Stulecie odzyskania niepodległości będzie w szkołach świętowane hucznie. Będą akademie, gazetki, konkursy, wyjścia na podniosłe seanse i spektakle, wyjazdy do miejsc pamięci. Ministerstwo sypnęło groszem, więc możemy niedługo spodziewać się działań by te pieniądze wydać zgodnie z oczekiwaniami ministerstwa. Nie będzie tu przypadku w wyborze tego co trzeba czcić i gdzie jechać, bo gorliwi kuratorzy skontrolują, a jeszcze gorliwsi dyrektorzy nie będą chcieli podpaść kuratorom i lokalnym politykom, którzy przecież pełnią rolę chlebodawcy. Wyjdzie więc z tego niezła szopka i laurka dla naszych stereotypów, wszak Polska Chrystusem narodów. Tyle, że w tym patetycznym nastroju ucieknie nam świetna okazja aby nasz patriotyzm przedefiniować do XXI wiecznych standardów i potrzeb. Bo nie twierdzę, że nie jest on potrzebny.

Miałem sen. Widziałem Polskę wielką. Widziałem dumnych ludzi, których podziwiali sąsiedzi, którzy brali z nas przykład i czerpali inspirację. Silną Polskę w silnej Unii i NATO, które są gwarantem prawdziwej niepodległości. Bez nich nasza niepodległość jest iluzoryczna, uczą nas tego przykłady z naszej historii, obecnie tak chętnie „korygowanej”. Uczy nas tego geografia, która pokazuje, że nasz osamotniony potencjał jest niewielki. Bardzo szybko zapomnieliśmy o naszym uzależnieniu od wschodniego brata. Wolimy machać szabelką niż budować silną Europę. Bo przecież nikt nam nie będzie mówił co mamy robić. Tak rozumuje głupek, mądry słucha rad i uczy się od bardziej doświadczonych. Nasza demokracja jest młoda i krucha, jesteśmy na dobrej drodze by po raz kolejny spieprzyć nasz demokratyczny eksperyment, zupełnie jak przed wojną.

Miałem sen. Widziałem odpowiedzialnych i wyedukowanych obywateli, którzy wybierają nie tych, którzy dzielą kiełbasą, a tych którzy mają wieloletnią wizję rozwoju państwa. To tak jak wybór kobiety między odpowiedzialnym facetem a takim, który jedzie na wysoko oprocentowanych chwilówkach. W moim śnie ludzie szanowali się wzajemnie. Pracodawcy szanowali swych pracowników, bo wiedzieli, że gdy dobrze ich traktują, to zyskają ich zaangażowanie i uczciwość. Widziałem sumiennych pracowników, którzy wykonują solidnie pracę by zapracować na godne wynagrodzenie. Bo w moim śnie nie było przepaści między zarobkami szefów i ich pracowników, ci pierwsi wiedzieli, że dobrze opłaceni ludzie będą solidni i lojalni. Widziałem też ludzi, którzy dbają o wspólną przestrzeń. Nie palą śmieci w piecach, sprzątają po swoich psach, nie trują sąsiadów spalinami, skoro mogą wsiąść do darmowej komunikacji, którą w ramach dalekowzrocznej polityki zapewniają im gminy.

Miałem sen, w którym politycy dbają o dobro publiczne, a swoich krajowych brudów nie piorą na arenie międzynarodowej. W tym śnie politycy mieli klasę Bartoszewskiego i Mazowieckiego, zapał Kuronia, odwagę Wałęsy i zdolność do dostrzegania zmian dziejowych zdegradowanego generała. Przecież przynależność polityczna nie gwarantuje mądrości, bo nie ważne czy ktoś jest zielony, czerwony czy czarny, lecz ważne jest to, czy ktoś jest mądry czy głupi. Po prostu. W moim śnie politycy nie bali się sądów więc nie mieli pokusy by likwidować ich niezależność.

W moim śnie zniknęła nasza polska bylejakość i niesubordynacja, która spowodowała w naszej historii wiele złego. W Polsce moich marzeń ludzie nie giną przez błędy i brak wyobraźni polityków, a ludzie wierzą naukowcom. W moim śnie wiedzieliśmy, że jesteśmy społeczeństwem i mamy w związku z tym pewne obowiązki. Potrafiliśmy się pięknie różnić i rozwiązywać nasze problemy. Płacić uczciwie podatki i dzielić się z tymi, których los zepchnął z torów normalności.

I o takim patriotyzmie chciałbym słyszeć w szkole. Bo przecież każdą zmianę trzeba zacząć od dołu, od siebie. Spojrzeć w lustro, zrobić rachunek sumienia, zadbać o otoczenie, przebaczyć wrogom i wyciągnąć rękę na zgodę. Bo gdy zaczniemy zmieniać naszą rzeczywistość od siebie, zobaczymy inną, piękniejszą rzeczywistość, piękniejszy kraj i ludzi. I nie trzeba będzie rzeczywistości ubarwiać pochodami, salwami, patetycznymi nabożeństwami i przemówieniami. Jeśli dla kogoś patriotyzm jest pustym słowem, to patos przemówień nie wypełni go treścią tak, jak radość z dnia codziennego w kraju w którym będziemy zwyczajnie szczęśliwi.

Nie mam oczywiście nic przeciwko opowiadaniu o polskiej historii. Boję się jedynie, że podczas świętowania 100-lecia niepodległości zostanie nam ona przedstawiona w krzywym zwierciadle. Okaże się, że nasza historia to pasmo chwalebnych wydarzeń w których zawsze byliśmy nieomylni, że nie było błędów, złych decyzji, wypaczeń. Że cała nasza wcześniejsza historia zmierzała do chwalebnego końca, w którym wstajemy z kolan i nikogo nie słuchamy, bo przecież ten który nigdy się nie mylił, nie musi słuchać nikogo również teraz.