Rzecz bez precedensu. Nazwiska autorów podstaw muszą zostać ujawnione! Szok! Ale jak to? Wszak pseudonimem posługiwało się wielu wielkich pisarzy, więc dlaczego tutaj nie można być anonimowym? Oj drodzy koledzy… zapomnieliście, że podstawy programowe to nie beletrystyka. Tutaj zakończenie powinno być przewidywalne. Choć może dlatego niektórzy chcieli pozostać anonimowi, bo ich praca to radosna twórczość, której podjęli się tylko dla pieniędzy?

W tempie, które narzuciła Pani Minister, oczywiście nie dało się nic nowego stworzyć. Większość podstaw więc… przepisano. Ale jak to? A gdzie prawa autorskie poprzednich twórców podstaw? Nie dziwię się, że nie chcą się ujawniać, bo przecież ktoś może ich oskarżyć o plagiat. I tak to metoda kopiuj-wklej stała się oficjalną metodą promowaną przez MEN. Tu coś zmienić, tam coś zmienić i gotowe. Oczywiście zmieniono w obszarach ideologicznie ważnych. Za odpowiednią kasę wszystko można napisać. Plus klauzula w umowie, że autor pozostanie anonimowy. Po co? Aby w prawdziwym życiu nikt nie dowiedział się, że autor się zeszmacił…

Mały eksperyment myślowy. Wyobraźmy sobie studenta, któremu nie chce się pisać od nowa pracy zaliczeniowej. Otwiera dwie książki, pracę kogoś innego i robi tzw kompilację treści. Oczywiście aby nikt się nie czepiał, tu i ówdzie coś zmienia, i oddaje pracę jako własną. Karygodne prawda? No więc dlaczego MEN nie ruga nowych autorów, których podstawy są w większości przepisane z podstaw starych? Mało tego. Czyjaś praca została tutaj często zniekształcona i okraszona post-prawdą i pseudonauką! Te nowe podstawy to faktycznie powód do wstydu, bo pokazują podwójną moralność autorów i całego MEN.

Na koniec wisienka na torcie. Teoria spiskowa. A może podstawy programowe nie mają autorów!? Może zebrało się kliku partyjnych aktywistów, wycięło to co niezgodne z linią partii, dodało trochę pseudonauki i już. Podstawa jak malowana. A tu źli ludzie każą autorów przedstawić! Tylko jak z tego wybrnąć? Toż to nie Policja. Tutaj nie znajdzie się Kulson, który powie wszystko co dowódca każe, nawet największą bzdurę. Szanujący się naukowiec Kulsonem nie chce być. Może więc MEN przeciągając sprawę, szuka na terenach post pegeerowskich ludzi, którzy za odpowiednią kasę i skrzynkę jaboli zgodzą się być edukacyjnymi Kulsonami?