Zbliża się strajk nauczycieli. Przeciwko pedagogom wytoczono najcięższe działa. Oprócz internetowego hejtu, ataków dyspozycyjnych organizacji i akcji dezinformacyjnej w TVP, zaczęto uderzać w sumienie nauczycieli, co rusz podkreślając, że go nie mają. Skonfrontowano biedne dzieci bez opieki i biednych rodziców nie mających jak zapewnić opieki swym pociechom, z bezdusznymi i nieodpowiedzialnymi nauczycielami. Zastrasza się dyrektorów, szczególnie tam gdzie funkcjonują dyspozycyjne wobec władzy samorządy. Niezależnie od tego prowadzone są niby negocjacje, które mam wrażenie są tylko po to, aby się odbyły.

Gdy ktoś z nauczycieli mnie pyta co zrobić gdy przyjdzie rodzic i powie że nie ma co zrobić z dzieckiem, radzę bardzo prosto. Powiedz, że to nie twoja sprawa. Po prostu. Od pretensji i tego typu pytań jest dyrektor, któremu oczywiście nie zazdroszczę tej niewdzięcznej roli. Nauczyciele, jak każda inna grupa zawodowa, mają prawo do strajku. Nie muszą zastanawiać się „co teraz będzie”, bo nie są od tego. Koniec. Kropka.

Sławna skądinąd małopolska kurator oświaty pani Nowak mówi: „brak jest podstaw do zawieszania zajęć z samej tylko tej przyczyny, że w szkole odbywa się akcja strajkowa”. Pani kurator (którą wielu uważa za następczynię pani Zalewskiej na stanowisku minister edukacji) widocznie nie zna prawa. Nie świadczy to o niej dobrze. Dyrektor gdy nie ma pracowników nie może otworzyć szkoły, nie pozwalają na to chociażby przepisy dotyczące bezpieczeństwa uczniów w szkołach i placówkach. To może zatrudniać ludzi z zewnątrz, jak radzi minister Zalewska i jak powtarzają za nią bezmyślnie dyspozycyjne samorządy? A to ciekawe. A z czego im zapłacić? Ano z zaoszczędzonych na strajkujących nauczycielach pieniędzy, jak to mówią spece od edukacji w niektórych miastach…

Propozycją zwiększenia pensum, pani Szydło jedynie rozwścieczyła resztę nauczycieli, którzy dotąd zastanawiali się czy zastrajkować. Badania czasu pracy nauczycieli wykazały, że nauczyciele pracują ponad 40 godzin. Na każdą godzinę dydaktyczną przypada kolejna, w której trzeba przygotować się do zajęć: materiały, aktualizacje, karty pracy, testy, sprawdziany… Potem sprawdzanie, do tego codzienna praca na terenie szkoły, od kółek począwszy na kserowaniu kończąc. Szkolenia rad, konferencje, zebrania, konsultacje, samokształcenie… Osobiście pracuję znacznie więcej niż 40 godzin tygodniowo, żonę powołuję na świadka. A pani Szydło mówi o 24 godzinach pensum, czyli więcej pracy przy obsłudze godzin dydaktycznych, plus cała reszta jak zwykle. Do tego w pakiecie zwolnienia, bo przecież młodzieży się nie sklonuje. Propozycje rządu są jak cios wymierzony w nauczycielski policzek. Nad tym nie da się przejść do porządku dziennego. Tylko strajk!

Oczywiście nauczyciele są odpowiedzialni. Ale przy tym nie są idiotami. Potrafią liczyć lepiej niż przeciętny beneficjent rządowego socjalu, któremu rząd daje się do ręki gotówkę, a zabiera z kieszeni w sklepie, na stacji benzynowej, przy płaceniu rachunków… Skoro rząd stać na tak hojny socjal, skoro w kraj zmierza w dobrym kierunku, skoro wskaźniki rosną, to dlaczego zaniedbuje się tak ważną grupę społeczną? Oczywiście nie jesteśmy idiotami. To wszystko by wygrać wybory i utrzymać władzę. Tylko dlaczego w takich warunkach nauczyciele mają milczeć i biernie spoglądać jak na prawo i lewo rozdawane są pieniądze, a ich pensje stoją w miejscu? Oczywiście nie powinni. Nie twierdzę, że poprzednicy nie zawalili, bo obecny stan nauczycielskiego portfela to też ich wina. Ale to nie ma obecnie znaczenia. Trwa festiwal rozdawnictwa, więc ustawiamy się w kolejce. Tyle że nie po socjal, a po ciężko wypracowane wyższe wypłaty. Pieniądze rozdaje się gdy jest ich zbyt wiele, proszę więc podnieść pensje, albo przedstawić faktyczny stan finansów państwa. Państwa, które jest wyjątkowo hojne, także dla negocjatorki Szydło, której jak wiemy się należało.

Tyle, nauczyciele nie są idiotami i wiedzą o tym, kto tak naprawdę w tym kraju dzieli kasą. Pan prezes Kaczyński, który hojnie szasta pieniędzmi kupując głosy ludu, prawdopodobnie ma traumę z dzieciństwa związaną z nauczycielami. Dodam, że szasta nie swoimi pieniędzmi i robi to poprzez osoby o miękkim kręgosłupie (jak ministra Czerwińska, lub premier Morawiecki), bo jak inaczej można nazwać kupowanie głosów na polecenie „szeregowego posła”… Wracając do pana, który nie lubi nauczycieli. Mam nieodparte wrażenie, że nauczyciele tego pana poznali się kiedyś na nim, przejrzeli kim jest i on o tym wie. Może o podejściu Kaczyńskiego do nauczycieli zadecydowały wydarzenia z liceum im. Lelewela, które swego czasu opisał Andrzej Jarczewski. Sądzę że ten człowiek głęboko nienawidzi tej grupy zawodowej. A że czerpie garściami ze wschodnich wzorców demokracji, to wie też, że głupszym społeczeństwem łatwiej rządzić. To z kolei tłumaczyłoby ogrom pomocy socjalnej płynącej do grupy najmniej zaangażowanej w życie społecznie, mającej gdzieś demokratyczne standardy, pragnącej jedynie chleba i igrzysk. Wśród nauczycieli ten pan nie ma zbyt wielu wyborców. Tym gorzej dla niego, bo jak widać zaplecze w jego partii marne. Wszystko układa się w logiczną całość. Jedno muszę mu jednak przyznać. Doprowadził do niemożliwego – niebywałej konsolidacji środowiska nauczycielskiego. Choć z pewnością tego nie chciał.

W jednym PiS ma rację. To coś więcej niż strajk. Ale ich diagnoza jest zła. To nie awantura polityczna przed wyborami, bo do strajku przystępują ludzie o różnych poglądach politycznych. To bardziej test na to w jakim stanie jest obecnie nasze państwo. W festiwalu rozdawnictwa ktoś musiał pierwszy powiedzieć sprawdzam i tak się stało, że grupą tą stali się nauczyciele. To też test na to, czy Polska jest obecnie bliżej zachodu, czy bliżej PRL-u. Szczucie, dezinformacja, manipulacja faktami i zastraszanie dyrektorów szkół (a przez nich nauczycieli) to instrumenty żywcem zapożyczone z poprzedniej epoki, za którą mam wrażenie tęsknią obecnie rządzący. Czy będziemy mogli, jak obywatele cywilizowanego kraju, zaprotestować w ramach prawa i nie ponosić potem tego konsekwencji. To okaże się w najbliższych miesiącach. Niestety to co dzieje się dziś, każe mi obawiać się, że nasze życie będzie pasmem kontroli, drobnych złośliwości, cięć w budżetach, przegranych konkursów dyrektorskich itp. Bo tak jak bywało w PRL, w niejednej gminie znajdą się dyspozycyjni z miękkim kręgosłupem.