Jarosław Bloch

CO Z TĄ EDUKACJĄ?

Odchudzić podstawy programowe!

Ostatnimi czasy nastąpiło jakby przebudzenie. Nareszcie mówi się głośno o odchudzeniu podstaw programowych i sprawieniu, że powinny być mniej teoretyczne, a bardziej praktyczne. Z podstawą programową jest trochę jak z szafą do której wkłada się coraz to nowe rzeczy, ale starych się nie wyrzuca, bo a nuż się przydadzą. Po pewnym czasie szafa pęka w szwach i nie wiemy nawet do końca co w niej jest. Po kilku latach wyciągamy z niej jakiś ciuch i z rozbawieniem stwierdzamy, że jest już od dawna zbyt mały, a w dodatku niemodny. Na pewno każdy nauczyciel znajdzie w swojej szafie coś, co można pominąć w procesie nauczania.

Kilka poprzednich lat pracy, w charakterze nauczyciela geografii, wiązało się z wieloma ciekawymi refleksjami. Awans miałem za sobą, mogłem skupić się na uczeniu. Szczególnie w grupach najbardziej zainteresowanych, rozszerzonych, widziałem pole do zmian. Zawsze miałem deficyt czasu gdy omawiałem zmiany klimatu, najważniejszy obecnie temat w przedmiotach przyrodniczych, ledwo zasygnalizowany w podręcznikach. Zamiast tego omawiałem genezę kemów, sandrów, ozów, drumlinów… Po co? Niech sobie na studiach o tym mówią. Zamiast tego więcej czasu poświęciłbym na uświadomienie różnicy między krajobrazem młodo a staro glacjalnym, nie w sensie wizualnym, a w aspekcie gospodarki wodnej, surowców, gleb, erozji, turystyki. Ciekawsze i bardziej praktyczne na średnim poziomie. No i na pytanie co nam pozostawił ten lądolód wreszcie można odpowiedzieć sensownie, zamiast klepać wyuczone formy terenu. Dobry nauczyciel połączy te szufladki, wspomni o tym przy okazji omawiana innych tematów, ale średni już nie. Poleci szufladkami, a uczniowie nigdy nie dowiedzą się, że to nie szufladki z wiedzą, a jeden system geograficzny… Dużo by tutaj mówić. Ale widocznie moje refleksje i wiedza są niepotrzebne, dlatego już nie uczę. A podstawy i podręczniki piszą nadal eksperci, którzy sami rozumują schematycznie, odkurzając stare szuflady. Wstyd panie i panowie.

Podobne refleksje ma chyba każdy dobry przedmiotowiec. Nieważne czego uczy. Problem w tym, że dobrych nauczycieli nikt nie słucha. To błąd, bo nauczyciel to największy praktyk i ekspert w swej dziedzinie. Ekspert akademicki, którego wynajęło ministerstwo, zamiast wsłuchać się w głos prawdziwych ekspertów pracujących z uczniem, odwala swoją teoretyczną robotę. Nie dziwię się. Na poziomie uniwersyteckim wszystkie zagadnienia są istotne… Tylko czy potrzebne niżej?

Kilkakrotnie podkreśliłem „dobry nauczyciel”. Są też tacy, którzy lecą wg podręcznika i promują zagadnienia, które sami najlepiej rozumieją. Mam wrażenie, że jest ich coraz więcej. Uczenie by zdążyć, gdzie nie ma czasu na bezczynne zastanawianie się. W gąszczu nowych przepisów, rozporządzeń, papierów, które trzeba przygotować, mało czasu zostaje na uczenie. W ogóle nie ma czasu na refleksję. Dlatego ilość „dobrych” nauczycieli, takich którzy widzą bezsens pewnych procesów, będzie spadać.

Na wyrzucone z podstaw treści jest także sposób. Można potraktować je jako dodatkową pracę na dodatkowe oceny, przeważnie dla orłów. Np. ten kto chce piątkę lub szóstkę musi wykazać się przygotowaniem prac w postaci prezentacji, plakatów, referatów z puli zagadnień dodatkowych (wyrzuconych). Wilk syty a owca cała. Na wszystko jest sposób. Ale na pewno sposobem nie jest upychanie treści, jak chociażby w podręcznikach do klasy 7, z których uczył się mój syn…

Upychając, uczymy po łebkach. W każdej pracy. Czym różni się praca w szkole od innych prac? Oczywiście każda praca ma swoją specyfikę, jednak wszystkie mają coś wspólnego. Na każdą pracę musi być odpowiedni czas, a kolejność czynności musi być zachowana. Dlaczego drobny remont nawet w małym pomieszczeniu trwa kilka dni? Proste. Gdy ścianę wyrówna się gipsem, to musi wyschnąć. Potem po wyrównaniu nałożyć grunt, też musi wyschnąć. Nawet pomiędzy jedną a drugą warstwą farby także trzeba odczekać. Gdy będziemy chcieli przyspieszyć, to często zrobimy to kosztem efektu końcowego. W szkole jest podobnie. Dlaczego więc przy kolejnych reformach dokładamy zagadnień, niepotrzebnych nie wyrzucamy, a czas zostawiamy ten sam, lub nawet skracamy? To słodka tajemnica MEN…

Oczywiście zmiana podstaw nie może objąć jedynie szkół podstawowych i średnich. Już widzę uniwersytety narzekające na obniżenie poziomu, bo przecież to i tamto wypadnie. Dlatego reformą programową powinny też być objęte uczelnie wyższe. Albo inaczej, powinny ją uwzględnić w swoich programach kształcenia. Tam też uczymy się pewnej ilości nieprzydatnych rzeczy. W tamtej szafie też należy przewietrzyć…

Istnieje jednak niebezpieczeństwo. W Polsce tak się utarło, że wyznacznikiem tego co trzeba zrobić jest minimum… Czyli jeśli uczeń może zdać mając zaledwie 40%, to zbyt często z tego korzysta. Czy nie jest czasem tak, że podstawy są nawet ok, tylko uczniowie nie opanowali wielu zagadnień z poprzednich lat i nie można z nimi iść dalej? Zamiast korzystać ze zdobytej już wiedzy, wciąż zaczynamy od początku. W tym także jest sporo prawdy i nad tym też powinniśmy się pochylić, co wielokrotnie postulowałem. Odchudzenie podstaw grozi więc dalszym spadkiem poziomu nauczania. Czy jest na to sposób? Jest. I to bardzo prosty. Wystarczy, że wprowadzi się progi procentowe do liceów i techników. Bez zdania egzaminu ósmoklasisty na ileś tam procent, prysną marzenia o technikum lub liceum. Na dwa-trzy lata zapełnią się branżówki, ale potem dzieciaki zaczną się uczyć, bo zobaczą, że to jedyne wyjście. Tak to działa.

1 Komentarz

  1. To wszystko prawda co pan profesor pisze. Jest pan mega pozytywną osobą obudzoną z tego koszmaru jakim jest dzisiejsze nauczanie nauczycieli którym nie chce się pomyśleć trochę i wyjść poza schemat. Niestety my na tym cierpimy i może pana blog otworzy oczy innym nauczycielom i coś się zmieni na tych lekcjach ale niestety moim zdaniem bardzo trudno jest zmienić myślenie osoby która pisze ten niepowazny program nauczania lub podręcznik w którym połowa tematów jest do wyrzucenia. Może nauczyciele w końcu zauważą że ze ich lekcje oparte na czyimś programie nie przynoszą skutków lub są bardzo ciężko odbierane przez młodzież.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

*