Jarosław Bloch

CO Z TĄ EDUKACJĄ?

Płace nauczycieli – rzeczywistość i propaganda

Podobno kłamstwo powtórzone 1000 razy staje się prawdą. Widocznie nasza minister edukacji wzięła sobie tę pijarowską prawdę do serca, bo w sprawie zarobków nauczycieli mija się z prawdą. Znam wyliczenia z których wzięły się owe astronomiczne kwoty. Ale jak mają się one do rzeczywistości? Uczciwością byłoby uściślenie, że zarobki średnie, uwzględniające wszystkie dodatki otrzymywane przez różnych nauczycieli, są w gruncie rzeczy nieosiągalne, bo nie ma nauczycieli pobierających wszystkie te bonusy. Niestety w wypowiedziach pani minister uściślenia takiego zabrakło, lecz komunikat o średnich pensjach idzie w świat…

O jakich kwotach mówimy? Średnie pensje podane na stronie MEN to: nauczyciel stażysta – 2900 zł, nauczyciel kontraktowy 3219 zł, nauczyciel mianowany 4176 zł, zaś nauczyciel dyplomowany 5336 zł (wszystkie kwoty brutto). Jest to znacznie więcej niż kwoty wynagrodzenia zasadniczego nauczyciela stażysty – 2417 zł, nauczyciela kontraktowego: 2487 zł, nauczyciela mianowanego: 2681 zł, nauczyciela dyplomowanego: 3317 zł (wszystkie kwoty brutto). Z doświadczenia wiem, że nauczyciele otrzymują kwoty nieznacznie przekraczające wynagrodzenie zasadnicze, o kwotach średnich mogą sobie co najwyżej pomarzyć…

Skąd taka rozbieżność i dlaczego nauczyciele zamiast średnich pensji, reklamowanych przez panią minister, otrzymują jedynie wynagrodzenie zasadnicze z niewielkim naddatkiem (100-200 zł)? Oczywiście nie mówię tu o nauczycielach na niepełnym etacie, dla których samo wynagrodzenie zasadnicze pozostaje często w sferze marzeń…

Kwestię wynagrodzenia nauczycieli reguluje artykuł 30 Karty Nauczyciela. Do tego dochodzą różne inne szczególne przepisy, na podstawie których można sobie nieco do pensji dołożyć. Uwzględniając wszystkie możliwości prawne, nauczyciele uprawnieni są do następujących dodatków:
1) dodatku za wysługę lat,
2) dodatku wynikającego z pełnienia funkcji kierowniczej,
3) dodatku funkcyjnego dla opiekuna stażu,
4) dodatku funkcyjnego dla wychowawcy klasy,
5) dodatku funkcyjnego nauczyciela doradcy,
6) dodatku funkcyjnego nauczyciela konsultanta,
7) dodatku za warunki pracy,
8) dodatku za uciążliwość pracy,
9) nagrody jubileuszowej,
10) nagrody ze specjalnego funduszu nagród,
11) dodatkowego wynagrodzenia za pracę w porze nocnej,
12) dodatku motywacyjnego
13) dodatkowego wynagrodzenia rocznego,
14) odprawy emerytalno-rentowej oraz odprawy z tytułu rozwiązania stosunku pracy,
15) wynagrodzenia za godziny ponadwymiarowe i doraźne zastępstwa.

Nawet po pobieżnej lekturze powyższej wyliczanki, każdy przeciętnie inteligentny człowiek widzi, że trzeba być nauczycielem-cyborgiem aby otrzymać wszystkie dodatki (z czego wyciągana jest średnia). Normalnie pracujący nauczyciel ma jedynie dodatek za wysługę lat i dodatkowe wynagrodzenie roczne (tzw trzynastkę). Dodatek motywacyjny uzyskują jedynie ci, którzy mogą pochwalić się sukcesami ponad swą codzienną pracę, lub wykonali dla szkoły (albo dla dyrektora) dodatkową pracę, którą szef zauważy. Są tu dwie szkoły, albo dyrektor daje więcej symbolicznych dodatków (po kilkadziesiąt zł), albo daje ich niewiele, za to wyższych, ale i tutaj d… nie urywa, bo może to być „bardzo wysoki” dodatek np. w wysokości 200 zł. Podobnie rzecz się ma z dodatkiem z funduszu nagród.

Dodatek za wychowawstwo mają również nieliczni, oddziałów jest mniej niż nauczycieli, więc w skali szkoły dostaje go kilka do kilkunastu osób (zależy od wielkości szkoły). Tyle że ten dodatek (powiedzmy 100 zł) nie jest zbyt pożądany. Słyszałem nawet o nauczycielach, którzy chcieliby dopłacić ze swoich pieniędzy, aby wychowawstwa nie mieć. Jednak proszę nie myśleć o nich źle, bo to naturalny odruch obronny. Dodatkowe 100 zł za ogrom pracy wychowawcy, to pieniądze uwłaczające (bo pracy jak za dodatkowe pół etatu), dlatego z wychowawstwa cieszy się naprawdę niewielu, choć dla niektórych jest to ratunek, by przeżyć do pierwszego…

Są jeszcze nadgodziny, ale wielu nauczycieli nie widziało ich już od lat… Niż demograficzny i reformy zrobiły swoje. Po likwidacji gimnazjów, tamtejszych nauczycieli kierowano do szkół podstawowych i średnich, w efekcie problemem jest obecnie dobicie do etatu, nie mówiąc już o czymś ponadto. Nadgodziny mają jeszcze nauczyciele zawodu, bo jest ich niewielu. Inna sprawa, że tych właśnie nauczycieli dramatycznie brakuje, ponieważ na „zawodowców” czekają miejsca pracy poza oświatą, znacznie bardziej dla nich opłacalne… Innych dodatków nauczyciel nie dostaje w ogóle, lub raz (odprawa emerytalna). Nagrody jubileuszowe dostają ci, którzy przetrwają 20 lat w oświacie. Myślę, że wytrwały nauczyciel może wziąć dwie lub trzy nagrody jubileuszowe, bo na więcej nie pozwoli mu zdrowie…

Należy tu też powiedzieć o specyfice dzisiejszych czasów, w których część nauczycieli łączy etat, lub pracuje w kilku szkołach na osobnych umowach, aby uzbierać te 18 godzin do etatu. To grupa praktycznie pozbawiona szans na inne dodatki poza wysługą lat i trzynastką. Nauczycielowi wpadającemu do szkoły na parę godzin mało który dyrektor da dodatek motywacyjny, nagrodę dyrektora lub powierzy funkcję wychowawcy. Prawdopodobnie nie zrobi go też opiekunem stażu. Ci nauczyciele, których jest przecież coraz więcej, wpadają w swoistą dziurę prawną. Są wszędzie oceniani jedynie za część swojej pracy, a ich zaangażowanie sumaryczne, z kilku szkół, jest czasem większe od nauczycieli pracujących w jednym miejscu. Jednak nikt nie nagrodzi ich za cząstkę pracy, a nie mają możliwości zebrania swych zasług z kilku placówek w jednym miejscu… Sygnalizuję więc tutaj poważną lukę, którą powinni zająć się odpowiedzialni za prawo oświatowe.

Rzuca się w oczy jeszcze jedna sprawa. Młodzi nauczyciele. Ci właściwie mogą liczyć tylko na trzynastkę (najniższą, bo są tylko stażystami). Wysługa lat zerowa, albo śmiesznie niska. Dodatki motywacyjne często muszą zaczekać, aż po kilku latach nabiorą nauczycielskich szlifów. W dobrze zarządzanych szkołach, czasem zdarzy się, że młody nauczyciel dostanie nagrodę dyrektora lub dodatek motywacyjny. Mądry dyrektor może starać się w ten sposób utrzymać w pracy rokującego nauczyciela. Jednak nie czarujmy się, w większości szkół (jak piszą sami młodzi nauczyciele) są grupy trzymające z dyrektorem, przez które trudno się przebić… O nagrodach jubileuszowych młody nauczyciel nawet nie myśli, bo to odległe prawie jak emerytura. Jeśli do tego dodać wydłużony obecnie awans zawodowy, to wyłania się obraz kompletnie nieatrakcyjnego zawodu dla młodego człowieka… A przecież młodość to czas zakładania rodziny, czyli zwiększone wydatki…

Dla wyróżniających (lub lojalnych) będzie jeszcze dodatek za dobrą pracę, nadawany wyłącznie na podstawie wyróżniającej oceny pracy, a oceniał będzie dyrektor. Można jedynie wyrazić nadzieję, że będzie to dyrektor sprawiedliwy i będzie oceniał w sposób transparentny. Mogą być jednak takie sytuacje, że wyróżniający będą ci trzymający z dyrektorem, albo wybrany z politycznego klucza dyrektor, da ocenę wyróżniającą swoim. Zbyt wiele lat przepracowałem w oświacie aby taką możliwość zlekceważyć. Szkolne lub polityczno-szkolne koterie w wielu miejscach funkcjonują i mają się dobrze. A pokusa by„dowalić oceną” nauczycielowi, który nie jest po naszej stronie, będzie wielka i wielu ulegnie pokusie, dając tylko wysoką ocenę bardzo dobrą. A przecież wiemy, że ocena bardzo dobra to już brak dodatku za dobrą pracę…

Kim więc jest osoba zarabiająca średnią pensję, którą zna pani minister? Prawdopodobnie mówi ona o jakimś nauczycielu pracującym na półtorej etatu, w bardzo szczodrym mieście, gdzie ustala się wysokie dodatki za wychowawstwo i wysokie dodatki motywacyjne. Mowa tu oczywiście o nauczycielu pod koniec kariery, mającego wysoką wysługę lat. Może uczy zawodu, więc ma kilka nadgodzin. A do tego taki szczęściarz musiałby zgarnąć wysoką nagrodę dyrektora i dodatek jubileuszowy w jednym roku. Ale nawet wtedy chyba nie wyszłoby aż tyle… A ilu takich znajdzie się w skali kraju?

Uogólnienia są tu nie na miejscu. Informacje podawane przez panią minister są więc kłamstwem, czystym trikiem statystycznym, powstałym z operowania liczbami, co nie ma pokrycia w rzeczywistości. Nie znam osobiście nauczyciela którego pensja jest chociażby zbliżona do podawanych przez MEN średnich płac. Kłamstwa pani minister są podwójnie bolesne, gdyż przez politykę jej ugrupowania rosną ceny w sklepach, co znacząco obniża wartość nabywczą nauczycielskich pensji. Podwyżki (i te z 2018, i te obiecywane) będą w portfelu niewidoczne, gdyż w latach gdy rosła płaca minimalna, a brak pracowników na rynku wymuszał na pracodawcach podwyżki, pensje nauczycieli stały w miejscu (także za poprzedniej ekipy rządzącej). Ale przecież nie to jest ważne dla MEN… Tu chodzi o politykę i propagandę. Patrzcie – powiedzą w państwowej TV – dostali i jeszcze im mało! Tak będzie…

2 kommentarer

  1. Dodatki, o których mowa, dostają nauczyciele w szkolnictwie specjalnym. Oni faktycznie zarabiają te średnie kwoty, czasem nawet wyższe. Oni zawyżają średnią. Warto pamiętać o nauczycielach w internatach szkół specjalnych. Oni mają wtedy naprawdę dużo dodatków.

  2. Przepraszam, ale powinno być *półtora etatu. Taki belferski nawyk 😉 Poza tym artykuł świetny.

Pozostaw odpowiedź Anonim Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

*