Jarosław Bloch

CO Z TĄ EDUKACJĄ?

Ile powinien zarabiać nauczyciel?

Publikując ten wpis, z góry uprzedzam – to fantastyka. Jestem przekonany, że w najbliższej dekadzie nic wielkiego w kwestii zarobków nauczycieli się nie zmieni. Aczkolwiek mam nadzieję, że moja opinia będzie krążyć w sieci jeszcze przez wiele tygodni. Liczę też na to, że moje skromne zdanie będzie małą cegiełką w ważnej dyskusji o dobrym wynagradzaniu nauczycieli. Tak naprawdę wszystkim powinno na tym zależeć, bo źle opłacany nauczyciel to często chałturnik goniący za godzinami jak pies, aby dopiąć domowy budżet. Dlatego dla dobra przyszłości naszych dzieci i naszego państwa, wszystkim powinno zależeć na dobrej pensji nauczyciela. Dlaczego więc nie zależy?

Odpowiedź jest złożona, wielokrotnie o tym pisałem. Na oświacie łatwo oszczędzić, nauczyciele rozróby nie zrobią, są podzieleni kolejnymi wielkimi reformami, różne etapy kształcenia mają rozbieżne interesy, praca nauczycieli nie ma natychmiastowego i namacalnego efektu dla polityków, mówiąc krótko: zawsze są ważniejsze wydatki. A mityczna przyszłość państwa jest zawsze bardziej odległa niż najbliższe wybory. Politycy płacąc nam te marne pensje, nieraz myślą pewnie: to może skończyć się katastrofą, ale… to już nie mój problem.

Ile więc powinien zarabiać nauczyciel? Biorąc pod uwagę aktualną siłę nabywczą naszego pieniądza, stażysta na etacie niech dostanie z 2500 na rękę, kontraktowy na rękę od 2500 do 3500, mianowany na rękę od 3500 do 4500, a dyplomowany na rękę od 4500 do 5500. Podkreślam na rękę czyli netto, za goły etat. Powinniśmy też skończyć z dwu-etatowcami, taka praca nikomu nie służy, ani zdrowiu nauczyciela, ani dobru dziecka, ani też jakości nauki. Do kilku nadgodzin maksymalnie, gdy nie da się poukładać inaczej. Szokujące? Nie. To kwoty do bólu realne. Rzekłbym minimalne, bo przecież niejeden dobry operator maszyn na polskiej budowie wyciągnie te 3-4 patyki, o pracownikach Biedronki, których szef chwali się, że zarabiają tyle co dyplomowany nauczyciel już nie powinienem nawet wspominać. Dla niezorientowanych pensja dyplomowanego to około 2600 netto (z dodatkiem za wysługę lat) jeśli szczęściarz ma cały etat. O zarobkach niższych stopniem nauczycieli dyplomatycznie nie wspomnę.

Proszę zauważyć, że podałem przedziały. Tak, to prawda, urawniłowka w oświacie powinna się skończyć. Pracujesz lepiej jesteś bliżej progu wyższego, gorzej – w granicach niższego. Oczywiście żadnej uznaniowości. Regulamin wynagradzania aby było jasne za co można dorobić. Np uczniowie na etapie rejonowym konkursu: dolny próg +100, wojewódzkim +300, ogólnopolskim +600. Medalista olimpiady = maksymalna stawka, bo taki nauczyciel sławi imię szkoły. Praca (nie udawanie) w jakimś zespole: dolny próg +100, szef zespołu +300 na miesiąc. Akademia +100. Itp. Oczywiście po zsumowaniu nie wyżej niż górny próg dla danego stopnia awansu, bo już widzę kombinatorów lub pracoholików, którzy by w miesiącu nawet po 2 patyki dorobili. Logiczne? Plus większa elastyczność w dobieraniu zespołu przez dyrektorów (ale zmodyfikowana karta powinna pozostać, bo bez niej zaczęłyby się kombinacje jak dać mniej, lub zmienić pensum). To byłby dobry system, bo premiowałby aktywność. Zadowoliłby także tych, którzy nie chcą dodatkowej aktywności i akceptują wypłatę na poziomie dolnego progu, chcą tylko uczyć. Dziś to wszystko jest rozmyte i uznaniowe. Śmiesznie niskie są dodatki motywacyjne, które otrzymują często niewłaściwe osoby. Dzisiaj bywa, że osoby z tym samym stopniem otrzymują tę samą wypłatę, mimo że jedna pracuje jak tytan a druga tylko uczy. Mało który nauczyciel uchyli się od dodatkowej pracy, jeśli zobaczy jej efekt na najbliższym pasku z wypłaty.

Oczywiście w kontekście zarobków nauczycieli, lepiej powinien zarabiać dyrektor. Wyceniłbym jego pracę na 7-10 tysięcy netto w zależności od wielkości jednostki jaką zarządza (wg danych ze stycznia w tym roku to średnio 5500 ale… brutto). I koniec tych bzdurnych dodatków dyrektorskich (w dużej części też uznaniowych). Może nareszcie nie byłoby problemu ze znalezieniem chętnych na tę „fuchę”, a dyrektor byłby bardziej niezależny od gminy. Oczywiście wszystkie powyższe kwoty waloryzowane muszą być co roku o wskaźnik inflacji. I jeszcze wychowawstwo. Tu niezależnie od widełek i stopnia awansu +500 netto do wypłaty. Oczywiście wielu powie w tym miejscu: ale przecież nie wszyscy zasługują na takie pensje. To prawda. Ale bez podniesienia pensji pozytywna selekcja do zawodu po prostu się nie odbędzie…

Czy to dużo? Dla dobrego nauczyciela bardzo dużo. Dla – powiedzmy – dobrego informatyka nie. Ale prywatnego sektora w budżetówce nie dogonimy nigdy. Taka prawda. A co byłoby gdyby takie zarobki zaistniały? Na pewno praca w oświacie byłaby bardziej pożądana przez młodych ludzi. Także przez mężczyzn, co doprowadziłoby współczynnik feminizacji tego zawodu do zdrowszych proporcji. Na pewno nauczyciel nie uciekałby ze szkoły tuż po dzwonku, goniąc za godzinkami w innej szkole. Na pewno bardziej zaangażowałby się w pracę. Na pewno dyrektor miałby w ręku wspaniałe narzędzie, bo pracownik wiedziałby, że traci dobrą posadę. Na pewno większe wrażenie na pracownikach robiłyby upomnienia lub nagany, które mogłyby spowodować utratę dobrze płatnej pracy. Dziś osobiście (powiem szczerze), mimo wielkiej sympatii do moich pań dyrektorek u których pracuję i które bardzo szanuję, nie boję się ich upomnień i nagan. A jeśli nie podoba im się moja praca, mogę odejść już jutro za porozumieniem stron. Będę z kumplem pakował paczki za 2300 netto i weekend też będę miał wolny.

Większość moich znajomych zarabia netto od 2 do 3,5 tysiąca. Czy więc mam prawo żądać dla siebie więcej? O tak. Mam wpływ na wychowanie i przyszłość ich dzieci. Jestem inżynierem dusz. Niech więc żądają ode mnie zaangażowania w ich wychowanie, ale za pracę należy mi się płaca, która będzie budziła szacunek u tychże dzieci i ich rodziców. Bo może wtedy nareszcie ktoś powie: ucz się to może zostaniesz nauczycielem…

10 kommentarer

  1. Powiązanie wynagrodzenia z olimpiadami uczniów to trochę strzał w stopę. Zdolne dziecko może się przygotować do olimpiady przy niedużym zaangażowaniu nauczyciela, a premiowanie osiągnięć w konkursach przyniósłby prawdopodobnie rozszerzenie i utrwalenie się zjawiska skupienia na kilku zdolnych uczniach i traktowania reszty klasy jako tła. A to właśnie uczniowie przeciętni, a jeszcze bardziej słabsi potrzebują wsparcia. Większym sukcesem jest sprawić by u słabego ucznia nie doszło do powtarzania klasy i unikania szkoły niż wysłać zdolnego na olimpiadę. Zdaje sobie sprawę, że wzrost kompetencji uczniów słabych jest trudniej mierzalny i mniej spektakularny niż nagrody w konkursie, ale zwykłych uczniów jest po prostu więcej. A edukacja powinna być szansą a nie jej utratą.

    • Jarek Bloch

      Maj 17, 2018 at 11:39 pm

      Racja, ale to tylko przykład. Chociaż w sumie dlaczego nie dać dodatkowych pieniędzy za pracę uczniem zdolnym? Ale widzę ten problem. Sam pracowałem w szkołach gdzie nie było orłów, więc Panią rozumiem. Tak to prawda, że postępy słabego ucznia trudniej zmierzyć, ale można wprowadzić dodatek za godziny wyrównawcze spędzone z takim dzieckiem. Dziś też robimy to po lekcjach, tyle że za free…

  2. Wzięłabym pod uwagę również takie kryteria:
    – przygotowuje do matury czy nie, jest z wyników matur rozliczany czy nie
    – sprawdza 3 -4 matury próbne, bo tego wymaga dyrektor czy nie
    – sprawdza w domu wypracowania , eseje, np. polonista contra wefista, który żadnych prac pisemnych nie sprawdza i trudno powiedzieć, że w kakikolwiek sposób przygotowuje się do lekcji. Zrównanie plac polonisty i wefisty to skandal!
    – pracuje z klasa 36 osobową czy z grupą 17 uczniów
    – prowadzi bezpłatne zajęcia pozalekcyjne czy nie?

    • Jarek Bloch

      Maj 13, 2018 at 12:52 pm

      Oczywiście w artykule nie ująłem wszystkich możliwości podwyższenia pensji od dolnego progu. Rzuciłem jedynie kilka przykładów, dlatego Pani uwagi są jak najbardziej na miejscu. Szkoda tylko, że jest to nasze puste gadanie, bo światełka w tunelu nie widać ani w kwestii zwiększenia zarobków do godnego poziomu, ani też w kwestii zróżnicowania zarobków pomiędzy nauczycielami pracującymi więcej i mniej w szkole.

  3. Krótko pracowałam w szkole. Zmieniłam pracę, bo uznałam, że to zbyt trudny zawód, za duża odpowiedzialność za drugiego człowieka, żeby wykonywać go na pół gwizdka. Bo do całego w polskiej szkole nie ma warunków, a ja nie mam w sobie dość determinacji i odwagi, żeby to próbować zmieniać. Do szkoły po latach wrócił mój mąż. Dla mnie -urodzony pedagog. To, co Pan napisał słyszę od dekady w domu, w ostatnim czasie jakby częściej. Wiem, że to mądry głos mniejszości. Sama.też tak myślę, ale ja nie jestem już częścią tego środowiska. Garstce, która czuje, gdzie leży problem życzę wytrwałości, a nam wszystkim spoza tego grona, żeby przeważył w końcu przeważył. Bo Wasza praca jest cholernie ważna dla nas, całej reszty.

  4. Wróciłam właśnie z Finlandii i tamtejsi nauczyciele nie mogli uwierzyć że w Polsce zarabiamy tak mało i tak dużo godzin poświęcamy na pracę. A tam nauczyciel jest bardzo doceniany, również finansowo. Po więcej zapraszam na muzycznakaruzela.pl :-)

  5. Hmm no tak, ciekawy artykuł. A ile powinna zarabiać sekretarka w szkole ?🤔

    • Jarek Bloch

      Maj 9, 2018 at 4:09 pm

      Wiedziałem, że padnie to pytanie ha ha. Wiem że sekretarka to najbardziej niedocenione finansowo stanowisko w szkole. Myślę, że podobnie jak pensja dyrektora też powinno być to powiązane z wielkością szkoły. Gdzieś chyba jak mianowany w mojej symulacji.

    • Dobrze pomarzyć ☺️

  6. Jarku, masz rację. Brawo!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

*