Nigdy nie kryłem, że jestem sympatykiem literatury SF. Nieobce są mi różne, nawet najbardziej nieprawdopodobne wizje przyszłości. Jednak gdy przeczytałem ostatnio wywiad na Onecie z minister edukacji Panią Zalewską, to przecierałem oczy ze zdumienia. Miałem wrażenie, że pani minister żyje w innej, alternatywnej i znacznie piękniejszej rzeczywistości. Może w tamtej rzeczywistości panuje porządek, oświata jest dobrze zorganizowana, problemy w niej zostały zażegnane, nauczyciele są zadowoleni, rodzice nie mają obaw, a wszyscy z optymizmem patrzą w nadchodzący rok szkolny. Tyle, że nie jest to nasza rzeczywistość… Dlatego przerażające jest, iż pani minister naprawdę wierzy, że w takowej rzeczywistości żyje. Napisała alternatywny scenariusz wydarzeń, który stał się dla niej rzeczywistością równoległą. I przeniosła się tam jak widać. Jak tego dokonała? Nie wiem, ale za ten wyczyn należy jej się nagroda HUGO (taki Nobel dla pisarzy SF). I mam do niej prośbę, niech zdradzi mi jak to uczynić, bo sam chciałbym żyć w tak pięknej rzeczywistości, jaką ona opisuje, bo cała oświata została w rzeczywistości poprzedniej, pełnej znaków zapytania i obaw na przyszłość…

Pełen tekst wywiadu (gatunku SF) znajduje się TUTAJ

Cóż mówi Pani Z.? Otóż mówi jakby czytała z broszury propagandowej. Bagatelizuje problemy, zrzuca z siebie wszelką odpowiedzialność, kluczy i mówi ogólnikami, zwala winę na związki, odsyła do przedziwnego dokumentu tj. „Deklaracji na rzecz edukacji przyszłości” w której oprócz pustych frazesów opisane są osiągnięcia… znienawidzonych poprzedniczek. Mniemam, że wywiad ten jest częścią rozpoczynającej się kampanii wyborczej, przed którą trzeba się rzecz jasna wybielić, przedstawić swe porażki jako sukcesy i zamienić mowę pogardy na mowę miłości. Powiem szczerze, nie znam świata o którym opowiada.

Nie będę polemizował z tekstem bo uczyniono to już TUTAJ

Jednak to nie koniec wędrówki po wymyślonym świecie pani minister. Tuż po wywiadzie, zapewne w celu dalszej poprawy swego wizerunku, pani Z. zebrała trochę pro pisowskiej młodzieży, która (niczym w czasach stalinizmu) potępiła planowany strajk nauczycieli. Pani minister uwierzyła chyba w to, że rzeczywistość nie różni się niczym od kart powieści, na których można sterować przebiegiem akcji, wymyślać wątki i zakończenie…

Ale to jeszcze nic. W pisarskim amoku stwierdziła, że mimo strajku egzaminy się odbędą! Przecież na kartach powieści wszystko jest takie proste… Hop siup i zastępy społeczników wejdą do szkół, aby wyręczyć strajkujących nauczycieli i przeprowadzić egzaminy. Zjawią się tłumy „tych odpowiedzialnych” nauczycieli z innych szkół, przyjdą emeryci przepełnieni wdzięcznością za 13 emeryturę, przyjdą wolontariusze… Czary mary i złota myśl pani Z. staje się prawem. Egzaminy tuż tuż, więc pani Z. zwoła prawdopodobnie pospolite ruszenie, bo w realnym świecie trzeba by tak potężną operację zacząć dużo wcześniej. Ale na kartach powieści SF pisanej przez panią Z. to nie problem. Założę się, że gdy tłumy się nie zjawią, to podjedzie się w dniu egzaminów busem pod sklep, zgarnie przesiadujących tam pijaczków, postawi skrzynkę jaboli przed, a drugą po egzaminie i problem się rozwiąże . Wszystko to ubierze się w program wspierania AA, a jabole wyprodukuje z nadwyżki jabłek, których nie chce od nas Rosja. I wszystko będzie pięknie, pięknie!!! A pani Z. w nagrodę pojedzie na zasłużone 4 lata wczasów do Brukseli. Piękne zakończenie. Z happy endem…

A rzeczywistość? Niestety w świecie, w którym pozostawiła nas pani Z. nie można nikogo zmusić do pracy w szkole, a gdy już się zdecyduje, to trzeba z nim zawrzeć umowę, dać dostęp do wrażliwych danych (RODO!), przeszkolić w procedurach, odbyć szkolenie BHP, mieć zaświadczenie o niekaralności etc. Same procedury przeprowadzenia egzaminów są ściśle określone. A przede wszystkim na taką operację trzeba by znaleźć pieniądze. A podobno ich brakuje dla nauczycieli… W tej całej sytuacje nie zazdroszczę dyrektorom, którzy znaleźli się między młotem a kowadłem. Sami chcieliby zarabiać więcej i popierają w większości postulaty środowiska, a drugiej strony wywiera się na nich nacisk by mimo przeciwności, egzaminy przeprowadzili. Do szantażowania jest tutaj wiele instrumentów: brak poparcia w następnym konkursie, obcięcie dodatku funkcyjnego, obcięcie środków na remonty, odebranie pozwolenia na utworzenie dodatkowych klas, a przede wszystkim nacisk psychiczny, który wielu może przypłacić zdrowiem… Ale w świecie fikcji literackiej pani Z. ból i choroby nie istnieją.

Pani Z. jest mistrzynią w kreowaniu alternatywnej rzeczywistości. Maluje trawę na zielono i wie, że kłamstwo powtórzone 1000 razy staje się prawdą. I na to prawdopodobnie liczy, tym bardziej, że jej partia ma w ręku potężne narzędzie propagandy w postaci publicznych mediów. Tam fantastyka wyświetlana jest od dobrych trzech lat, więc dodanie kilku wątków edukacyjnych nie będzie żadnym problemem. Ona twierdzi, że jest dobrze. My, że jest źle. Wiemy kto ma rację. Jeśli nie zrobimy z tym porządku teraz, to niedługo fikcja przeplatać się będzie z rzeczywistością. Jak w Rosji, która nie prowadzi wojny z Ukrainą, a wybory są demokratyczne, jak w Korei Północnej, gdzie cały naród kocha przywódcę i nie ma problemu głodu, jak w Wenezueli, w której poparcie dla prezydenta nie spada pomimo braku światła…