Jarosław Bloch

CO Z TĄ EDUKACJĄ?

Kij i marchewka

Widać już dziś, że nieprzygotowana do końca reforma wywoła organizacyjne problemy. Jeśli nie można zgasić pożaru, to trzeba odwrócić od niego uwagę. Dlatego dla uciszenia buntów czeka marchewka w postaci 500+ dla belfra, który będzie grzeczny i w najbliższych wyborach przyczyni się do zachowania status quo, bo przecież tylko w tych warunkach dostanie obiecane bonusy…

Obiecana marchewka ma odwrócić uwagę. Od czego? Od bałaganu organizacyjnego i kompetencyjnego. Biegający pomiędzy szkołami nauczyciele mający 2-3 szefów, to będzie standard w tym roku szkolnym. Oczywiście mówię tutaj o belfrach miejskich, bo ci na prowincji powinni być wyposażeni w helikoptery, aby zdążyć z lekcji na lekcję. Ci to nawet do pięciu szefów dobiją… A może szkoły z tego wybrną wysyłając nauczycieli na kolejne podyplomówki, aby uzupełnili wykształcenie? Będzie pan lub pani od wszystkiego. Rano matma, potem plastyka, na koniec dnia historia, a kolejnego dnia chemia i biologia. Niby człowiek omnibus, ale nawet głupawe reklamy mówiły, że jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego… Jakość i efektywność takiej pracy? Sami zgadnijcie.

Niedostatki w wyposażeniu? No to na początek klasyczne malowanie trawy na zielono… Na razie Omnibus nauczy bez podręcznika, bo przecież praca bez podręcznika gwarantuje, że dziecko będzie bardziej kreatywne. Jakieś pracownie? W małych szkółkach na prowincji cała wieś stanie na wysokości zadania, przyniosą niepotrzebne kanki i garnki aby wyposażyć pracownię chemiczną, a Zdzicho zrobi extra świniobicie, by dostarczyć preparatów do nauki biologii. Jaśko napędzi bimbru, aby serducho i wątroba miały w czym pływać. Tylko z ludzkim szkieletem trzeba będzie zaczekać na czasy gdy znowu pozwolą nabijać pedałów na pal. Patrząc na to co się dzieje w kraju, to już niedługo…

A co na lekcji? W szkole, dzięki poezji słusznych poetów, uczniowie dowiedzą się prawdy o Smoleńsku. Dowiedzą się o tym, że dzieci z in vitro to takie nie do końca normalne dzieci, a wycinanie lasów i polowania mają na celu ochronę przyrody. Dowiedzą się, że walka z globalnym ociepleniem polega na spalaniu większej ilości węgla i otwieraniu kolejnych kopalń. Dowiedzą się, że wszyscy którzy nie aprobują pomysłów na politykę rządu to ekoterroryści. Poznają „prawdziwą” historię Solidarności, zapiszą kto był bohaterem, a kto agentem. Szkolne wycieczki odbywać się będą szlakiem pomników prezydenta, który mężnie poległ, a w parkach narodowych przekąski kupować będą w sklepach z dziczyzną.

Przesadzam? Oczywiście. Ale tęsknota za kreowaniem rzeczywistości, sterowanej centralnie twardą ręką, jest w naszym kraju mocno zakorzeniona. Wiśta wio i do nowoczesności. Skoro nasi lotnicy potrafiliby latać na wrotach od stodoły, to uczniakowi wystarczy kreda i tablica. Doświadczenia na tablicy będą hitem kilku następnych sezonów. I tak większość samorządów ze strachu powie, że reforma wdrażana jest wzorowo i niczego nie brakuje… Za lojalnośc jest marchewka w postaci ciepłych posadek. Jakieś bunty? Krytykę wśród większości rodziców zdławił program 500+, teraz czas na nauczycieli. Pozycja kuratoriów została wzmocniona, a niespodziewane kontrole fanatycznych urzędników, decydować będą o ocenie nauczyciela. Kij już jest. Ale musi być też marchewka. Uczniowie już ją dostają, mogą kwestionować pracę egzaminatora i weryfikatora, a do szkoły w tym roku nie muszą się spieszyć. Marchwi jeszcze dużo w zanadrzu. Dla nauczyciela też wystarczy. Nie fikaj, rób swoje, trzymaj z nami to dostaniesz nawet 500 do pensji. Uznaniowo, bo tak łatwiej ludźmi sterować. A przecież te 500 to dla belfra niezła kasa. Plan prosty… kijem złamać mu zbyt twardy kręgosłup, tak żeby mógł żreć marchewkę prosto z ziemi i jeszcze był za to wdzięczny. Tylko… czy jest to jeszcze marchew, czy już buractwo?

1 Komentarz

  1. Rafał Orlikowski

    Wrzesień 2, 2017 at 7:04 am

    *
    Dobrze się żyje w kraju powszechnego rozdawnictwa, w państwie socjalnym, z rzetelnymi mediami i gospodarką centralnie sterowaną, w kraju, gdzie każdemu się coś należy i każdy coś dostać powinien, oczywiście nie od razu wszyscy, ale stopniowo, tak, żeby z czasem każdy dostał po równo, jedni wcześniej, inni trochę później: „500+ dla każdego”- teraz nadeszła kolej na nauczycieli. Tylko, że dla nauczycieli dyplomowanych i nie od razu, tylko od 2020 roku i nie 500, ale na początek 95 złotych, po roku ciut ponad 200 złotych, a dopiero od 2022 roku dodatek wyniesie te magiczne 500 złotych. I drobny szczegół, ten dodatek będzie zależał między innymi od wskaźników ekonomicznych- jak te będą kiepskie to i podwyżki będą kiepskie, albo nie będzie ich wcale. Jeśli są tacy nauczyciele, którzy wierzą w te „500+” dla nich, to jak najszybciej powinni zrezygnować z wykonywania zawodu- bo po prostu są za głupi, żeby kogokolwiek nauczać.
    Zapewne jakieś pieniądze się znajdą, bo na przykład nie będzie trzeba już płacić pensji tym nauczycielom, sekretarkom i sprzątaczkom, które w wyniku reformy straciły pracę- zawsze to „kilka groszy oszczędności”. Nie wszyscy nauczyciele mają je dostać, nie wiadomo kto będzie decydował i na jakich zasadach będą podejmowane decyzje, który nauczyciel i ile tego dodatku powinien otrzymać.
    Raz już za 500 złotych udało się kupić sporą grupę wyborców, teraz szykują sobie grunt, żeby ten numer powtórzyć- jeśli im się to ponownie uda, to chyba zrzeknę się obywatelstwa, wyjadę stąd, bo niezbyt komfortowo żyje się w miejscu, gdzie spora część społeczeństwa to debile.

    * Za błędy odpowiada Windows

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

*