Jarosław Bloch

CO Z TĄ EDUKACJĄ?

Nieustannie zdziwieni

Wyniki matur jak zwykle zdziwiły komentatorów. Ktoś ubolewa nad stanem czytelnictwa, ktoś dziwi się jak można nie przekroczyć progu 30%, jeszcze ktoś dziwi się, że młodzież nie rozumie procesów, które rozumieć powinien każdy średnio rozgarnięty człowiek. Zaraz zacznie się czas polowań na czarownice, kogoś spali się dla przykładu na stosie, zapowie się częstsze kontrole. A potem sprawa ucichnie i będzie można spać spokojnie… do przyszłorocznych matur. Nie dziwią się tylko nauczyciele, od lat alarmujący, że poziom leci na łeb na szyję. Także ja, nauczyciel i egzaminator mówię wprost: za rok będzie gorzej.

Dlaczego jeszcze ktoś się dziwi? Nie było go w kraju przez ostatnich kilkanaście lat? Przecież sukcesywnie, rok po roku, kolejne ekipy dokładały swoich cegiełek. W nieprzemyślany sposób, chaotycznie budowały gmach, w którym zapomniano o cemencie.

Założenia były ambitne. Jedna matura w całej Polsce, sprawdzana przez egzaminatorów zewnętrznych. Byłem za, jak wielu. Niestety przy wprowadzaniu gimnazjów zabrano fakultety, czyli dodatkowe godziny dla maturzystów z danego przedmiotu. W zamian dano rozszerzenia, jednak liceum skrócono do (realnie patrząc) 2,5 roku… Na dodatek przez kilka lat coroczne zmieniano zasady organizacji matur, zdarzało się we wrześniu stanąć przed grupą maturzystów i z rozbrajającą szczerością powiedzieć: Nie wiem do końca jak będzie wyglądała matura w maju… Przy okazji ustalono próg matury na poziomie zaledwie 30%. Zrobiono tak, choć wiadomo nie od dziś, że część osób zawsze celuje w minimum wymagań. A w obawie przed gniewem mniej „ambitnych” maturzystów, naciągano prace progowe, nawet od 25%!!!

Potem zmieniła się ekipa i nadszedł minister Giertych. Wprowadzono amnestię maturalną. Zrobiono to między innymi w reakcji na słabe wyniki matur, czyli postąpiono wg zasady: jest źle, to obniżamy poprzeczkę, żeby lepiej to wyglądało… Dramat. Na szczęście amnestia obowiązywała tylko 2 lata.

Zmieniła się ekipa i edukacją zajęła się nieomylna ekipa minister Hall, która także (przypominam) nie cierpiała konsultacji i dyskusji. Wprowadzono rozszerzenia z interesującego maturzystę przedmiotu, ale… kosztem przedmiotów pozostałych. Jednocześnie wybrane przedmioty rozszerzone… wyrzucono z grona przedmiotów decydujących o zdaniu matury. Wow! O zdaniu matury decydowały: polski, matma i wybrany język. Dodatkowy można było sobie „zdać”nawet na 1% i nie miało to wpływu na zdawalność matury… Kto by się więc przejmował dodatkowymi przedmiotami… Pamiętam jak dziś, gdy ochrzaniałem uczniów za słabą maturę próbną. Jeden uczeń wstał i powiedział: Co się pan profesor denerwuje, przecież nie ma znaczenia na jaki wynik to napiszemy.

A potem dotarł do liceów niż demograficzny. Wraz z niżem otwarto wrota liceów dla słabeuszy, którzy dotąd uczyli się w zawodówkach. Coś na zasadzie: nie nauka lecz chęć szczera zrobi z ciebie… maturzystę. W tym samym czasie na szkoleniach OKE położono nacisk na ocenianie holistyczne, które być może jest skuteczne przy ocenianiu ambitnych, oczytanych i dobrze przygotowanych maturzystów, ale nie sprawdza się w ocenianiu ludzi, którzy się nie uczą i piszą bzdury. W bełkocie niedouczonych zaczęliśmy szukać błysku geniuszu…

Jeszcze ktoś zdziwiony? No to na koniec wisienka na torcie. Obecna reforma sprawia, że młodzież czuje się bezkarnie, bo jak tu spuścić do podstawówki kogoś, kto podstawówkę skończył? W tym roku wyjątkowo mało słabych uczniów zostało w 1 klasie gimnazjum, co nie wróży przyszłym wynikom matur. W dodatku kolejne roczniki uczyć się będą na podstawie pisanych na kolanie programów i wydawanych na szybko podręczników. Dodam, że wrota liceów i techników są nadal szeroko otwarte dla każdego.

Jest oczywiście możliwość, że nasi politycy zastosują kreatywne egzaminowanie. Trudność testów obniży się do granic absurdu na zasadzie: 2+3+x=8, zakreśl niewiadomą… Rzeczywistość można oszukać, zresztą nie pierwszy raz. Coraz więcej osób stosujących „metodę” totolotka przechodzi przez kolejne etapy kształcenia. Tylko… po co ta cała ściema? Może zapiszmy ich do szkoły i na koniec zaprośmy po świadectwa. Przynajmniej wszyscy się wyśpią.

1 Komentarz

  1. To co się dzieje u nas na maturach to kpina. Wszystko musi być wg klucza wymyślonego przez niewiadomo kogo, zero możliwości wykazania się, samodzielnego myślenia. Wszystko wykute wg wzoru. Program nauczania również fatalny, generalnie przydałaby się jakaś porządna reforma tego wszystkiego.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

*