? W domu przeprowadźcie. Kto takie bachory wychowuje na przestępców…
To samo podpisujący się abc : Kontrola po fakcie? Hahaha, takie rzeczy się dzieją w gimnazjach od lat, tu trzeba cały system zmienić, a nie kontrolować po fakcie! Kontrolują bo muszą, żeby nie było!
Slawekkuba pisze dosadnie: Pani Kurator Pomorska wygłosiła w mediach mowę, w której orzekła, że od 1 września już takich przypadków nie będzie, bo dzięki reformatorskim działaniom PIS w szkołach zaroi się od psychologów, zajęć profilaktycznych, programów wychowawczych oraz rodziców, którzy ochoczo będą te programy współtworzyć, decydować o ich przebiegu a nawet w nich uczestniczyć (…) Uprzejmie informuję panią kurator, że nic się nie zmieni, bo programów, planów, zajęć i psychologów jest dość. Tyle, że jedynym realnym narzędziem do wpływania na dzieci problematyczne jest prośba o poprawę. Szkoła i nauczyciel nie ma ŻADNYCH skutecznych narzędzi do zwalczania patologii i zagrożeń.

Dzieci są brutalne wobec siebie. Zawsze tak było. Dziś szczególnie, bo ilość gadżetów, markowych ubrań, dzięki którym możemy poczuć się „lepsi”, jest wyjątkowo długa. Oficjalnie z segregacją walczymy, ale trwa ona w najlepsze na szkolnych korytarzach. I znów rodzice dali się ponieść wyścigowi: więcej, drożej, markowo. Sami gubią sens życia zastępując szczęście drogimi gadżetami na które biorą nowe kredyty. I w takim duchu wychowują dzieci. Musisz mieć staje się ważniejsze od musisz być. A że nie każdy może mieć, to mamy kolejne pole konfliktu.
Podpisujący się piotro pisze: Gnojenie ucznia przez ucznia następuje już w podstawówce (wygląd, status materialny rodziców, wyniki w nauce, później dochodzą pierwsze miłości). Każda szkoła ma gdzieś skargi rodziców poszkodowanych (wszak spada szkole w ranking, bo jest przemoc) (…) dywan do zmiatania jest pojemny.
Na to samo zwraca uwagę Lidka: Moja córka chodzi do 3 klasy i mam to samo, nie stać mnie na markowe ciuchy, a rodzice szaleją oj szaleją i co zrobić. Dziecko mi odizolowali.
A więc może pomysł mundurków nie był taki zły? Chociaż wg zasady zastaw się a postaw się, zaraz pojawiłyby się lepsze mundurki dla lepszych i gorsze dla gorszych. Bo problem tkwi w ludziach.

Agresja w szkole to także agresja wobec nauczyciela. Arogancja, podnoszenie głosu na belfra, nie wykonywanie poleceń, chamskie zachowanie są na porządku dziennym. Młodzież czuje się bezkarna, bo widzi, że nic nie możemy. Do niedawna sądziłem, że nic mnie w szkole nie zdziwi. Szczególnie po doświadczeniach z wojska, gdzie służyłem jako dowódca 30-osobowego plutonu saperów i radziłem sobie ze wszystkim. Około 70% moich żołnierzy miało skończoną jedynie podstawówkę, a prawie 60% konflikty z prawem. Myślałem, że gorzej być nie może. Ale w ostatnich latach wymiękam. W wojsku stała za mną murem cała machina, która niepokornego delikwenta mogła dosłownie zmiażdżyć. W szkole stoi za mną tłum chowających głowę w piasek i zamiatających wszystko pod dywan eunuchów, w których oczach widzę strach. Jestem sam.

Problem agresji nie dotyczy oczywiście całej młodzieży. Dotyczy, tak na oko, od 5% w lepszych szkołach do 30% w gorszych. Ale to wystarcza aby rozwalić nawet najlepiej przygotowane zajęcia, a koledze, który chce się uczyć, odebrać szansę na lepszą przyszłość. Bo przeważnie tak jest, że agresywna mniejszość terroryzuje spokojną większość. Agresja jest cool, ci grzeczni to ofiary. Na szkoleniach uczą niewiele. Głównie tego jak lawirować w gąszczu przepisów i przy tym nie dać zrobić z siebie kozła ofiarnego, czyli aby było w porządku w papierach. Żadne szkolenie nie nauczyło mnie skutecznego postępowania z agresorem, lub obrony grupy przed demoralizacją mniejszości. W końcu szkolący też szkolą w ramach tego sparaliżowanego niemocą systemu.

A może ten system jest zły? Może zachodnie programy wychowawcze, na których się wzorujemy, są dobre na człowieka wychowanego tam? Może nas trzeba mniej po ludzku a bardziej za mordę? Tak jak to pisze z rozrzewnieniem starszy internauta Andrzej: Mnie w piątej klasie szkoły podstawowej (połowa lat 60.) uczyła starsza, chodząca o lasce, jeszcze przedwojenna nauczycielka. W klasie stał od dawna nieużywany, ale niczym nie zabezpieczony piec kaflowy. Kiedyś jeden z niesfornych kolegów rozpalił w tym piecu ogień, czym zadymił całą klasę. Nauczycielka nie przejmując się prawami ucznia wzięła do ręki laskę i tak tego ucznia zaczęła na oślep okładać, że tylko kurz się unosił. Wszyscy tę reakcję uznali za coś normalnego i zgodnego z kanonem wychowawczym. Gdzież te czasy?
Może tutaj, w kraju gdzie demokracja i prawa jednostki mylą się nieustannie z anarchią, ten zachodni system wychowania można wrzucić do kosza? Pomyślał ktoś o tym? Oczywiście nie, bo sama myśl, że naszemu społeczeństwu bliżej do standardów rosyjskich niż zachodnich jest u nas wielką herezją. Oj nie lubimy czuć się gorsi od zachodu… Ale za pięknymi słowami nie idą często czyny. Nasza europejskość to piękna fasada, za którą rozciąga się, od Odry do Bugu, wielka stajnia Augiasza. Od czego by tu zacząć sprzątanie? Nawet taki mądrala jak ja tego nie wie, taki tu bałagan.

* Cytaty z portalu Onet.pl – pisownia komentarzy oryginalna