Na grono pedagogiczne padł blady strach. Komisje ustalać będą poziom moralności! Drżyjcie pedały i lesbijki! Drżyjcie lewacy i anarchiści! Drżyjcie żyjący w grzesznych konkubinatach! Drżyjcie rozwodnicy! Drżyjcie wymykający się od swych żon i mężów do kochanek i kochanków. Piłeś za młodu jabola lub paliłeś skręta? Bój się więc! Krytykowałeś ojca z Torunia? Masz przerąbane… Nowa inkwizycja zaprowadzi moralny porządek w szeregach belfrowni. Czy to też przełkniemy i zaakceptujemy?

Jako stary lewak i autor tego bloga też powinienem drżeć. Ale nie drżę. Po tylu latach pracy w oświacie jestem impregnowany na idiotów. Najwyżej stracę pracę i te magiczne 2,5 tysiąca, które jako nauczyciel dyplomowany miesięcznie pobieram. Poza oświatą też istnieje życie. Ale boję się o nadużywanie tego narzędzia, jakim jest ocena moralna nauczyciela dokonywana przez inną osobę. Zawsze będzie to do pewnego stopnia ocena subiektywna.

Dzisiejsze prawodawstwo w tym względzie spełnia swoją rolę. Jakoś mało słyszę o źle prowadzących się nauczycielkach i nauczycielach, a jeśli tacy są, to sprawy załatwiają komisje dyscyplinarne i sądy. Po co więc nowe regulacje? A wbrew pozorom przepis taki może mieć wielką moc! Postawy moralne i etyczne, które prezentujemy, wynikają przecież wprost z naszych poglądów politycznych i religijnych. To znakomite pole do popisu dla lubiących rozgrywki personalne, dla tych którzy wplątują do oświaty politykę i religię.

W niektórych szkołach ocena ta stanie się narzędziem rozgrywek pomiędzy nauczycielami, źródłem donosów życzliwych, może nawet szantaży. Stanie się batem dla dyrektorów uwielbiających grę ludźmi i stosujących mobbing w stosunku do pracowników. Pokusą, aby konkurenta lub podwładnego nieco stłamsić na gruncie pozazawodowym, skoro do jego pracy w szkole nijak się nie można doczepić…

Aż boję się co będzie gdy moc owej weryfikacji zostanie dostrzeżona przez rodziców uczniów, którym wpadło zbyt wiele jedynek. Albo sąsiadom nauczyciela, których od lat drażnią dwa miesiące wakacji nieroba, podczas gdy oni w środku lipca muszą popylać do pracy. To tylko Polska, więc nie bagatelizowałbym takich rzeczy. Od dawna wszak krąży żart, że Polak jest tym bardziej szczęśliwy, im bardziej jego sąsiad nie jest. To żart, ale mający swą genezę w naszych zachowaniach… A przecież każdy życzliwy donos trzeba będzie sprawdzić, bo okaże się, że 1 na 1000 donosów będzie prawdziwy i zrobi się afera. A trzeba też wiedzieć, że przy dzisiejszej technice, udokumentowanie czegoś nie stanowi problemu, nawet czegoś nie do końca prawdziwego. Każdy nosi w kieszeni dobrej jakości aparat, kamerę i dyktafon. Można zebrać „jednoznaczne” dowody. Takie jak pijanego pana profesora, który miał nieszczęście znaleźć się na wieczorze kawalerskim swego kumpla. Takie jak pani nauczycielka, sfilmowana w nocnym klubie w stroju nieco skąpszym niż w pracy, bo kobitka chciała może kogoś poznać, aby w końcu wyjść za mąż. Sytuacji dwuznacznych jest wiele.

Ale to już nie te czasy, gdy nauczycielka musiała być panną i grać swoją rolę przez 24 godziny na dobę. Rola nauczyciela się zmienia, pisałem o tym w poprzednim wpisie. Dziś w dobie internetu, w czasach upadku dawnych autorytetów, trzeba te autorytety zbudować na nowo. Czy zaufanie młodzieży wzbudzi belfer zmumifikowany przez swoje, do pewnego stopnia, sztuczne wzorowe prowadzenie? Czy może taki, który skróci dystans i pokaże, że mimo iż jest takim samym człowiekiem jak jego uczniowie, to dzięki nauce rozumie świat lepiej i stara się aby inni także go lepiej zrozumieli. Czy do tego procesu tak bardzo ważne jest to co nauczyciel robi po pracy? Czy ci sprzed 100 lat nie mieli swoich słabostek? Mieli mieli, tylko chowali je za szczelnie zbudowanym pancerzem. Dziś tego pancerza nie odbudujemy. Portale społecznościowe, wszechobecne kamery, fora internetowe, skutecznie obnażają nasze słabości, wady i ekstrawagancje. Zresztą… w tym zawodzie, w dzisiejszych czasach może wręcz trzeba być nieco ekscentrykiem i aktorem, aby dotrzeć do współczesnej młodzieży?

Wątpię aby ktoś został przez taką ocenę zwolniony z pracy (choć może się mylę). Ale chyba nie o to chodzi. A więc o co? Wydaje mi się, że o utrudnienie i uprzykrzenie życia. Droga odwoławcza od negatywnej oceny będzie z pewnością drogą przez mękę. Można się też spodziewać, że kłopoty takiego nauczyciela będą rosły odwrotnie proporcjonalnie do wielkości miejscowości w której mieszka i pracuje. O ile w dużym mieście napiętnowany belfer może jeszcze liczyć na wsparcie otwartych na świat znajomych, to już na konserwatywnej prowincji o takie wsparcie będzie trudno. A więc jeszcze jedna szpilka wbita zbyt nieszablonowym charakterom. Sygnał, że lepiej podkulić ogon i słuchać, dostosować się, podporządkować. I takiego samego człowieka wychować w szkole. Zamiast otwartego na świat i innych…

W trakcie studiów poznałem profesora z Francji. Miał na imię Bernard, pamiętam, bo ze studentami przechodził szybko na „ty”, mimo że miał siwą głowę i takąż samą brodę. Ale gdy prowadził wykład jego autorytet nie podlegał dyskusji. Wtedy po raz pierwszy zetknąłem się z tym, że nauczyciel rozmawia z tobą z jak z równym. A my co? Znowu chcemy zamknąć nasz autorytet w wieżach z kości słoniowej? Na siłę z nikogo autorytetu nie zrobimy…