Jarosław Bloch

CO Z TĄ EDUKACJĄ?

Kalendarium

Wszyscy ci, którzy sądzą że po trzęsieniu ziemi związanym z likwidacją gimnazjów nastanie czas spokoju, mylą się. Wstrząsy wtórne będą nas nękać jeszcze długo. Przed nami kilka bardzo gorących lat w oświacie. Przewiduję następujące dyscypliny: badanie terenu po omacku, eksperymenty na żywej tkance, przepisywanie napisanego, wyścigi wydawnictw i wiele innych atrakcji. Poniżej postaram się nakreślić plan tych wstrząsów, choć znając życie, rzeczywistość pewnie przyćmi przewidywania. Cóż więc widać w szklanej kuli?

Rok szkolny 2018/19 – ostatnie roczniki gimbazy zaczynają ostatni rok w swych wygaszanych, bezsensownych i patologicznych szkołach. Uczą ich ci którzy jeszcze nie uciekli. Biegają zmęczeni między szkołami. Sami uczniowie są w roli gaszących światło. Będą do końca piątym kołem u wozu a wiele oddziałów po raz trzeci zmieni nauczycieli prowadzących niektóre przedmioty.
We wrześniu nadal będzie trwała łapanka nauczycieli, którzy będą kuszeni tu i ówdzie pojedynczymi godzinkami. Ci będą się wzbraniać, bo często paliwo kosztuje więcej niż zysk z tych godzinek. Wielu z własnej woli nie rozpocznie tego roku pracy, wielu przekona się w trakcie, że w kolejnym nie warto tego ciągnąć. Teza Zalewskiej o tym, że praca szuka nauczycieli sprawdzi się więc w 100%. Praca oczywiście w końcu znajdzie nauczycieli, szczególnie tych tuż po studiach, którzy widząc ogrom pracy i marne pensje, po roku lub dwóch będą z niej w panice uciekać, zostawiając miejsce kolejnym stażystom. Rotacja będzie jak w barze z hamburgerami.
Gdzieś pod koniec września podręczniki powinni dostać ósmoklasiści. Oczywiście eksperymentalne, które będą docierać się wraz z nimi. Z tychże podręczników nauczyciele przygotują ich do egzaminu na koniec 8 klasy. Oczywiście nie wiedząc jaki to będzie egzamin. Gdzieś w grudniu ministerstwo ogłosi próbny egzamin, aby dostosować go do chaotycznej wiedzy eksperymentalnego rocznika. Zbadany zostanie poziom wiedzy ósmoklasistów aby na jego podstawie dostosować wiosenne egzaminy. Wszystko oczywiście po to aby odtrąbić sukces reformy i udowodnić, że ci z 8 klas są lepsi od tych z 3 gimnazjum. Co za tym idzie, egzamin gimnazjalny będzie trudniejszy niż zwykle aby pokazać że stare jest gorsze od nowego.
Przez cały rok wiele szkół szukać będzie dyrektorów, w większych miastach wiele wakatów nie zostanie obsadzonych, bo za małe pensje. Gdzieniegdzie dyrektorami zostaną z konieczności nauczyciele, którzy znajdą się na tym stanowisku tylko dlatego, że brak im godzin… Wpadną w pułapkę, bo za wdrożenie reformy odpowiadać będą właśnie dyrektorzy, na których zwali się wszystkie problemy.
Chaos? O nie! Ten rok będzie jeszcze całkiem spokojny. Inaczej niż kolejny

Rok szkolny 2019/20 – przyjęcie do szkół podwójnych roczników. Pierwszy raz od wielu lat szkoły zapełnią się prawie jak w okresie wyżu. Niestety nie wszyscy dostaną się do upragnionych szkół, nie starczy miejsca. Dla tych pokrzywdzonych wrota swe szeroko otworzą szkoły, które w ostatnich latach balansowały na skraju likwidacji, jednak samorządy ich nie likwidowały, bo czekały na tę okazję. Tam nauczyciele dadzą na mszę za Zalewską, że reanimowała trupa. To nic, że wielu uczniów nie będzie chciało do tych szkół pójść. Nasza rozpuszczona młodzież na jeden jedyny rok obudzi się z wygodnego, bezstresowego snu i zobaczy, że o to co ich poprzednicy dostawali za darmo, oni muszą konkurować. Być może po latach okaże się że będą mieć przez to twardsze plecy i staną się rocznikiem cenionym przez pracodawców na ryku pracy.
Uwaga! Będą zatrudniać. Przecież do obrobienia podwójnego rocznika nie starczy mocy przerobowych. Być może tu i ówdzie zaoferują nawet całe etaty. Zaraz zaraz. Jak taką ofertę pracy zareklamować aby chętni się znaleźli? Może tak: „Zatrudnię frajera potrzebnego na chwilę, roboty dużo, pensja mała, a po przejściu kumulacji gwarantujemy kopa w dupę”. Nieważne, ale znów zagrożenie, że uczeń dostanie nauczyciela na chwilę, z łapanki.
Gdy już rok szkolny się zacznie, wystartują też nowe podstawy programowe do liceów i techników. Prawdopodobnie w większej części będą chamsko przepisane, podobnie jak „nowe” podstawy branżówek. No ale nowe podstawy spowodują wymianę większości nauczycielskich planów, rozkładów, wymagań itp. Zacznie się wielka operacja kopiuj-wklej. Robota gigantyczna, zupełnie niepotrzebna, bo wiadomo, że reformy przez oświatę przechodzą ostatnio często, a rozsądni nauczyciele znają kanon, z którym muszą zapoznać młodzież aby dała radę na maturze i studiach.
Za to szampany otworzą szefowie wydawnictw. Wypuszczą na rynek nowe-stare podręczniki. W tekście dokona się kosmetycznych zmian, przestawi się kolejność tematów. Zmiany będą symboliczne, za to zyski spore. Wydawnictwa będą największymi beneficjentami tej „dobrej” zmiany.
Kolejni dyrektorzy, nie widząc sensu dalszego zarządzania chaosem, uciekną na emerytury lub na etaty nauczycielskie.

Lata 2020/21 i 2021/22 – rozdwojenie jaźni u nauczycieli realizujących dwie różne podstawy, używających różnych podręczników, stosujących różne procedury, przepisy i kryteria dla tych nowych i tych wygaszanych. W międzyczasie wyjdą różne kwiatki, bo przecież reforma dogadana jest w ogólnikach. Nagle zrobi się kłopot z tymi wygaszanymi, którzy pomimo szczerych chęci nauczycieli, postanowią zostać na drugi rok. A tam wiadomo, podstawy inne, siatka godzin inna, podręcznik inny. Zrobi się problem z tymi po klasach ósmych, którzy wcześniej pójdą do zakładów pracy na praktyki i tych z branżówek, którzy jako niepełnoletni staną się pełnoprawnymi pracownikami. W międzyczasie zaczną się prace nad kolejną nową maturą (ileż nowych matur już przeżyliśmy…). Spowoduje to konieczność powtórnego przeszkolenia wszystkich egzaminatorów. Ci starsi, najbardziej doświadczeni na tym etapie powiedzą w sporej ilości: dość.
W tym czasie w podstawówkach na całego wybuchną problemy wychowawcze które znaliśmy dotąd z gimnazjów. Rozpocznie się odkrywanie odkrytego i kopiowanie rozwiązań ze starego gimnazjum. Może nawet ci sami, którzy likwidowali gimnazja stwierdzą, że jednak trzeba te ostatnie roczniki podstawówki oddzielić od najmłodszych, chociażby murem. Oczywiście przedstawią to jako swój kolejny przebłysk geniuszu i niezależnej eksperckiej myśli, za co oczywiście zbiorą sowite wynagrodzenie.

Rok szkolny 2022/23 w liceach i kolejny w technikach – mija kumulacja. Nauczyciele są zwalniani. Ustala się stała liczba rad pedagogicznych. Ci potulni dostają 500+. Ponieważ gorsze szkoły, utrzymywane jedynie do obsłużenia skumulowanych roczników, nie są już potrzebne, następuje wielka czystka. Samorządowcy zacierają ręce, można oszczędzić na utrzymaniu budynków. W ślad za przemijającą kumulacją, pracę tracą nauczyciele. Nie ci najgorsi, lecz ci z najkrótszym stażem. Likwidacja niepotrzebnych szkół to dalsze zwolnienia, choć może się zdarzyć, że zgodnie z przewidywaniami Zalewskiej zwolnień nie będzie, bo do tego czasu ucieknie z zawodu wystarczająca liczba nauczycieli. Być może belfra szukać się będzie ze świecą, być może nawet wśród studentów ostatniego roku (spokojnie… prawo zmieni się w nocy). Za to pensje znacząco się nie zmienią, bo zupełnie rozbite środowisko nauczycielskie, nie będzie nawet w stanie zebrać się na demonstracji w Wawie, a kasa potrzebna będzie na programy socjalne, z których żaden polityk nie zrezygnuje, bo przegra wybory.
W tymże roku pierwsze roczniki ósmoklasistów przystąpią do nowej matury. Nie mam złudzeń że będzie skrojona nie pod jakość nauczania, a pod poziom ich wiedzy. Ktokolwiek wtedy będzie rządził nie pozwoli sobie na maturalny pogrom (dość będzie problemów z gospodarką po dobrej zmianie). Inna sprawa, że dodatkowy przedmiot, który będzie musiał być zdany na 30%, spowoduje rzeźbienie kolejnych prac progowych. Będzie wywierana presja na egzaminatorów z biologii, chemii, geografii itd., aby łaskawym okiem spoglądali na odpowiedzi uczniów, którym do 30% brakuje niewiele.

Może nie we wszystkim mam rację, może czasem koloryzuję, ale to realne problemy. Z całą pewnością nie wyczerpałem tu wszystkich ewentualnych skutków, ale to dlatego, że wyobraźnia nie nadąża za tym co przyniesie życie. Opisane powyżej procesy minimalizowane będą w szkołach, w których pozostaną pracowici dyrektorzy i zgrane zespoły nauczycielskie, ale nawet tam nie będzie lekko. Tym bardziej, że po „dobrej zmianie”, takich szkół pozostanie niewiele. Ci którzy przetrwają te trzęsienia będą mogli zaznać stabilizacji, choć czy aby na pewno? A co jeśli przyjdzie nowa reforma i jazda zacznie się od nowa? Z dużym prawdopodobieństwem polska szkoła wyjdzie tego trzęsienia z przetrąconym kręgosłupem. Może bardziej zdyscyplinowana (bo przestraszona), ale polityczne dyspozycyjna, jeszcze mniej skora do buntu. Najgorsze jest to, że scenariusz, który nakreśliłem zrealizowany będzie niezależnie od tego kto będzie rządził. Procesy raz uruchomione nie zatrzymają się prędko…

7 kommentarer

  1. Szanowny Panie Autorze,

    pracuję w rzadkim tworze: zespół to szkoła podstawowa plus liceum. U nas wystąpi zupełnie inny problem: samorząd nie chce (nie może?) nam zmniejszyć tzw. rejonu, więc od przyszłego roku będziemy mieli uczniów po sufit. 8 klas SP, 3 LO. „Uczyć” będziemy na dachu, po szafach, przerobionych schowkach na miotły i na korytarzach. Dwa ostatnie dosłownie. Strach pomyśleć – rok później pojawi się jeszcze podwójny rocznik w liceum.

    • Jarek Bloch

      Lipiec 22, 2018 at 4:18 pm

      Rzeczywiście to poważny problem logistyczny. Komfort nauki i pracy może być znacznie obniżony. Samorząd tego nie widzi? A może dyrektor szkoły nie chce się „narażać” samorządowi i nie zgłasza problemu? Jeśli problem był zgłaszany, to pozostaje chyba jedynie symulacja warunków nauczania w lokalnej prasie. Przecież chyba nie jest problemem zmiana rejonu tak, aby dzieci się zmieściły i nie musiały chodzić na zmiany. W kontekście podwójnego rocznika to wręcz katastrofa…

      • Dziękuję za odpowiedź!
        Będzie bardzo ciekawie. Dyrekcja twardo o nas walczyła, ale w sąsiednich szkołach podstawowych sytuacja nie jest lepsza – również „pływają w dzieciach”. Nie wiem, czy ktokolwiek na tym zyskuje, na pewno nie uczniowie i nie nauczyciele. Bez wątpienia ktoś nie przewidział tempa rozwoju tej części miasta albo nie myślał o budowie nowej placówki z odpowiednim wyprzedzeniem, bo – „jakoś to będzie!”.
        No, to „jakoś jest” i czekamy na katastrofę.

  2. Dlaczego dojdzie jedna klasa? Prżycie jeśli w liceum są klasy o 3 nachyleni ach – np.humanistyczny, matematyczny, biologiczny, to w ramach równych praw trzeba utworzyc 3 takie same klasy dla rocznika po klasie 8. Czyli już nie 3, ale 6.

  3. Mądrze Pan pisze. W 2015 r., podjęłam pracę w gimnazjum. Od tej pory rozpoczęłam tułaczkę. Pracowałam na każdym etapie edukacyjnym. Brak stabilizacji zawodowej dla młodych. Sama we Wrocławiu- bez znajomości szkół, pracowników, osób które mogły by pomóc. Odchodzi z pracy najmłodszych. Ochłapy rzucone w gimnazjum, podstawówkach. Żeby uzbierać cały etat trzeba pracować w kilku szkołach lub w świetlicy… Żal mi uczniow, ciągle zmiany nauczycieli, co się może rzutować gorszym wynikiem na egzaminie, książki kopiuj-wklej. Nadciąga koniec dobrej polskiej edukacji

  4. Chyba pan trochę demonizuje z tymi zwolnieniami, albo wyczuwam problemy z matematyką. Za rok w liceach przybędzie jednej dodatkowej klasy (jeden dodatkowy rocznik). Potem dopóki nie nastąpi kolejna „reforma” ilość roczników pozostanie taka sama, więc nie widzę powodu dla którego mieliby zwalniać z powodu mniejszej ilości uczniów. Oczywiście z wieloma innymi problemami się zgadzam, ale proszę być obiektywnym. Pozdrawiam

    • Jarek Bloch

      Lipiec 17, 2018 at 10:24 am

      Zwolnienia trwają, głównie w gimnazjach samodzielnych i tych połączonych z podstawówkami. Proszę też zauważyć, że niektórych samo ograniczenie etatu skłania do zwolnienia się z pracy samodzielnie. Bo jeśli ktoś żyje tylko z edukacji (i nie ma dobrze zarabiającego męża) to zabraknie do życia, kredytu, opłat… Oczywiście są też oferty pracy, niestety głównie są to porozrzucane godzinki po różnych, często oddalonych od siebie szkołach.
      Co do szkół średnich to piszę o zwolnieniach po przejściu kumulacji. Skumulowany rocznik pozostanie w liceach przez 3 lata. Są też licea, które przyjmą dodatkowo po dwie klasy. Dlatego trzeba będzie zatrudnić dodatkowo ludzi (szczególnie z przedmiotów o dużej ilości godzin np języki, polski, matematyka, wf, a także na godziny), którzy po przejściu kumulacji zostaną zwolnieni, bo nie będzie dla nich godzin (na wyż demograficzny raczej nie ma co liczyć). Oczywiście sytuacja konkretnych pojedynczych szkół może być różna, ale na blogu staram się myśleć globalnie. Np w liceum A może być dwóch polonistów z ograniczeniem etatu i tam nie będą zatrudniać na kumulację (i potem zwalniać). A w liceum B jest dwóch polonistów z etatami i nadgodzinami, więc zatrudnia się trzeciego, bo godzin jest więcej, ale potem trzeba będzie go zwolnić. Sytuacje mogą być różne.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

*