Jarosław Bloch

CO Z TĄ EDUKACJĄ?

Technologia… Oszukiwania

Francuzi wprowadzają zakaz przynoszenia telefonów do szkół, dlatego jeszcze raz powracam do tematu technologii za którą nie nadąża współczesna szkoła. Tym razem w kontekście ściągania, czyli mówiąc wprost – oszukiwania. Z pewnością dzisiejsza młodzież w tym względzie stosuje najnowsze nowinki technologiczne, często takie o których nie wiedzą nawet nauczyciele. Sprawa jest poważna. Biorąc pod uwagę szybki rozwój technologii szkoła nie ma szans by zatrzymać fali oszustw. A często nawet… nie chce.

Ściągi w Polsce robiono odkąd pamiętam. Pomysłowość uczniów w tym względzie była wielka, ale dopóki ściągi się pisało, to można było założyć, że ten kto je pisał jednocześnie się uczył. Potem ściągi zaczęto kserować. Zmiana na gorsze, bo wielu przed lub po skserowaniu nawet takiej ściągi nie przeczytała. Potem pojawiły się komórki i smartfony. I dla wielu nauka się skończyła…

Smartfon to urządzenie wielofunkcyjne. Aparatem można zrobić zdjęcie zeszytu, książki, ściągi kolegi. Na ekranie w prosty sposób powiększyć. Można wgrać do telefonu pliki tekstowe, pliki pdf i inne, z których można ściągać do woli. Smartfon pomieści całą bibliotekę. Ma też dostęp do Internetu, czyli do internetowych podręczników, encyklopedii i całej masy stron bardziej lub mniej profesjonalnie opisujących poszukiwany temat. Pole do ściągania (oszukiwania) olbrzymie… Podobnie z zadaniami domowymi, referatami i wypracowaniami. W necie mamy całą bazę przykładowych prac, prezentacji, z których można korzystać. W necie znajdą się ludzie, którzy za opłatą rozwiążą bardziej skomplikowane zadanie, napiszą wypracowanie na temat bardziej niszowy i nietypowy. Ot biznes…

Po drugiej stronie jest nauczyciel. Sam przeciwko klasie. Nie ma szans. Nauczyciele wstydzą się swej niemocy. Są tacy którzy próbują walczyć, odbierać smartfony. Na początku proszono o chowanie urządzenia, potem wymyślono pudełko na telefony, ale uczniowie zaopatrywali się w drugie urządzenie lub oddawali etui. Pod ławką na lekcji lub sprawdzianie uczniowie wchodzili w inny świat. Nie było ich na lekcji, mimo że w dzienniku widniała obecność. Byli ciałem. Na sprawdzianach nauczyciel wypatrywał smartfonów zamiast ściąg, ale weszły smartwatch’e i uczniowie zaczęli ściągać jeszcze wydajniej. Ceny zegarków – smartfonów spadły, są dostępne może nie na każdą kieszeń, ale dla coraz większego grona uczniów. Wciąż są nauczyciele, którzy nawet nie wiedzą, że taki gadżet istnieje. Z poziomu smartfona można wiele, nawet ściągnąć aplikację sterującą rzutnikiem multimedialnym. Biedny nauczyciel myśli, że awaria rzutnika, miota się, lekcja przepada, a młodzież ma ubaw. Coraz częściej nauczyciel jest postrzegany jak cyfrowy dinozaur, mimo że często lepiej od młodzieży obsługuje arkusz kalkulacyjny, program do tworzenia prezentacji, czy też edytor tekstu. Ale młodzież żyje w świecie gdzie te aplikacje nie są potrzebne.

Są nauczyciele, którzy nie chcą widzieć. Gotowce, programy tłumaczące (coraz doskonalsze), ściągi sprawiają, że przez edukacyjne sito przepuszczają całe rzesze oszustów. To temat tabu. Bez przepuszczania oszustów wiele szkół musiałoby się zamknąć. Z oszustów żyją gorsze licea i technika, większość zawodówek, większość prywatnych szkół weekendowych. Z oszustów żyje prawie cała prywatna branża szkolnictwa wyższego w Polsce. Oczywiście plagiaty można znaleźć w sieci, ale… dnia nie starczy na taką robotę, bo często zrzyna prawie cała klasa. Pamiętam gdy kiedyś zadałem wypracowanie z EDB na temat „Czy twoim zdaniem Polska to kraj bezpieczny?”. Podkreśliłem, że ma być to wypowiedź indywidualna, choćby strona w zeszycie, byle od siebie a nie z sieci. Zadałem sobie trud skonfrontowania wszystkich prac z Internetem. Na dwadzieścia pięć prac, dwie były od siebie. Reszta oddała wypowiedź należącą do kogoś innego. Nie chciało się powiedzieć nic od siebie, myśleć, formułować zdania. Wygoda zwyciężyła. To było 5-6 lat temu. Dziś jest jeszcze gorzej. Większość materiałów przygotowywanych dla nauczycieli przez wydawnictwa (sprawdziany, karty pracy, kartkówki), ma gotowe odpowiedzi w sieci. Często nauczyciel nie sprawdza ucznia tylko „kogoś”. Ktoś dostaje ocenę, którą wpisuje się uczniowi. Ściema.

Od kilkunastu lat korzystam jedynie z materiałów przygotowanych przez siebie, to dużo pracy. Uczniowie są zawsze zdziwieni, że tego nie ma w sieci, ale połowa belfrów korzysta z gotowców na które są inne gotowce w sieci. Część moich kolegów i koleżanek bagatelizuje temat. Robi to dla własnej wygody lub dla przetrwania szkoły. Pamiętam kilka lat temu, gdy poruszyłem temat ściągania na konferencji, podając konkretne przykłady i osoby. Grono omal mnie nie zlinczowało. Takie zakłamanie. Wielu nauczycieli twierdzi, że problem ich nie dotyczy, że na ich lekcji nie ma ściągania, ale często mówią to by odsunąć od siebie sam problem. W ciągu kilkunastu lat pracy w szkołach wielokrotnie przychodziła do mnie młodzież skarżąc się, że oni uczą się, a inni bezczelnie ściągają, czego nie chcą dostrzec nauczyciele. Sami uczniowie chcieli wyższych standardów. Podawali przedmioty, nazwiska. Rozmawiałem z nauczycielami, nigdy nie było efektu. Taka prawda, standardy sami obniżamy, dopuszczamy dziadostwo, sami wpuściliśmy Internet na lekcje i do zadań domowych. Są jeszcze uczniowie uczciwi, ale są w mniejszości. Większość korzysta z dostępnej techniki. Nie twierdzę, że te nowoczesne urządzenia nie można wykorzystać na lekcji w sposób twórczy i kreatywny. Ale do tego potrzebna jest kryształowo uczciwa młodzież, która nie ulegnie pokusie „wyjścia z lekcji” za cyfrowe drzwi. Może są takie szkoły lub klasy w Polsce, nie uczyłem w nich nigdy.

W przyszłym roku Francja wprowadza zakaz przynoszenia smartfonów do szkół co pokazuje, że problem jest ponadpaństwowy. Badania wykazują, że wyniki nauczania bez smartfonów w ręku, są wyższe. Czy im się uda? Aż trudno mi uwierzyć, bowiem dla wielu nastolatków relacja ze smartfonem podpada już pod uzależnienie, jest jednostką chorobową. Będą oszukiwać i starać się przechytrzyć system. Ale życzę Francuzom powodzenia. Co na to Polska? Nie wiem, ale wiem, że nasi urzędnicy oświatowi na błędach dotychczas się nie uczyli. Dlaczego teraz miałoby być inaczej?

4 kommentarer

  1. Większość rodziców MUSI mieć kontakt z dzieckiem…

  2. Moim zdaniem to nie jest najlepszy pomysł. Francuzi czy chcą, czy nie chcą, technologii nie zatrzymają.

  3. Ja uważam, że technologia raczej się nie cofnie, więc lepiej byłoby ją wykorzystać niż walić głową w mur.

  4. Moim zdaniem raczej powinno się wykorzystywać nowe technologie, a nie z nimi walczyć. Jest mnóstwo ciekawy gier edukacyjnych, w które można grać nawet z dziećmi i to na zajęciach lekcyjnych.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

*