Jarosław Bloch

CO Z TĄ EDUKACJĄ?

Młodzi się nie zbuntują

Do niedawna myślałem, że nadzieja polskiej oświaty tkwi w młodych nauczycielach. Wychowanych w epoce cyfrowej, otwartych na świat, bez kompleksów patrzących na zachód, znających języki, śmiało wyrażających swe poglądy i żądania, rozumiejących dzisiejszą młodzież bardziej niż nauczyciele z poprzedniego, mojego pokolenia. Myliłem się. Zawsze wtłaczałem ich w swój schemat myślenia… I przyznaję, to był błąd. Kilkanaście potyczek słownych na forach internetowym uświadomiło mi, że oni są zupełnie inni niż ja, mają inne priorytety. To dobrze dla nich, bo nie pozwolą sobą pomiatać jak wielu nauczycieli w średnim i starszym wieku. Źle dla oświaty, bo kto będzie za nią umierał?

Do szkół wchodzi pokolenie nauczycieli dorastających już w wolnej Polsce. Rzecz w tym, że rzeczy oczywiste dla mojego pokolenia, nie są już oczywiste dla nich. Zarobki odkąd pamiętam były niskie, ale bonusy w postaci większej ilości wolnego i stałego etatu w trudnych czasach szalejącego bezrobocia jakoś to rekompensowały. Dziś bezrobocie nie szaleje, praca szuka człowieka. Atrakcyjność zawodu spada wraz ze wzrostem cen w sklepach… Coś przecież trzeba jeść, wynająć mieszkanie, ubrać się. Młodzi nie będą siłaczkami. Z pensją nauczyciela nie mają szans nawet na kredyt. To poniżające. Wymagania w stosunku do nauczycieli nie przekładają się na ich status materialny. Kiedyś w ramach zawodu przez wiele lat dochodziło się do pozycji i lepszych zarobków. Niewielu myślało o zmianie pracy. Niestety przez lata politycy zapomnieli o zarobkach nauczycieli, stąd dziś w nauczycielstwie latami dochodzi się do… biedy lub chałtury… Niestety. Dziś młody nauczyciel, niezadowolony z proporcji poświęconego czasu do dochodów, coraz częściej po prostu pracę zmienia. I nie będzie podejmował walki. Tak ich ukształtowaliśmy w latach 90-tych. Dostawali wszystko szybko i podobnego efektu będą chcieli teraz. Dziwicie się? Ja nie. Czekać całe lata by nie dojść do niczego? To nie ich bajka.

Młodym w karierze nie pomaga też luka pokoleniowa, którą stworzono likwidując nauczycielom wcześniejsze emerytury. To przez nią zbyt mało młodych wchodzi do zawodu, a jeśli wejdą widzą często skansen. Skansen w sposobie myślenia, technologii, no i właśnie… bezradność w walce o swoje. Nie chcą przyjąć roli odpowiedzialnych za walkę o wyższe zarobki, bo niby dlaczego mieliby to robić? Nie umrą za ten zawód, bo widzą, że starsza koleżanka ma wyrąbane, bo jest wypalona, a starszy kolega nad jakość przekłada pracę na dwóch etatach…

W dodatku polityka ich brzydzi. Od zawsze mieli poczucie małego wpływu na decyzje podejmowane „u góry”. W domach od małego zniechęcaliśmy ich do polityki narzekając wiecznie na partie (bo Polacy w narzekaniu są świetni). Zniechęcaliśmy ich także do „małej polityki” szkolnej pokazując im, że samorząd klasowy i szkolny to tylko taka fasada, która nie ma wpływu na realne decyzje. Polityka im śmierdzi, starają się być z dala od niej. Błąd. To właśnie politycy dzielą kasą, a samorządy zarządzają szkołami. Przez lata staraliśmy się być do przesady poprawni politycznie, nie rozmawiając z nimi o pewnych procesach. Sami też nie daliśmy przykładu, stroniąc od polityki, nie tworząc w partiach swojego lobby. Dlatego młodzi nauczyciele nie palą się do pracy w związkach zawodowych. Młodzi mówią o nich: skostniałe struktury. A przecież bez tych nawet skostniałych struktur, ciężko zaprezentować swoją rację na forum społeczeństwa. Nie ma też żadnych oddolnych inicjatyw stworzenia nowej organizacji, skoro stare się nie podobają. Inicjatywa internetowa „Strajk młodych nauczycieli” praktycznie umarła, bo sieć to nie wszystko i trzeba w końcu przenieść swe działania do szkół. A to wiąże się z tworzeniem organizacji typu związki lub wchodzeniem nauczycieli do polityki w większej liczbie aniżeli teraz… To jeszcze jedno potwierdzenie, że droga biegnie przez politykę, zarówno tę lokalną jak i krajową.

Dlatego uważam, że młodzi się nie zbuntują. Część z nich popracuje i odejdzie. Część pozostanie na obecnych warunkach bo ferie, wolne weekendy oraz wakacje sprzyjają łączeniu pracy i wychowaniu dzieci (też to ceniłem gdy moje dzieci były małe). Będą dorabiać, udzielać korepetycji – tym sposobem podwyższą sobie marną pensję. Nie będą też walczyć o Kartę Nauczyciela. Zostaną na pewno ci, którzy kochają to co robią, pasjonaci. Zostaną przynajmniej do wypalenia, które nastąpi prędzej czy później. Ale pasjonaci zawsze będą w mniejszości i nie czarujmy się, niskie pensje nie sprawią, że do zawodu napłyną najlepsi. Etos pracy nauczyciela umrze wraz z dinozaurami przechodzącymi na emerytury. Już teraz wiele szkół boryka się z brakami kadrowymi, bo oferuje nauczycielom jedynie po kilka godzin. Tylko jak z tego wyżyć… Problem widać szczególnie wśród nauczycieli zawodu. Chętni do pracy są, ale mało kto chce pracować na pół etatu lub biegać po szkołach. Życie weryfikuje chęci. Nawet na stanowiska dyrektorów i kierowników kształcenia zawodowego coraz częściej bierze się ludzi z łapanki. I to jest chyba ostatnia nadzieja, że braki kadrowe spowodują kiedyś u rządzących jakąś refleksję… A może nie spowodują żadnej…

4 kommentarer

  1. Jasne, zwalcie wszystko na młodych… Tyle że stosunek młodych do starych to 2 do 10 w szkole, szczególnie ponadgimnazjalnych… Oczekujecie Prometeusz owskiej akcja wywalczenia podwyżek dla betonu większości grona pedagogicznego? Młody nadstawi karku, naprotestuje a potem do zwolnienia bo nie ma „pozytywnego nastawienia”, mąci i wprowadzać eksperymenty chce… Prawda jest taka, że szkołą trzęsie dyrektor a stara gwardia trzęsie portkami przed nim. Co tam polityka, ZNP i karta… Może czas poruszyć temat tego , za polską edukacja sypie się od momentu reformy w latach 90 która dała detektorem władzę absolutną robiąc ze szkół prywatne folwarki nawożone przez klakierów bez zdania i „jak” aby o coś powalczyć… Ci walczą tylko o własny ogródek w dyrektorskiej posiadłości.

    • Jarek Bloch

      Maj 28, 2018 at 6:37 am

      Tak, dużo w tym prawdy. Wiele szkół to faktycznie prywatne folwarki z bandą klakierów. Proszę jednak zauważyć, że artykuł nie jest wobec młodych krytyczny, tylko pokazuje właśnie bezsilność młodych w środowisku zdominowanym przez beton, który godzi się pracować za półdarmo. Dlatego uważam, że nie zbuntujecie się, tylko zmienicie pracę. I słusznie.

  2. Jest to chyba jeden z najsmutniejszych wpisów na temat edukacji jaki czytałam. Jestem młodym nauczycielem 5 lat w zawodzie, ale od samego początku rzucano mi kłody. Kiedy byłam jeszcze w liceum czułam, że chcę przebywać z dziećmi, uczyć, zarażać ich miłością do tego co nas otacza. Niestety już studia pokazały mi, ze nauczyciel to stos dokumentów, ale dalej szlam w zaparte. Pierwsze zderzenie ze szkołą to pierwsze porażki, wieczna krytyka od starszych koleżanek. Dalej w to brnęłam i choć każdego dnia muszę walczyć z rodzicami w szkole, dyrekcją która widzi tylko papierki nie dzieci i otoczeniem które nazywa mnie darmozjadem to nadal będę robić swoje i po cichu w nocy płakać bo innego wyjścia nie mam kocham to co robię. Wpis tutaj umieszczony to nie cała prawda stała umowa to marzenie, często praca w sobotę (konkursy, festyny szkolne, itp.) o wiecznych studiach nie wspomnę licencjat, magisterka i studia podyplomowe. Młodzi nie będą walczyć, a starszym już się nie chce. Jeśli chodzi o Kartę Nauczyciela to moim zdaniem powinni ją zlikwidować. Przez nią ludzie uważają, że nasza praca jest usłana różami a tak naprawdę taplamy się w błocie po pachy bo z każdej strony nas atakują tylko kontakt z dziećmi wszystko wynagradza.

    • Jarek Bloch

      Maj 28, 2018 at 6:43 am

      Karty nauczyciela bym jednak bronił. Obawiam się, że bez niej każą Pani pracować po 30 godzin dydaktycznych, a przecież wiadomo że każda godzina dydaktyczna to przygotowanie w domu lekcji, sprawdzanie itp. Czyli de facto drugie tyle, za które nikt nie zapłaci… Super że ma Pani tak wiele pasji, to ważne, bo daje „kopa”. Ale… na ile lat tej pasji wystarczy? Wypalenie dopada chyba każdego w tym zawodzie, w dodatku z tymi zarobkami…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

*