Nauczanie ma wielką moc, która pozwala kształtować rzeczywistość i ludzkie poglądy, wiemy to wszyscy. Jednak zaniechania w tym względzie prowadzą szybko na ciemną stronę mocy. Coraz częściej współczesny człowiek jest wykształcony lecz wierzy w bzdury i gusła, odrzuca zdobycze nauki. Paradoks? Nie. Raczej konsekwencja, którą można było łatwo przewidzieć stawiając ambicje polityków, byt szkół, nauczycielskie etaty ponad jakość nauczania. Wiedzę interdyscyplinarną zastąpiło kształcenie kierunkowe. Reszta przekazu stawała się coraz bardziej płytka. No i wychowaliśmy pokolenie żyjące nieprawdziwym życiem na portalach internetowych, łykające pseudonaukę i post-prawdę… Nie zmienią tego sukcesy olimpijczyków na arenie międzynarodowej, bo do urn wyborczych idą wszyscy, nie tylko olimpijczycy. Dlatego powszechna oświata na dobrym poziomie jest taka ważna, bo opiera się o nią mądrość społeczeństwa. Boleśnie przekonują się o tym kolejne społeczeństwa. Amerykanie, Brytyjczycy, Włosi, Węgrzy a ostatnio Polacy są w gronie tych, którym zabrakło wiedzy powszechnej, którą powinni byli wynieść ze szkoły.

Chwila wolnego czasu. Włączam telewizor. Dostawca kablówki zapewnił mi około sto darmowych kanałów. Lecę przez programy i wracam do punktu wyjścia. Nie ma na co patrzeć… Czy jestem tak wybredny, czy coś się zmieniło w ostatnim dwudziestoleciu? Coś co nam umknęło… Moje ulubione programy naukowe, które oglądałem kilkanaście lat temu także uległy tej tendencji. Spłaszczenie umysłowe, tak to trzeba nazwać. Coraz częściej słyszę, że ktoś rezygnuje z telewizji. I to nie na rzecz internetu, a z powodu braku oferty dla siebie. Ale to jednostki. Większość łyka chłam. Coraz prostsza muzyka, coraz głupsze seriale z coraz mniejszym kunsztem aktorskim, a najlepiej seriale naśladujące reality show. Programy, kiedyś naukowe, szukają taniej sensacji, z wszystkiego trzeba zrobić show. Programy publicystyczne przypominają wolną amerykankę, dokopać, wszystkie chwyty dozwolone. Można powiedzieć każą bzdurę, na nieprawdę nie reaguje nawet dziennikarz. Nie zwraca uwagi, że coś jest nieprawdą? Nie wie? Czy wie, ale woli show? Przecież widz nie potrafi się dłużej skupić więc ma być sensacyjnie i kolorowo, często wręcz głupawo. Ale skoro widz nie potrafi skupić się na czymś ambitnym i ważnym dłużej niż kilka minut, to jak wymagać od ucznia by skupił się na 45 minutach lekcji? Tym bardziej, że w kieszeni tkwi smartfon i dostęp do debilizmów całego świata.

Mamy świetnych olimpijczyków, wygrywamy międzynarodowe olimpiady. Czy to efekt dobrej powszechnej edukacji. Raczej nie. To robota nielicznych nauczycieli pasjonatów, którzy za darmo spędzili wiele godzin na przygotowaniach do tych konkursów. To zasługa nielicznych rodziców edukujących dzieci popołudniami, kosztem własnego czasu. To też zasługa nielicznych szkół, które jeszcze trzymają poziom. Trzymają ryzykując wiele, bo przecież większość szkół w Polsce dawno porzuciła wymagania i zasady, byle ktoś się do nich zapisał. Byle mieć uczniów, bo uczniowie to trwanie, to etaty. Dlatego tak łatwo jest zdać do następnej klasy. Dlatego oceny się już nie stawia a rzeźbi, bo gdyby oceniać tak jak przed dwudziestu laty, to 80% trzeba by usadzić na drugi rok.

A może trzeba by tak zrobić? Może dwa-trzy lata wielkiej czystki sprawiłyby, że w domach zacznie się nauka, smartfony pozostaną w torbach, a na pierwszych i ostatnich lekcjach będzie komplet, tak jak kiedyś… Bez szans. Każda szkoła, która zrobiłaby taką czystkę upadnie w rok. A inne z radością przejmą zbuntowanych leni. Solidarności w zawodzie brak. Szkoły konkurują ze sobą, niestety w bardzo niedobry sposób… Dlatego wszyscy zjeżdżają w dół z roku na rok. Pozostanie niedługo patologiczna równowaga w której nieliczne elitarne szkoły będą otoczone mrowiem dziadostwa. Olimpijczyków nie zabraknie, nie zabraknie też ludzi, którzy w wyborach wybiorą populistów, mówiących to co gawiedź chce usłyszeć. Bo niewielu odróżni prawdę od nieprawdy, mimo że większość będzie miała wyższe wykształcenie.

Nauka ma wielką moc. To dzięki nauce rozbiliśmy atom, wynaleźliśmy komputer, polecieliśmy na Księżyc, nauczyliśmy się czerpać czystą energię, opanowaliśmy wiele chorób. Zrobiliśmy wiele, bardzo wiele niesamowitych rzeczy. Do pewnego momentu nawet dbaliśmy aby pod strzechy trafiała informacja o tym co, jak i dlaczego. Potem stwierdziliśmy, że te doły nie muszą wszystkiego wiedzieć. Wystarczyło jak pracują i nie przeszkadzają. Daliśmy dołom proste rozrywki, produkcja i zarządzanie rozrywkami dla ludzi to dziś wielkie przedsięwzięcia biznesowe. Przekaz kierowany dla zwykłego człowieka jest płytki. Telewizja, internet, prasa… solidne dziennikarstwo przegrywa z szukaniem sensacji, głupawych newsów, którymi ma żyć prosty człowiek. Tyle że ten nakarmiony kiepską papką człowiek decyduje potem o składzie sejmu, samorządu, jest konsumentem, który decyduje o tym który produkt lepiej się sprzeda. A tutaj już robi się problem.

Najpoważniejszy problem naszych czasów to globalne ocieplenie, jeden z najlepiej udowodnionych procesów, który kwestionują jedynie opłacani przez koncerny naftowe „naukowcy”, a także… prezydent największego na świecie mocarstwa, oraz masy ludzi w Stanach i w Europie… Edukacja zawiodła na całej linii. Nawet polskie programy z geografii, chemii i biologii traktują ten problem po macoszemu. Uczymy wielu zbędnych rzeczy (których można by uczyć zainteresowanych na studiach) a pomijamy rzeczy najważniejsze. Dalej. Migracje – to szokujące, że większość naszej młodzieży w większości nawet nie wie dlaczego oni tu idą, co spowodowało te współczesne wędrówki ludów. Coś bąkną o Syrii, ale przecież procent Syryjczyków w tej olbrzymiej fali jest niewielki. O przyczynach, które spowodowały, że niektóre tereny stały się niezdatne do życia nie wie prawie nikt. Powiązanie dzisiejszej sytuacji Afryki z kolonializmem to też wyższa szkoła jazdy. Kilku na kilkuset to powiąże i to już po kursie historii na poziomie podstawowym. Tyle że kartkę wyborczą ma nie kilku, a wszyscy… Odpowiedzialność Europejczyków za pewne procesy budzi zdziwienie i oburzenie. Jak to? Skoro my mamy dobrze, to niech oni też sobie w swoich krajach zrobią dobrze. Mur niewiedzy i obojętności. Edukacja zawiodła. Dalej. Ludzie związani z medycyną załamują ręce nad ruchami anty szczepionkowymi. Bardzo popularnymi w ostatnich latach. To że nie każda szczepionka jest bezpieczna i że jakiś ułamek procenta ma powikłania? Przecież tak jest zawsze, zarówno w przypadku szczepionek jak i leków. Na ulotce mojego popularnego leku na alergię jest 40 działań niepożądanych. Czy to oznacza, że mam przestać go zażywać? A operacje? Przed każdą podpisujemy zgodę, że akceptujemy ryzyko z zejściem włącznie. Czy to oznacza, że mamy się nie operować? Argument, że doją nas koncerny? A mamusie rozumu nie mają? Nie wiedzą która szczepionka jest konieczna, a która to fanaberia, podsycana przez owe koncerny odpowiednią reklamą? No właśnie problem w tym, że nie wiedzą. Edukacja zawiodła. Jeszcze innym procesem jest wypieranie rzeczywistości. Uzależnienia, otyłość, niby wszystko wiemy ale wypieramy wiedzę. Nas to nie dotyczy. Czy nasz system ochrony zdrowia wytrzyma finansowo leczenie setek tysięcy grubasów, alkoholików, uzależnionych od nikotyny lub elektroniki. Wątpię. Ale nikt większej składki zdrowotnej płacić nie chce. Edukacja zawiodła. Ekonomiści też załamują ręce. Żyjemy o 20 lat dłużej niż w latach powojennych, ale też tego nie dostrzegamy. Kto zapłaci za starzenie się społeczeństwa? Kiedyś schorowany sześćdziesięciolatek wypatrywał kresu, dziś zakłada słuchawki i idzie biegać. Kto zapłaci za dodatkowe lata na emeryturze? Dobry wujek sypnie kasą? Dodrukujemy grosza? Edukacja poniosła porażkę. Demografowie biją na alarm. Albo więcej dzieci, albo wpuszczamy imigrantów, albo prowadzimy bardzo skromne życie. Ale młodzi przecież chcą żyć pełną gębą, mieć wyłącznie lekką pracę, miasta bez kolorowych dookoła, ale o dzieciach w liczbie więcej niż jedno mało kto myśli. Powiązać kilka faktów… oj ciężko. Pełne wyparcie. Tak jak z jazdą samochodem do pracy gdy obok domu jest przystanek autobusowy. Można by tak jeszcze długo, ale po co? Wniosek taki sam: wypieramy wiedzę, wierzymy szarlatanom, wiedza jest niepopularna bo wymaga wysiłku, wolimy głupawy błogostan. Mamy w ręku potężny komputer z dostępem do internetu, a używamy go jak małpa brzytwy. Dla celów lekkich i głupawych. Przechodzimy na ciemną stronę mocy. Nic dobrego to nie wróży.

Zawodzi też system weryfikacji wiedzy na poszczególnych etapach. Czy powinno być tak, że na koniec podstawówki będzie tylko polski, matma i język? Oczywiście nie. Bo jaki jest tego efekt? Każdy uczący na średnim szczeblu powie: braki, których praktycznie nie da się nadrobić. Jak wprowadzać nowe zagadnienia, jeśli nie ma podstaw? Przerabiać na nowo podstawówkę? Ileż razy to robiłem kosztem materiału bieżącego… Należałoby wymagać 50% opanowania materiału nie tylko z matmy, polskiego i języka, ale też z przedmiotów przyrodniczych, historii i WOS-u. Bo inaczej nie ma sensu uczyć ich dalej w liceum i w technikum, zbyt duże braki coraz większego tłumu młodzieży jadącej w podstawówce i gimnazjach na dopach. A matura jest już zdana na poziomie 30%. Jeśli się nie otrząśniemy i nie zaczniemy młodych ludzi uczyć zamiast przepuszczać przez dziurawe edukacyjne sito, to wróżę kolejną spektakularną, narodową katastrofę. I nieważne kto będzie rządził. Nawet nie trzeba tu specjalnych instrumentów, wystarczyłaby konsekwencja nauczycieli. Ale ci nie chcą być konsekwentni. Bardziej cenią sobie pracę samą w sobie, lub przetrwanie szkoły. To jakiego obywatela tego świata wypuścimy ma znaczenie drugorzędne. Czy będzie podejmował właściwe decyzje, czy przyczyni się do pogłębiania problemów tego świata, to jest mniej ważne. Szkoła przestała być szkołą, stała się maszynką, która sprawnie edukuje w pewnych dziedzinach, ale wypuszcza umysłowych inwalidów, niezdolnych do poruszania się w dzisiejszym świecie, zglobalizowanym, zanieczyszczonym, skonfliktowanym, skomplikowanym pod względem społecznym i ekonomicznym… Większość nie potrafi już ogarnąć tego świata, ma zawężone postrzeganie rzeczywistości, brak interdyscyplinarnej wiedzy. Edukacja nie dała rady. Odpowiedzialni za nią ludzie nie dali rady.

Nie wymyślam. Nie szukam taniej sensacji. Większość nauczycieli z którymi rozmawiam potwierdza, że w szkołach dochodzi do praktyk, które ich frustrują (a dzwoni i pisze do mnie wielu odchodzących z zawodu, między innymi z tych powodów). Obniżane są wymagania, nauczyciele muszą przepuszczać by szkoła przetrwała, nie radzą sobie ze smartfonami na lekcji, które stały się uzależnieniem XXI wieku, kto wie czy nie gorszym niż alkohol i narkotyki, bo równie skutecznie rujnują życie, zdrowie i relacje z rzeczywistością. Samo uczenie i kształtowanie ucznia schodzi często na drugi plan, biurokracja ponad wszystko. Coraz częściej orka na ugorze dotyczy nie pojedynczych osób lub specyficznych klas, ale każdej klasy liceum lub technikum. Już nie mówię o branżówkach, bo ci zachowują się tak, jakby po ukończeniu gimnazjum nic już nie musieli, a ich obecność w branżowej była łaską nagradzaną promocjami do klas kolejnych. Niestety problemy, z którymi styka się nasza cywilizacja początku XXI wieku, są dla wszystkich takie same i wszyscy powinniśmy o nich wiedzieć, starać się przeciwdziałać. Co z tego skoro przedmioty przyrodnicze są jedynie do odsiedzenia, bo przecież dla 90% uczniów są nieważne. Historię traktują z buta, dlatego nie nauczą się na dawnych błędach, bo nawet nie będą wiedzieć, że takie były. WOS dla wielu to też egzotyka, dlatego większości młodych nie przeszkadza dziś łamanie zasady trójpodziału władzy. Mam coraz częściej wrażenie, że edukacja staje się kłopotem. Kłopotem dla polityków, którzy nie chcą zbyt mądrego elektoratu, bo głupszym łatwiej rządzić. Kłopotem dla koncernów, bo nie chcą zbyt mądrego konsumenta, bo głupszemu można wcisnąć chłam i jeszcze wmówić, że robi dobrze. Kłopotem dla szarego człowieka, bo nie wiedząc zbyt wiele, łatwiej mu żyć. Kłopotem dla wygrywających wybory, bo przecież gdy społeczeństwo głupsze, to nie trzeba walczyć z realnymi problemami, wystarczy szukać problemów zastępczych. A gdy nadejdzie katastrofa lub wybuchnie wojna, zawsze można powiedzieć: przecież spełnialiśmy tylko waszą wolę, wolę ludu…